Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Czerwone korale

Dżem z jarzębiny
 
 


Mróz zwykle szkodzi roślinom, dlatego plony zbierajmy przed nadejściem chłodów. Niektóre owoce nabierają jednak słodyczy dopiero wtedy, gdy zwarzy je przymrozek.

Nasze babcie zapełniały nimi jesienią spiżarnie. Nie bez powodu. Smaczne i zdrowe, chroniły przed przeziębieniami. Wystarczyło wybrać się na spacer wzdłuż wiejskiego duktu, a wkrótce koszyczek był pełen rozmaitych dzikich jagód, które czerwieniły się na krzaczkach nawet przez całą zimę. Jeśli, oczywiście, nie zjadły ich głodne ptaki.

Tylko na żurawiny trzeba było zorganizować prawdziwą wyprawę – wejść w las, na grząskie mokradła, wybrać słoneczny dzień, żeby roślina nie ukrywała czerwonych korali w mchach. Zrywano je nawet zimą, bo im dłużej klukwa (to rosyjska nazwa tej bardzo popularnej na Wschodzie krzewinki) zostanie na krzaczku, tym będzie dorodniejsza i bogatsza w składniki odżywcze.

reklama

BORÓWKA – krzewinka o błyszczących jak polakierowane listkach. Owoce zbieramy nawet w listopadzie. Najbogatsze jagodziska znajdziemy na Pomorzu Zachodnim oraz na Śląsku. Brusznicę można marynować jak borowiki lub zakwasić. Podaje się ją jako dodatek do dziczyzny albo pieczonego indyka. Jagody zawierają kwas benzoesowy, który je konserwuje, chroni przed chorobami grzybowymi i sprawia, że przetwory nie pleśnieją. Herbatka z liści pomaga przy stanach zapalnych pęcherza, nawet wtedy, gdy zawodzą antybiotyki. Parzymy ją z kopiastej łyżki suszu zalanego szklanką wody. Gotujemy dwie minuty, przecedzamy i pijemy trzy razy dziennie.

JARZĘBINA – ma dużo witamin i jeszcze więcej garbników, które dają charakterystyczny gorzki smak. Owoce warto więc przemrozić samemu w zamrażalniku lub poczekać na przymrozek, a potem sparzyć lub pomoczyć przez noc w osolonej i lekko zakwaszonej wodzie. Dżem z tak przygotowanych owocków działa bardzo korzystnie przy dolegliwościach reumatycznych, chorobie wieńcowej i na wzmocnienie serca. Warto jeść codziennie po kilka łyżeczek.

ROKITNIK – zachęcalibyśmy do zbierania jego owocków na wydmach czy skarpach, ale dziko rosnący rokitnik jest pod ścisłą ochroną. Można za to posadzić go w ogrodzie i z takiej prywatnej hodowli zbierać jesienią pełne witaminy C jagody. Na Syberii, skąd roślina się wywodzi, jadane są prosto z krzaczka, ale tylko po przemrożeniu. U nas z oblepichy robi się soki, galaretki, dżemy, likiery, wina. Olej rokitnikowy to prawdziwe antidotum na starość. Ma więcej witaminy E niż prawie wszystkie rośliny owocowe i jagodowe. Pod względem ilości witaminy K owoce rokitnika przewyższają czarną aronię, jarzębinę pospolitą, dziką różę i czarną porzeczkę. Mają też kumaryny, substancje zapobiegające powstawaniu zatorów w naczyniach krwionośnych, oraz kwasy ursolowy i oleanolowy działające przeciwzapalnie i wzmacniająco, wspomagające gojenie ran oraz obniżające ciśnienie. Ścięte zimą gałązki pięknie wyglądają w wazonach i długo się trzymają.
 

Weranda Country nr 6/2009