pracownia Dzikie Rzeczy

Wśród palm i paproci. W pracowni Dzikie Rzeczy natura jest najważniejsza

Rzemiosło

Kiedy wychowujesz się w ogrodzie różanym i zasypiasz wśród albumów botanicznych, rośliny zostaną twoimi przyjaciółmi na całe życie – mówi Joanna Dunin, która w swojej pracowni Dzikie Rzeczy tworzy niezwykłe rysunki inspirowane naturą.

Joanna Dunin od najmłodszych lat wiedziała, że jej życie będzie nierozerwalnie związane z naturą
Joanna Dunin od najmłodszych lat wiedziała, że jej życie będzie nierozerwalnie związane z naturą

Dzieciństwo jak z bajki

Wychowałam się w bajkowym ogrodzie. Była tam aleja srebrnych świerków, na których siedziały sowy. Wspinałam się i zaglądałam im do gniazd. Biegałam po ogrodzie różanym z wielkimi białymi pergolami, chowałam się w altankach, odpoczywałam na ławeczce pod wierzbą... Były też sad, łąka i las. Wszystko na odludziu, bo do wioski mieliśmy ze dwa kilometry – wspomina Joanna Dunin. – To miejsce jak nie z tego świata zaprojektował przed wojną znany łódzki architekt krajobrazu. Potem powstał tu Ośrodek Cechu Rzemiosł Różnych. Moi rodzice przez kilkanaście lat nim administrowali. Tata był inżynierem ogrodnikiem i uprawiał niezwykłe odmiany tulipanów, które sprowadzał z Holandii. Inżynierem ogrodnikiem był także dziadek.

A ja jestem inżynierem architektem krajobrazu. Projektuję ogrody, ale też wnętrza. W swoim domu w Otwocku mam pracownię Dzikie Rzeczy i prowadzę sklep internetowy.

Joanna mieszka w domu-galerii. Prace wiesza na ścianach pomalowanych białą farbą i – dla kontrastu – groszkowozieloną. Doskonale pasują do nich naturalne rośliny i plecionki.
Joanna mieszka w domu-galerii. Prace wiesza na ścianach pomalowanych białą farbą i – dla kontrastu – groszkowozieloną. Doskonale pasują do nich naturalne rośliny i plecionki.
Dom pochodzi z 1920 roku. To klasyczny świdermajer z ogromną werandą. Kiedy jest ciepło, to tutaj popija się kawę, jada kolacje, a nocami Joanna pracuje.
Dom pochodzi z 1920 roku. To klasyczny świdermajer z ogromną werandą. Kiedy jest ciepło, to tutaj popija się kawę, jada kolacje, a nocami Joanna pracuje.

Miłość do rysunku i do natury

Zamiłowanie do rysunku mam po dziadku. Jako dziecko przesiadywałam nad rzeką i malowałam, rodzice wysłali mnie na lekcje rysunku. Potem miałam zajęcia na studiach. Po latach do tego wróciłam. Narysowałam serię „liście paproci”, oprawiłam je i powiesiłam na ścianie. Pomysł spodobał się znajomym, więc i dla nich zrobiłam podobne. Posypały się zamówienia. Moja córka już na studiach projektowała i tworzyła biżuterię dla znanych marek odzieżowych.

Z sukcesem prowadziła pracownię. Namówiła mnie, żebym ja otworzyła swoją. Tworzę najchętniej późnym wieczorem, kiedy mam zupełny spokój. Biorę papier akwarelowy, najczęściej – francuski bawełniany. Uwielbiam akwarele, ale korzystam też z mazaków wodnych. Ilustrację mam w głowie, już przemyślaną. Zaczynam od szkicu, dopracowuję kolory. Ta technika wymaga precyzji. Wystarczy nieuważna kreska i trzeba wszystko zaczynać od początku. Zazwyczaj potrzebuję trzech dni, aby praca była gotowa.

Joanna wymyśla też rysunki na kubki, poduszki, obrusy,  ściereczki, plakaty – wszystkie o tematyce botanicznej.
Joanna wymyśla też rysunki na kubki, poduszki, obrusy, ściereczki, plakaty – wszystkie o tematyce botanicznej.

W magicznym domu nie brakuje inspiracji

Tematy? Są wszędzie. Mieszkam w magicznym domu. To świdermajer z werandą, który stoi na leśnej działce pełnej sosen i bzów, więc rośliny zaglądają mi do okien. Uwielbiam albumy botaniczne i książki o ogrodach, ich historia jest moją wielką pasją.

Kiedy chodzę na spacery z Tolkiem, naszym goldenem, często przynoszę jakieś kwiaty czy trawy. Potem je suszę między kartkami gazet i robię zielniki. Sporo też fotografuję. Zwracam uwagę na ciekawe ułożenie płatków, przebarwienia liści, szlachetność łodyżki. Kiedy coś mi wpadnie w oko, analizuję budowę, podziwiam proporcje. W ten sposób znajduję bohaterów, na przykład kwitnący rumianek. Ludzie na Instagramie proszą mnie niekiedy o wzory. Tak powstały maki, ciemierniki czy konwalie. Pewna pani, która mieszka w Szwecji, bierze wszystko. Moje prace zajmują u niej chyba całą ścianę. Najbardziej lubię przenosić na papier liście paproci. Są przepiękne. 

TEKST: Beata Woźniak  ZDJĘCIA: MARCIN GRABOWIECKI  STYLIZACJA: mICHAŁ GULAJSKI/wnetrzamichala.pl

Zobacz także: Drewniane obrazy prosto z lasu