Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Andrzejki: staropolska wróżba z psem

Woskowe świece to był luksus, za to przy każdej zagrodzie pętał się jakiś Azor.
Woskowe świece to był luksus, za to przy każdej zagrodzie pętał się jakiś Azor.
Co roku w noc z 29 na 30 listopada w polskich domach odbywają się magiczne rytuały. Jest to zgodne z bardzo starą tradycją. Jednak dziś przepowiednie wykonuje się łatwo i szybko, na przykład z wosku lub butów. Dowiedz się, jak wróżby andrzejkowe wykonywały nasze prababki!
 
Dawniej na wsi woskowe świece to był luksus, nie każdą pannę było stać na topienie ich podczas wieczoru wróżb. Za to przy każdej zagrodzie pętał się jakiś Azor. Dlatego w andrzejki dziewczyny wychodziły po zmroku przed chałupę i słuchały. Z której strony zaszczekał pies, z tej nadejdzie narzeczony.
 
Także psi apetyt potrafił to i owo wywróżyć. Ale do tego potrzebny był placek zwany andrzejkiem albo kukiełką. Panny piekły go z garści odwrotnie zmielonej mąki (żarnem obracanym w lewo), w piecu opalanym drewnem podwędzonym sąsiadom. Placek opisywały imieniem, smarowały tłuszczem i wpuszczały do chałupy głodnego psa. Autorka placka, który pierwszy został pożarty, miała pierwsza stanąć przed ołtarzem. Gorzej, jeśli pies odgryzł tylko kawałek, bo to wieszczyło porzucenie panny. A jeśli odgryzł kawałek, a potem go wypluł? Staropanieństwo jak w banku! 
 
 
Teksty: Weronika Kowalkowska   
Zdjęcia: ze zbiorów Muzeum Etnograficznego im. S. Udzieli w Krakowie, Interfoto/Forum, Wolfgang Zajc/www.bisovsky.com, materiały prasowe, Alamy/BE&W, Flora Press, Shutterstock
reklama
Weranda Country nr 8/2014