Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Wielkanocne obyczaje

Wielkanocne obyczaje
 
 


Proszę wziąć głęboki oddech, usiąść i zapomnieć na chwilę o kurczaczkach, zajączkach i barankach z czekolady. Będzie bowiem mowa o Wielkanocy, prastarym święcie „z dreszczykiem”, kilkudniowym spektaklu celebrującym śmierć i odrodzenie. Można (było) wziąć udział w procesji biczowników, poodpalać fajerwerki albo… nadgryźć apostoła, oczywiście z marcepanu.
 

Wielki Tydzień


Początek Wielkiego Tygodnia upływał pod znakiem rekolekcji, spowiedzi, gorączkowych porządków i gromadzenia jedzenia na niedzielną ucztę. To cud, że wymęczone dłuuuugim postem społeczeństwo miało siłę miotać się między kościołem, targiem a kuchnią. Tym bardziej że najwięcej energii trzeba było zaoszczędzić na Triduum Paschalne, czyli Wielkie: Czwartek, Piątek i Sobotę. W Wielki Czwartek rozpamiętywano Ostatnią Wieczerzę i ustanowienie Eucharystii, Piątek był dniem żałoby i pokuty, a Sobota – błogosławieństwa, święcenia wody, ognia, pól, zwierząt domowych i pokarmów. Wszystko to o prawie pustym żołądku!

reklama

Wielki Czwartek

Obmywanie nóg biedakom. Zawsze w Wielki Czwartek (w tym roku 9 kwietnia) dostojnicy kościoła, a niegdyś także pobożni władcy i arystokraci, klękają przed tuzinem starannie dobranych „poszkodowanych przez los”, po czym w geście pokory oraz miłości bliźniego obmywają im nogi. Zupełnie tak jak Chrystus swoim uczniom, zanim zasiedli do Ostatniej Wieczerzy. Dziś całe wydarzenie opiera się na symbolicznych gestach – myciu i całowaniu stóp. Kiedyś biedacy mogli liczyć także na obfity posiłek i hojne datki. Mało tego, kiedy Polska była jeszcze królestwem, dwunastu „szczęściarzy” (odpowiednio starych i obdartych) rokrocznie załapywało się na ucztę, przy której usługiwali im osobiście król Stanisław i znamienici dworzanie! Niestety, nawet najbardziej potrzebująca i łachmaniarska młodzież nie miała szans dostąpienia takiego zaszczytu. „Brudną dwunastkę” dobierano ponoć, kierując się głównie kryterium wieku.

Najbardziej pożądani byli rzadko występujący w naturze stulatkowie oraz właściciele wyjątkowo imponujących zmarszczek, bruzd, bielm i szczerb. Po myciu i uczcie biedacy otrzymywali jeszcze od Korony paczkę na drogę. Były w niej „łyżka, nóż i grabki srebrne, tudzież serweta, w którą dukat był zawiązany”. Poza dworem i kościołami także obmywano się, ile wlazło. Jeszcze na przełomie wieków XIX i XX w Polsce panował wielkoczwartkowy zwyczaj kąpania się w rzece lub strumieniu. Marzło się przy tym niemiłosiernie, ale za to człowiek wychodził obmyty z grzechów, pobłogosławiony. Ponadto takie ablucje przeganiały precz choroby skórne oraz sprawiały, że panny robiły się gładkie, rumiane i w ogóle bardziej nadające do zalotów, które czekały je w lany poniedziałek.

Weranda Country nr 3/2009