Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Salon we własnym ogrodzie

Salon w ogrodzie składa się głównie z prezentów od przyjaciół. Ktoś podrzucił klatkę na ptaki, ktoś inny kanki na mleko. Zdjęcia: Paweł Figurski; Stylizacja: Agata Jaworska  
 
 

Kąpią się i zasypiają pod gwiazdami. Budzi ich śpiew ptaków. Ania i Jarek urządzili swój drugi dom wśród kwiatów.

Dom letni. Kiedy robi się ciepło, przenosimy się do ogrodu i mieszkamy w nim aż do września. W murowanym domu zostają dzieci – Jurek, Jaś i Natasza – a ja tylko gotuję tam obiady. Bo kuchnia w ogrodzie jest prowizoryczna. Można w niej przepłukać szklankę, pokroić owoce, przygotować coś do picia. To praktyczne, kiedy wpadają goście, bo nie trzeba bez przerwy biegać od domu do domu. A przychodzą często.

Co weekend jest kilka, kilkanaście osób. Znajomi z różnych etapów naszego życia. Koledzy Jarka, mojego męża, z harcerstwa, ludzie, których poznaliśmy, chodząc po górach, moje przyjaciółki ze szkoły plastycznej. Rozpalamy grilla, pieczemy ziemniaki w ognisku. Lubię ich karmić, bo najedzeni się relaksują, fajnie się wtedy rozmawia.   



Ogród. Żeby go mieć, wyprowadziłam się na podwarszawską wieś. Chciałam w nim wychować dzieci, przyjmować gości, no i nic mnie tak nie odpręża jak pielęgnowanie roślin. Nie przycinam gałązek bukszpanu, sadzę wszędzie rdest. To te drobne liście pnące się po ścianie naszego domu. Ogrodnicy boją się tej rośliny, bo zajmuje łapczywie przestrzeń. A mnie się to podoba.

Jarek lubi odpoczywać w ogrodowym salonie, a dla mnie to doskonały punkt obserwacyjny. Zawsze stąd wypatrzę, że coś trzeba przesadzić, wyrwać. I tak zaczyna się kolejne grzebanie w ziemi. A czasem po prostu rzucam się na poziomki, które posadziłam, gdzie się tylko dało, zbieram róże do wazonu. Albo podglądam ptaki. Przylatuje do nas dużo sójek, a ostatnio wypatrzyłam kopciuszka, szarego ptaszka podobnego do wróbla.

Czuję się szczęśliwa, ale nasze życie to nie są wieczne wakacje. Jarek jest fotografem, ja projektantką wnętrz, a takie wolne zawody to pułapka. Nigdy nie wiesz, kiedy znikniesz w pracy na kilka dni.

Łazienka. Stanęła w rogu ogrodu, gdzie nic nie chciało rosnąć. Sadziłam krzewy, kwiaty, trawę. Wszystko wysychało. Teraz można się tu poczuć jak na egzotycznych wakacjach. A przyjemności, jaką daje oglądanie gwiazd podczas leżenia w wannie, z niczym nie da się porównać. Wkładam do kąpieli kwiaty, zapalam parę świec i jest jak w luksusowym spa.

Do prysznica przyczepiliśmy konewkę, żeby wydawało się, że woda leci z niej. Obok łazienki chcemy założyć kamienny ogród i ustawić drewniane podesty do tańca.

Wspólne dzieło. Chyba tak najprościej można opisać  nasz ogrodowy dom, bo składa się z prezentów od przyjaciół, znajomych, rodziny. Koleżanka przywiozła nam z Tunezji niebieską klatkę na ptaki, od teścia dostałam drewniane wojskowe skrzynie, ktoś przyniósł czerwone kanki na mleko.

Prezentami są zabytkowe pojemniki apteczne, poduszki. Zdarzało się, że znajomy przyprowadzał kogoś nowego, z kim się zaprzyjaźnialiśmy do tego stopnia, że wracał do nas i już następnym razem coś przynosił. Albo telefonował, żeby powiedzieć, że ma ogromny fotel, i spytać, czy go nie potrzebujemy. Nawet kostki, z których jest podłoga, to prezent. Od klienta, któremu urządzałam dom.

W pracy muszę dostosować się do gustu innych ludzi. Często projektuję wnętrza oszczędne, surowe, minimalistyczne. U mnie panuje bałagan. Artystyczny, mam nadzieję.

Tekst: Katarzyna Szczerbowska
Zdjęcia: Paweł Figurski
Stylizacja: Agata Jaworska

Strona z projektami Ani Jaworskiej: www.annajaworska.com

Zapraszamy również do artykułu: Lawendowe pole na Podlasiu.

reklama
Weranda Country nr 8/2015