Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button


Drugie życie bojkowskiej chaty

Kominek robi wrażenie. Wygląda jak stary, a tak naprawdę zrobił go od podstaw Maciek, wzorując się na dawnych bojkowskich piecach, które miały także miejsce do spania. Zdjęcia: Michał Mrowiec  
 
 


Trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno była pochyloną ku ziemi staruszką. Dziś dzięki Jagodzie i Maćkowi stara chata może ciągle snuć swoją bieszczadzką opowieść.

Jagoda z Maćkiem, przeprowadzając się w Bieszczady, w ogóle nie myśleli o kupnie starego domostwa. Planowali wybudować duży dom dla siebie i dla turystów. Życie postawiło jednak na ich drodze starą chałupkę. Decyzję o zakupie podjęli jednomyślnie. Jeden telefon i sprawa była załatwiona. Dopiero po jakimś czasie Jagoda dowiedziała się, że poprzedni właściciel długo nie przyjmował ofert. Tak, jakby chata czekała na nich. – Ona wybrała nas – twierdzi – by dalej żyć.

Chata niedługo dobije setki. Dawała dach nad głową wielu pokoleniom. Przed II wojną mieszkał tu szewc z rodziną, jego maszyna i prawidła do butów są teraz elementem wystroju. Po wojnie przybyła kobieta o imieniu Paraskewia. Dożyła tu 94 lat. Pracowita i dobra – tak o niej mówiono. Zostawiła w bojkowskiej chacie swoją dobrą energię i spokój ducha. A sadzone przez nią wokół domu rośliny przetrwały pół wieku. Latem z owoców sędziwego czarnego bzu Jagoda robi syrop.

reklama

W bojkowskiej chacie mieszkali przez półtora roku. Tyle czasu zajęło wybudowanie nowego domu. Jak twierdzą, był to najpiękniejszy czas w ich życiu. Mimo braku wygód, chata podarowała im chwile wielu wzruszeń i magiczne wieczory, gdy siadali razem na progu i patrzyli na góry. Żal byłoby zostawić taki dom siłom upływającego czasu. Po przeprowadzce więc do nowiuśkiej „Chaty Magoda” zaczęli ratować chałupę, która przyjęła ich do siebie jako pierwsza. Na główny front robót poszły ciężkie prace, w całości wykonywane osobiście przez Maćka. Za pomocą samochodowych lewarów podnosił stareńką chatę do góry, dzień w dzień o 5 cm, by wbudować pod nią solidny fundament. Wzmocnił konstrukcję, wyszlifował jodłowe bele i zaimpregnował je skalnym olejem (o ten zapach pytają goście).

Na dachu jest dziś prawdziwy gont. Z podupadającej staruszki stała się piękną panią. Jagoda i Maciej z miłością spoglądają na swoje podopieczne. Wieczorami znów siadają na progu i patrzą w góry. Nie spytałam Jagody, czy miała obawy. Na to pytanie znalazłam odpowiedź w jej blogu: „Kiedyś pisałam, jak wymyślaliśmy bieszczadzkie życie – zapytałam wtedy Maćka: »A dom wybudujesz?«. Odpowiedział: »Wybuduję!«. Przyjęłam do wiadomości i przestałam się tym kłopotać. Przecież obiecał!”.


Tekst i stylizacja: Green Canoe
Fotografie: Michał Mrowiec
www.chatamagoda.pl

Weranda Country nr 5/2011

Zobacz również: