Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Królowa koronek

Jadwiga Śliwa mówi, że koronczarstwo jest jak joga - odstresowuje i poprawia humor. Zdjęcia: Rafał Lipski
 
 

Tutaj niczego nie da się zrobić szybko. Trzeba się skupić, wyciszyć, nie myśleć o kłopotach. Dlatego Jadwiga Śliwa nazywa to terapią dla skołatanych nerwów.

Na działaniach terapeutycznych jednak nie koniec. Akurat w przypadku Jadwigi koronki powodują też niecodzienne zdarzenia. – Proszę sobie wyobrazić, że pewnego dnia przyjechali filmowcy od Andrzeja Barańskiego, reżysera głośnego w tamtych czasach filmu „Tabu”, z Grażyną Szapołowską w roli głównej. I zaproponowali, żebym została… jej dublerką – wspomina. – Ktoś im powiedział, że jestem do niej podobna. Nie wiem, może chodziło o figurę – zastanawia się Jadwiga. W końcu na zdjęcia nie pojechała, za to ekipa pożyczyła od niej na plan warsztat koronczarski z zaczętą robótką. – I więcej go nie zobaczyłam – śmieje się.

Inna historia przydarzyła się jej na łódzkich targach koronkarskich. Jadwigę wypatrzyła tam Polka na stałe mieszkająca we Włoszech. Zachwycona jej koronkami koniecznie chciała się nauczyć robić je sama. – Przyjechała więc do mnie, do Bobowej. Zaprzyjaźniłyśmy się. A potem zaprosiła mnie do Włoch i poznałam Rzym, ten prawdziwy, nie turystyczny. Do dziś wspominam zapach uliczek, smak pomidorów, turkus morza. Wszystko dzięki koronce.

Tak było już od wczesnego dzieciństwa. Najpierw z mamą często bywała w cepelii na rynku jej rodzinnego Głogowa i był to najpiękniejszy sklep, jaki znała. Dookoła szarość, a w cepelii kolory, faktury, obrazy. Inny świat. Najdłużej zawsze stała przy haftowanych obrusach i bieżnikach. Dzięki tej fascynacji trafiła do Bobowej i słynnej na całą Polskę szkoły haftu artystycznego i koronczarstwa. Potem sama w niej uczyła, aż do 2005 roku, kiedy to wypuściła w świat ostatni koronkowy rocznik. Zabrakło chętnych do uczenia się tego zawodu. – Tyle technik może odejść w zapomnienie! – martwi się pani Jadwiga. – Uczyłam igiełkowej, teneryfowej, szydełkowej, renesansowej, siatkowej i przede wszystkim klockowej – wylicza. – Pierwsza to cerowanie igłą narysowanego wcześniej wzoru. Teneryfowa jest podobna, tyle że najpierw robi się osnowę koła, a później dzieli na równe części i zapełnia wzorami.

– O tak: jedna nitka na górze, druga na dole – tłumaczy i pokazuje gotową serwetę. Podobnie ceruje się skarpety. – Przy renesansowej najpierw robi się kontur szydełkiem, a później wypełnia koronką igłową. Jest dość gruba, więc sprawdza się w ubraniach, na przykład kamizelkach. Koronka siatkowa przypomina plecenie rybackich sieci. Szydełkowa jest najprostsza i najbardziej znana – z łańcuszka, słupków i półsłupków powstają wzory, a z nich sukienki, spódnice, bluzki... Technika klockowa, w której pani Jadwiga jest mistrzynią, pochodzi z Brugii.

Poemat z gipiurowych listków

W Polsce najdłużej utrzymała się w Bobowej i Brzozowie koło Krosna. Ten rodzaj koronek wykonuje się, jak sama nazwa wskazuje, za pomocą klocków przypominających podłużne szpulki. Trzeba przeplatać wiele nawiniętych nici w grupach po cztery i powstaje tak zwane płócienko. Z niego tworzy się ornament, różne siateczki w tle oraz wypełnienia. Jadwiga Śliwa wymienia nazwy, które w uszach laika brzmią jak poezja: warkoczyki z pikutami, gipiurowe listki... Na koronce klockowej wzorowana jest technika maszynowa wykorzystywana w przemyśle. Jednak nie można jej równać z rękodziełem. – To niepowtarzalne dzieła, efekt marzeń, emocji, artyzmu i wielu miesięcy mozolnej pracy. Gdyby wyceniać je według stawki godzinowej, musiałyby kosztować majątek – mówi pani Jadwiga. – Tylko wtedy nikt by ich nie kupił. Dlatego jest coraz mniej ręcznie zdobionych obrusów, serwet czy bieżników. Zmieniła się moda, rynek już dawno opanowały wnętrzarskie sieciówki. Za to dobrze sprzedają się koronkowe obrazy: anioły, motyle, motywy roślinne. Nadal modne są koronkowe kołnierzyki, wstawki, wykończenia sukienek, mankietów, dekoltów.

Pani prokurator haftuje

Choć Jadwiga Śliwa nie uczy już w szkole, nie przestała dzielić się swoimi umiejętnościami. Zapraszana jest na spotkania do domów kultury, na agrowczasy. Sama organizuje warsztaty dla dzieci, które zafascynowane obserwują, jak wyczarowuje misterne koronki. Mogą próbować swych sił, a to uczy cierpliwości. – Przydatna cecha w czasach, gdy wszystko dostaje się szybko i na tacy – przyznaje. W swojej pracowni, czyli Studiu Haftu Artystycznego i Koronki, prowadzi „Wakacje z koronką”. „Wakacje” są dosyć umowne, bo można przyjechać do niej nawet w środku zimy. – „Koronkują” i młode dziewczyny, i kobiety w średnim wieku – mówi. – Najmłodsza uczennica kończyła liceum plastyczne, pracę dyplomową robiła z koronki. Większość to lekarki, nauczycielki, właścicielki firm. Przyjeżdża nawet pani prokurator. Mają solidne zawody, koronki chcą robić dla siebie, bo tak im w duszy gra. I wszystkie wyjeżdżają odstresowane. A pani Jadwiga się śmieje, że koronczarstwo jest jak joga.

Kontakt do Jadwigi Śliwy: www.sztukakoronki.art.pl

Tekst: Sonia Ross SONIA ROSS  
Zdjęcia: Rafał Lipski

reklama
Weranda Country nr 2/2015