Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Domowa uprawa ziół i warzyw

Domowa uprawa ziół i warzyw.
 
 

Co dziś zjesz do obiadu: świeże pędy buraka czy listki mlecza? Zimno za oknem nie powstrzyma nas przed uprawą ziół i warzyw.
Tym bardziej że samodzielnie wyhodowane smakują najlepiej!


Wydawać by się mogło, że zielenina przybywająca zimą z ciepłych krain wyruguje z rynku domowe nowalijki. Tymczasem one wciąż są w modzie. Poskubać codziennie natkę pietruszki z własnego parapetu, wcinać twarożek z podpędzonym samodzielnie szczypiorkiem jest nie tylko zdrowo, ale też na czasie. A do tego takie zimowe ogrodnictwo jest pouczającym zwyczajem i symbolicznym rozpoczęciem nowego sezonu. Więcej, bywa, że małe niejadki zachęcone do wspólnego sadzenia korzeni i cebul z czasem polubią to, co zielone i zdrowe.  

Na parapecie

Potrzeba niewiele: doniczki z podstawką, trochę torfowej ziemi, kilku cebul i korzeni. Mogą być małe i zdeformowane. Ze wszystkich, o ile tylko nie są zgniłe, wyrośnie zielony gąszcz nafaszerowany witaminami. Trzeba je tylko posadzić tak, by nad powierzchnią ziemi znalazła się góra cebuli lub miejsce, z którego wyrasta natka, potem regularnie podlewać i gotowe!

Zasadę pędzenia warzyw podaję dla przypomnienia na przykładzie najbardziej znanych gatunków, ale nie uważam, że na nich powinno się poprzestać. Gdyby na przykład zupełnie przypadkiem zostały jeszcze w piwnicy małe ćwikłowe buraki, to je również powinno się z pietruszką i cebulą posadzić. Na pewno się wtedy nie zmarnują, a w dowód wdzięczności z czasem wypuszczą młode liście. Ściąć je tylko, dodać do sałatki i pałaszować ze smakiem oraz budującą świadomością, że oto na parapecie sami wyhodowaliśmy jedno z najlepiej oczyszczających organizm warzyw. Podobnie można zagospodarować najbardziej niecierpliwe, wypuszczające kiełki ząbki czosnku, korzenie selerów. Niech się nie marnują.

W piwniczce


Mniej spontaniczności, za to więcej planów i przemyślanego działania wymaga podpędzenie, czyli – inaczej – przyspieszenie wzrostu karp rabarbaru i cykorii sałatowej. Obydwie rośliny do takiej operacji trzeba specjalnie przygotować. Pierwszą najlepiej już teraz przykryć w ogrodzie niewielkim tunelem foliowym, pod którym z czasem zrobi się wystarczająco ciepło, aby pojawiły się pierwsze liście.

Cykoria sałatowa z kolei, ta, która tworzy kolby, jest jednym z najdziwniejszych warzyw świata. Wysiewa się ją wiosną i do końca sezonu uprawia na rabatach bez żadnej doraźnej korzyści. Letnie liście są zielone, gorzkie i w niczym nie przypominają tego, co widuje się na sklepowych półkach. Trzeba bowiem wiedzieć, że cykoria sałatowa należy do gatunków korzeniowych i w sezonie gromadzi zapasy w podziemnym spichrzu. Jesienią trzeba zielone liście ściąć, korzenie wykopać, zabezpieczyć w chłodnym pomieszczeniu i dopiero teraz, w lutym, posadzić. Najlepiej do ustawionych w piwnicy skrzynek wypełnionych piaskiem. W cieple i egipskich ciemnościach nad ziemią szybko pojawiają się mięsiste, zbite kolby. Dla niektórych rarytas, dla innych takie sobie, gorzkawe warzywo. Ale na pewno roślina zdrowa i wartościowa, ekologiczna w każdym calu.

Niewielu wie, że o tej porze roku w podobny sposób da się podpędzać korzenie mniszka lekarskiego, czyli popularnego mlecza. Liście rosnące w ciemności wczesną wiosną są chrupkie, żółtawe i pozytywnie zaskakują smakiem. Może to jakiś sposób na pozbycie się nadmiaru tych intruzów z przydomowego trawnika?   

Z kiełkownika

 

Na przednówku jadamy też różnego gatunku kiełki. Przypomnę tylko, że potrzeba odpowiednich nasion, kiełkownika lub zwykłego talerzyka z wodą, ciepła i światła. Większość roślin kiełkuje podobnie, potrzebuje jedynie do tego mniej lub więcej czasu. Długo jednak nie mogłem wyhodować słoneczników, najsmaczniejszych – w mojej opinii – kiełków świata. Zresztą tak naprawdę chodzi nam nie o kiełki, lecz o liścienie! Zanim urosły w kiełkowniku i się zazieleniły, zawsze jakoś gniły, pleśniały i uprawę trzeba było wyrzucić.

Ale w końcu i na nie znalazłem domowy sposób: po prostu wysiałem pestki do ziemi. Nie do gruntu, gdyż ten dla nich jeszcze za zimny, lecz do doniczki wypełnionej torfem i postawionej w słonecznym miejscu. Okazało się, że rośliny szybko kiełkują i pędzą ku światłu. Mówimy o takich siewkach, że niezdrowe, „wybiegnięte”, ale w tym przypadku wcale nie jest to wadą. Ścinamy je później tylko i mamy gotowe listki do zielonej sałaty. Aromatem te parapetowe słoneczniki przebijają wszystkie zieleniny z importu!

Autor: Witold Czuksanow, dziennikarz, ogrodnik, wspołtwórca programu telewizyjnego "Rok w ogrodzie".

 

reklama
Weranda Country nr 2/2016