Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Wejście z kwiatów

Wejście z kwiatów
 
 


Prawda to znana: jak nas widzą, tak nas piszą. Jestem jednak przekonany, że bramę lub werandę warto ozdobić roślinami nie tylko dlatego, że tak wypada.

Co posadzić, aby rosło w górę, a nie wszerz? Oczywiście pnącza! Czasami bywają niesforne, ale jeśli poznamy ich przyzwyczajenia i obyczaje, wtedy bez trudu opanujemy sytuację, a do tego będzie bardziej kolorowo i pachnąco. Gdy miejsca wystarcza tylko dla tej jednej jedynej, wtedy oczywiście chcemy posadzić pnącą różę. Wybór ambitny, a efekt godny zachwytu domowników i gości. Może nawet zobaczymy błysk zazdrości w oczach sąsiadów? Ale po ciężkich bojach o zdrowie i urodę królowej kwiatów. Tak się bowiem składa, że róże lubią również setki owadów i choroby, które ją wyjątkowo zajadle atakują i bez ochrony ani rusz. To, jak wiadomo, kosztuje, a i czasu pochłania niemało…

Wybieramy więc jedną z pnących róż, ze wszystkimi tego kroku konsekwencjami, albo szukamy czegoś bardziej odpowiedniego dla początkujących. Swoją drogą nie wiem, dlaczego mówi się, że to pnące róże. Bez ludzkiej pomocy i technicznego wsparcia w postaci kratek i trejaży nigdzie się same nie wdrapią. Znacznie bardziej zaradne są typowe silne pnącza owijające się wokół podpór lub czepiające za pomocą przylg i korzeni. Kupuje się je podobnie jak róże – oczami. Zobaczymy wiosną obsypaną kwiatami wisterię (Wisteria sp.)? Zaraz pobiegniemy do sklepu po sadzonkę. Muszę jednak uprzedzić, że później, w czerwcu mniej więcej, zacznie się kwitnienie wiciokrzewów.

reklama

Jeśli wpadnie nam w oko, nie daj Boże, pachnący okaz – na przykład wiciokrzew pomorski Lonicera periclymenum ‘Serotina’ – zaczniemy się zastanawiać, czy na pewno pierwszy wybór był trafny. Wątpliwości się nasilą, gdy w pełni lata natkniemy się na milin (Campsis radicans). Wówczas wielu pożałuje, że wolne miejsce już zajęła roślina, która w chwili, gdy zachwycamy się pomarańczowymi girlandami kwiatów, jest zwykłą lianą z liśćmi. No, ale wszystkiego mieć nie można.

To normalne ogrodnicze rozterki, bo przecież chciałoby się, by taka roślina i pięknie kwitła, i upojnie pachniała przez cały sezon. Są na to pewne metody, ale o nich później, bo jeszcze przyglądamy się temu, co będzie głównym akcentem przy drzwiach i bramie. W każdym dobrym sklepie ogrodniczym zwraca się uwagę na powojniki (Clematis). Wybór dobry, jeśli ma się jako takie pojęcie o wymaganiach tych lian. Generalna zasada, upraszczająca nieco zagadnienie, jest taka: im bardziej bujne kwiaty ma odmiana, tym większych niespodzianek nam dostarczy.

Życzę wszystkim, by częściej były to okrzyki zachwytu niż jęki zawodu, ale z doświadczenia wiem, że dzieje się odwrotnie. Bo to, co okazałe, bywa chorowite, a przypadłości klematisów leczy się trudno. To nie znaczy, że z plejady powojnikowych gwiazd nie wybierze się czegoś country, w dodatku eleganckiego i odpornego na błędy początkujących ogrodników. Moje typy to ‘Polish Spirit’ (kwiaty granatowe, średniej wielkości), ‘Błękitny Anioł’ (kwiaty błękitne, duże), ‘Bill Mc Kenzie’ (kwiaty żółte, średniej wielkości, zimą urocze owocostany), ‘Betty Corning’ (niebiesko-różowe dzwonki) oraz ‘Summer Snow’ (białe, drobne, liczne).
 

Weranda Country nr 3/2012