Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Jak dawniej mierzono czas?

Jak dawniej mierzono czas? Dziś mało komu przychodzi do głowy odmierzać czas poprzez obserwację naturalnego cyklu dnia.
 
 

Kiedyś nikt nie pytał o godzinę. Były pory dnia – świt, zmrok, ćma. Zegar, jak ktoś miał, to raczej... dla szpanu.

Mieszczuchy dzięki ratuszowym i kościelnym zegarom już od późnego średniowiecza orientowały się, która jest godzina. Ale na wsi wciąż trzeba było obserwować słońce, zwierzęta i rośliny, nasłuchiwać dzwonów kościelnych albo piania koguta.

Nikt nie umawiał się na dziewiątą, bo dobę zamiast na godziny dzielono na pory: świt – przed wschodem słońca, brzask i zorza, potem dnienie, przedpołednie, południe i popołednie, śródwieczerz, odwieczerz, wieczór, zmierzch, zmrok i ćma, kiedy zapadały zupełne ciemności. Zegary nie były chłopom wcale potrzebne. Chyba żeby zadawać szyku.

Znaczenie zegara
 

W najbogatszych chałupach na początku XIX wieku można było spotkać wielkie, stojące zegary szafkowe. Kosztowały furę pieniędzy i bardzo podnosiły prestiż domostwa. Potem przyszła moda na mniejsze, wieszane na ścianach i bogato ozdabiane zegary ludowe, przywożone z wypraw w szeroki świat, czyli do Szwarcwaldu i Czech.

reklama


Włączano je do posagów i z dumą pokazywano gościom, ale… rzadko sprawdzano, która godzina. Ot, po prostu ozdoba. Może i budziły domowników głośnym biciem, ale - w przeciwieństwie do koguta - nie odpędzały licha i innych złych mocy panoszących się w obejściu przed wschodem słońca.

Tekst: Weronika Kowalkowska  
Zdjęcia: Bridgeman/Photopower, Shutterstock, Pixabay

Weranda Country 3/2017

Zobacz również: