Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Od szczęśliwej kury

Od szczęśliwej kury
 
 


Nie muszą być wielkie ani równe, ba, nawet nie powinny. Kolor też jest bez znaczenia. Jajo w brązowej skorupce ma w środku to samo, co białe. Najważniejsza jest pieczątka z numerem. Albo jej brak.

Ciekawe, czy zjedlibyście jajko, gdybyście wiedzieli, jak hodowana jest kura, która je zniosła. Wszystko powie nam stempel. Przed literkami PL (symbol państwa) znajdziecie cyfry 1, 2 lub 3. Co one oznaczają?

3 – JAJA Z FERMY
Kurza ferma to horror. Stłoczone w klatkach stojących jedna na drugiej, żywione paszą zawierającą odpady pochodzenia zwierzęcego, faszerowane antybiotykami i hormonami wzrostu, pozbawione dziobów, nigdy nie oglądają światła dziennego. Cel ich życia to znieść 350 jaj rocznie (kura podwórzowa znosi około 200). Gdy są za wolne, hodowlę się „odnawia”, a stare nioski przerabia na karmę dla nowych. Niemcy, Belgowie i Holendrzy takich jaj w ogóle nie kupują. Od początku tego roku hodowcy mieli zapewnić ptakom bardziej humanitarne warunki, większe klatki, grzędy, gniazda i ściółkę. – Wytargowali jeszcze sześć miesięcy, chociaż o unijnych przepisach wiedzieli od 12 lat – mówi Jacek Bożek, szef i założyciel KLUBU GAJA, który od dawna walczy o „jaja bez cierpień”.

reklama

2 – jajo ze ściółki
Nioska całe życie spędza zamknięta w kurniku, ale może przynajmniej chodzić. Do jedzenia dostaje wyłącznie paszę. Brzmi lepiej niż w przypadku trójki, ale kury ściółkowe stłoczone w małych pomieszczeniach są tak zestresowane, że zadziobują się nawzajem. Hodowcy bronią się, że tylko ferma ochroni kurę przed ptasią grypą, którą może złapać od ptaków wędrownych, że paszę wzbogaca się w cenne dla nas składniki, na przykład kwasy omega-3, które zbijają zły cholesterol. Czy da się jednak obniżyć poziom stresu u hodowanych w nieludzkich warunkach kur? – Są dowody naukowe na to, że mięso od przerażonych zwierząt jest gorsze – dodaje Jacek Bożek. – Z jajem jest tak samo. Trzeba mieć sumienie.

1 – czyli wolny wybieg
Kura chodzi po podwórku, drapie ziemię, podjada trawę, czasem upoluje robaka. Do kurnika zamyka się ją na noc. W przeciwieństwie do uwięzionej nioski, która żyje około roku, ta może przeżyć nawet kilkanaście lat.

0 – pełna wolność,
hodowla ekologiczna Nioska ma swobodę, chowa się do kurnika, kiedy przyjdzie jej ochota. Zimą dostaje specjalną certyfikowaną paszę. Takie oznaczenia znajdziemy w sklepach – wybór należy do nas. Oczywiście ekologiczne jajka są droższe, ale w sumie różnica jest niewielka, no bo ile jajek zjadamy w tygodniu? Trzy, cztery? A im tańsze jajo, tym jego „producentka” więcej wycierpiała. Niektóre sieci delikatesów nastawiły się tylko na zerówki i jedynki, innych nie sprzedają. Co jednak wtedy, gdy ta sama ferma produkuje jaja z trójką, jedynką i zerem? Zdarza się tak, i to często, bo z samej hodowli ekologicznej trudno wyżyć. Kto nam zagwarantuje, że do pudełka włożono rzeczywiście zerówki czy jedynki? – Niestety nikt. I w sklepie nie odróżnimy tych „dobrych” od „złych” – mówi Jacek Bożek. – Greckie organizacje urządziły nawet wielką kampanię polegającą na badaniu jaj specjalnymi lampkami z ultrafioletem. Te z produkcji klatkowej są lekko wytarte na bokach, bo jadą na taśmociągach. I co? Okazało się, że jako zerówki trafiają do sprzedaży trójki. U nas takich badań nikt nie robił.

Jaja zagrodowe, od chłopa
Stempelka nie mają, nie można nimi handlować w sklepach. Jak je zdobyć? Trzeba się zaprzyjaźnić z uczciwym rolnikiem albo nauczyć się hodować kury. Jacek Bożek dodaje: – Ja nie mam w domu lodówki, bo jemy tylko świeże rzeczy, a te kupujemy u „przebadanych” rolników. Jaja też.

Wiejski ślad, czyli jak rozpoznać dobre jaja
Prawdziwe od przemysłowego niełatwo odróżnić, ale można zabawić się w Sherlocka Holmesa. Na początek zła wiadomość: fakt, że jest pomazane kupą, sprawy nie przesądza, choć dla wielu osób jest jedynym namacalnym dowodem. Niektórzy fachowcy celową brudzą jaja, żeby zmylić klientów. Trzeba szukać dodatkowych śladów wiejskości.

Generalnie te z podwórka są nierówne, bo normalne kury nie są cyborgami. A więc znoszą raz mniejsze jaja, raz większe, czasem z pofałdowaną skorupką, czasem w kształcie ogórkowatym. Raz jaśniejsze, raz ciemniejsze. Jeśli sprzedawca na bazarze wszystkie jaja ma idealnie równiutkie i tego samego koloru, a ich cena jest zaledwie o kilka groszy wyższa od klatkowych z hipermarketu – raczej nie są jajami „prosto od chłopa”. Najłatwiej jest z tymi od zielononóżki – są mniejsze, bardziej podłużne, z jasnobrązową skorupką. Ekologiczne jaja mają inne żółtka: większe, o bardziej intensywnym kolorze. To dlatego niektórzy sprzedawcy na wabika wystawiają zbite jaja, żeby każdy mógł sobie obejrzeć żółtko. Jeśli nie ufamy swoim talentom detektywistycznym, nie ryzykujmy. Jaja kupujmy albo u zaufanego gospodarza, albo w sklepie ze zdrową żywnością, bo tam trafiają te z certyfikowanych gospodarstw ekologicznych. Są droższe, ale od szczęśliwych, wolnych kur.

CZYJE JAJA
Najzdrowsze jajka znoszą zielononóżki, niewielkie kurki, które nie potrafią żyć w klatkach. Żeby się nieść, potrzebują swobody. Dlatego ich jaja zawsze pochodzą z wolnego wybiegu. Mają mniej cholesterolu i rzadziej uczulają alergików. Hodowle są dotowane przez Unię Europejską. Przepiórcze poleca się anemikom i chorym na cukrzycę. Są bogate w witaminy, a ich białko ma właściwości przeciwzapalne. Zawierają mniej cholesterolu. Kacze i gęsie lepiej wbijać do makaronu niż na patelnię. Mają smak, który nie każdemu odpowiada. Skorupki kaczych częściej niż inne są zainfekowane salmonellą. Wszystkie jajka powinniśmy myć przed włożeniem
do lodówki, żeby bakterie nie rozpanoszyły się w chłodziarce.


Tekst: Joanna Halena
Fotografie: Michelle Garrett, Getty Images/Flash Press Media
Wykorzystałam materiały z www.otoz.pl

Weranda Country nr 3/2012