Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Marcowe koty

Teresa Jaskierny


Niedawno, gdy po kolejnych, prawdziwie bajkowych odwiedzinach Królowej Śniegu przekopywałam tunel od bramy do drogi (od bramy do garażu dokopywał się mąż), natknęłam się na sąsiada. Jak zwykle pod wieczór towarzyszył swemu psu w wizytacjach toalety wzdłuż naszego ogrodzenia.

Sąsiad ukłonił się uprzejmie – pewno by odwrócić uwagę od swego wielorasowca obsikującego bursztynowym strumieniem śnieg przy płocie – naciągnął głębiej na uszy wełnianą czapkę i skrzywił się, jakby zamiast kieliszka dobrze zmrożonej wódki łyknął octu: – No to mamy prawdziwy Sybir! A ci tam, w telewizji, gadają w kółko o ociepleniu. Pani! To wymysł urzędników, żeby mieli usprawiedliwienie, że nic nie robią. Widziała tu pani pług albo choć kogoś z łopatą? Stuknęłam nogą w swoją. – Że też się pani chce, przecież płaci pani podatki i coś się nam należy, nie? – kontynuował, łypiąc kątem oka spod krzaczastych brwi na psa. – Ja tam palcem nie ruszę! Dopóki mi gmina wjazdu nie odkopie, śnieg będzie leżał. Zresztą samochód i tak od sylwestra stoi zasypany przed garażem, bo akurat prąd wyłączyli, a nie dałem rady bramy otworzyć ręcznie, bo od toastów straciłem władzę w palcach… I tu machnął ręką. A widząc, że pies usiłuje zakopać dowody przestępstwa, pożegnał się i ruszył w stronę swojego igloo.

reklama

Rozumiem sąsiada doskonale – po co odkuwać sople z pojazdu, a potem narażać się na przerażający taniec po oblodzonej jezdni, skoro do najbliższego baru można dojść piechotą. Co do mnie, uwielbiam zimę taką, jak nam się trafiła tego roku. Czuję się niczym księżniczka uwięziona w środku malowniczego śnieżnego oceanu. Poduchy białego puchu wyłożyły las dodatkową warstwą ciszy i słychać tylko trzask łamiących się pod ciężarem śniegu gałęzi. Zaspy sięgają kolan i nikt nie zapuszcza się między drzewa, tylko psy, jak młode niedźwiadki, podskakują, wzbijając tumany. Dawno nie pamiętam tyle białego piękna.

Niestety – rzadko trafiają się takie zimy – a ta już się kończy. Wiosna nadchodzi – i widać to nie tylko po szczurach hałasujących na strychu drewutni, po coraz głośniejszych wiewiórkach i ptakach, ale i po naszych kotach. Coraz śmielej wychodzą za drzwi, kręcą się po ogrodzie, a Szymek wyraźnie odkrył już jakiś świeży klejnocik w okolicy, bo wczoraj pod wieczór, ukryty gdzieś niedaleko w krzakach, wydawał z siebie głośny miłosny zew. A gdy wrócił późnym wieczorem, miał nadgryzione uszy i był tak spragniony kalorii, że odgonił od miski boksera Juliusza, którego zazwyczaj unika. Szkoda tej zimy, ale niech i wiosna też będzie równie piękna i prawdziwa, żeby ją na długo zapamiętać.


Pozdrawiam
Teresa Jaskierny
Fot. Andrzej Szeliński

Weranda Country nr 2/2010

Zobacz również: