Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

ABC podlewania

Wieczór to najlepsza pora na podlewanie. Najlepiej, niczym deszcz, zraszać rośliny klika razy, małymi porcjami. Zdjęcia Corbis/profimedia, Howard Rice/gap photos, Flora press, Shutterstock  
 
 

Idealna woda dla kwiatów sama spada nam z nieba. Musimy tylko ją złapać, a potem mądrze rozdzielić między potrzebujących.

Lato! Dla roślin i dla ogrodników najlepsze jest, gdy słońce przygrzewa i gdy trochę popada. Wystarczy spojrzeć, jak ciepły, spokojny deszczyk poprawia roślinom humor! Radość ta wcale nie jest pozorna. Potrzebują wody do życia, to przecież jeden ze składników paliwa, które same sobie produkują.

Oprócz niej pobierają dwutlenek węgla, energię słoneczną, trochę soli mineralnych – i już mogą rosnąć. Sielanka trwa do chwili, w której choćby jednego ze składników – latem najczęściej wody – zaczyna brakować. Wtedy zielona fabryka zwalnia i czeka na lepsze czasy. Wyjścia są dwa. Albo przychodzą chmury i problem znika, albo odkręcamy krany i włączamy zraszacze. Co jest lepsze? Zdecydowanie pierwsza możliwość!

Zalety deszczówki
Zauważyłem, że woda z kranu nie działa tak ożywczo na rośliny jak deszcz. Dlaczego? Zastanawiając się nad tym, doszedłem do wniosku, że ważne są dwa czynniki. Temperatura i skład. Deszcz bywa z reguły cieplejszy niż woda z ogrodowego węża. A rośliny to lubią. Dla nich ideałem jest spokojny opad podczas ciepłej nocy. Wtedy dosłownie rosną w oczach.

Gwałtowne ulewy mniej im służą, bo trwają krótko i woda, zamiast wsiąkać w grunt, spływa po powierzchni, a do tego często uszkadza liście. Drugi czynnik, który decyduje o wyższości deszczówki nad kranówką, to skład chemiczny. Woda wodzie bowiem nierówna. W wodociągowej mogą znajdować się sole mineralne takich pierwiastków, których nadmiar roślinom nie służy.

Na pierwszym miejscu wymieniłbym wapń. To on sprawia, że po pewnym czasie na powierzchni ziemi w doniczkach pojawia się charakterystyczny biały osad. Przypomina pleśń, ale tak naprawdę to małe drobiny wapniowych i innych soli, które ziemia filtruje i zatrzymuje na powierzchni. Szczególnie wrażliwe na nadmierną obecność wapnia są różaneczniki, azalie, borówki i inne krzewy wrzosowate.



Jak często podlewać?
To trudne pytanie. Nam z różnych przyczyn czasami bardziej się chce pić, a czasami w ogóle nie odczuwamy pragnienia. Pod tym względem rośliny są do nas podobne. Gdy jest gorąco, chłodzą się, wyparowując wodę z komórek. Wtedy potrzebują jej wyjątkowo dużo. Nie myślcie jednak, że oddadzą wszystko, co mają.

W pewnym momencie, gdy czują, że płynów zaczyna brakować, trochę więdną i tym samym przestają pozbywać się wody. Wieczorem, gdy upał słabnie, odzyskują dobry wygląd. To jest właśnie ta pora dnia, w której powinniśmy wkroczyć do akcji. Najlepiej udawać deszcz, czyli podlać kilka razy małymi porcjami. Bo gleba powinna stopniowo i głęboko się nawilżyć. Jednokrotne podlanie najczęściej niewiele pomaga. Tylko moczy ziemię na wierzchu.

Nadmiar bywa szkodliwy
Trzeba w końcu napisać o starej ogrodniczej szkole, która twierdzi, że obfite i regularne podlewanie od samego posadzenia generalnie roślinom nie służy. Jest ono potrzebne chyba tylko w nowoczesnych sadach i jagodnikach, gdzie każda jabłonka czy truskawka ciężko pracuje i ma pod korzenie doprowadzoną rurkę z wodą, z której ciągle kapie.

W amatorskich ogrodach sadzonki podlewa się obficie raz, zaraz po posadzeniu, a później daje im się czas na to, by same o siebie zadbały. To nic strasznego. Korzenie mają od początku wpojone zadanie poszukiwania wody i wiedzą, jak się rozbudować, by zaopatrzyć rośliny. Zarówno wtedy, gdy wody jest pod dostatkiem, jak i wówczas, gdy panuje susza. My jedynie powinniśmy pomóc im w najtrudniejszych okresach. Bo co za dużo, to niezdrowo. Nadmiar wody to raj dla ślimaków, które niejednemu ogrodnikowi spędzają sen z powiek. Im bardziej mokro, tym chętniej rozwijają się różne choroby grzybowe.

Między innymi dlatego trudno rozstrzygnąć, czy i jak sprawdzają się automatyczne systemy do podlewania roślin, które zraszają glebę w okresie naszych wyjazdów urlopowych. Są bardzo pomocne, ale też kosztowne. Uważam, że najlepiej jest podlewać tylko rośliny najsłabsze, konewką, zawsze kierując strumień wody na glebę, a nie liście. Zraszacze i prysznic kranówką powinno się fundować mieszkańcom ogrodu jak najrzadziej. A jeśli chcemy podlewać wodą z wodociągu, to zawsze lepiej najpierw wlać ją do zbiornika, by się ogrzała przez co najmniej dobę i na dno strącił się osad.

Podziemni sprzymierzeńcy
Warto też wiedzieć, że możemy pomóc dostarczać wodę roślinom w inny sposób – zaszczepiając w sąsiedztwie ich korzeni specjalne gatunki grzybów mikoryzowych. Okazuje się, że większość roślin ma takich wspólników.

Z jednej strony ich dokarmiają, a z drugiej korzystają z wyjątkowej zdolności grzybów do poszukiwania i pobierania wody. W dzikim środowisku tacy partnerzy sami się odnajdują, ale w ogrodach można im trochę pomóc. Robi się to tylko raz w okresie życia roślin, nanosząc na korzenie w czasie sadzenia czy też później wstrzykując do gleby odpowiednie szczepionki. Najlepiej takie, które mają formę żelu.

Daje to szczególnie dobre rezultaty u wspomnianych wcześniej, bardzo wrażliwych na brak wody krzewów wrzosowatych. W przypadku iglaków można się nawet spodziewać, że mikoryza da kiedyś dodatkowy efekt, czyli  plon borowików czy kurek. To nie reguła, ale niespodzianka w postaci własnego grzybowego poletka zawsze cieszy!

Podlewanie kwiatów na tarasach
■ Podlewanie roślin w skrzynkach i donicach wymaga spokojnej systematyczności. Tych roślin nie da się napoić raz na całe życie, a zalanie korzeni wodą zwykle bardziej szkodzi niż okresowe przesuszenie. Wszyscy nadgorliwcy powinni pamiętać, że najlepszym sposobem zabezpieczenia przed przelewaniem jest zrobienie w dnie osłonek kilku otworów odpływowych.
■ Warto przetestować różne podłoża, by się przekonać, które najlepiej magazynuje wodę. Z doświadczenia podpowiem, że najlepiej służą mieszanki składające się z wysokiego torfu z dodatkiem nawilżaczy, ale też perlitu. Bo sama woda nie wystarczy. Musi być w niej jeszcze powietrze, a dodatek tego wulkanicznego tworzywa sprawia,
że korzenie i piją, i oddychają, czyli mają idealne warunki do pracy.

Zbieramy deszczówkę
Najlepiej pod rynną odpływową zamontować duży zbiornik na wodę, minimum dwustulitrowy.  Może być z tworzywa, taki łatwo przed zimą zdemontować. Są również składane naczynia drewniane. Zbiorniki podziemne to najczęściej wkopane, zaimpregnowane kręgi – bardzo wygodne i nie grożą przepełnieniem, ponieważ zwykle mają na szczycie zamontowane odprowadzenie nadmiaru wody do gruntu.

Tekst: Witold Czuksanow, dziennikarz, ogrodnik, współtwórca programu telewizyjnego „Rok w Ogrodzie”.
Zdjęcia: Corbis/profimedia, Howard Rice/gap photos, Flora press, Shutterstock.


 

reklama
Weranda Country nr 7/2015