Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Anioł znad Łupi, czyli sercem malowane

Anioł znad Łupi, czyli sercem malowane
 
 


Chmury, drzewa, deski ze starej stodoły - często odnoszę wrażenie, że one szepcą do mnie i pozwalają uruchomić wyobraźnię, która z czasem staje się rzeczywistością - mówi Adam Michałowski.

WerandaCountry.pl: Dlaczego wybrał Pan malarstwo jako formę ekspresji?

Adama Michałowski: Urodziłem się w Skierniewicach, małym miasteczku nad rzeką Łupią, i według mnie jest to jedno z bardziej magicznych miejsc na świecie. Wszechobecna magia tego miejsca sprawiła, że od zawsze patrzyłem na świat nieco inaczej. Dla mnie codzienność nie kończyła się na szarych ulicach, w myślach tworzyłem jej barwną alternatywę. Pamiętam jak z tatą chodziłem do kina Stolica, po którym zostały same ruiny, by obejrzeć King Konga, Godzillę czy Gwiezdne Wojny. Po powrocie do domu siadałem za stołem i przelewałem na kartkę wszystkie emocje, które odczuwałem, po obejrzanym seansie. W pewnym sensie malarstwo stało się przekaźnikiem nie tylko moich emocji, lecz także wszelkich doznań zmysłowych i poglądów. Jest to forma, która nic nikomu nie narzuca, a mimo to zachęca do dyskusji.

Kiedy doszedł Pan do wniosku, że to jest sposób na samorealizację?

Już od najmłodszych lat przejawiałem chęć tworzenia, jednak wiadomo - trzeba zarabiać pieniądze, utrzymać rodzinę, a malowanie obrazów to przecież „nie jest poważne zajęcie”. Starałem się dopasować do ogólnie przyjętych norm i wzorców, przez które społeczeństwo nas ocenia. Cały czas coś sobie na boku rysowałem, ale zawsze to było malowanie do szuflady. Dopiero gdy poznałem moją żonę Marzenkę, która jest moją muzą, zacząłem postrzegać swoją twórczość jako coś wartościowego. To dzięki mojej żonie nabrałem wiary i śmiałości do zmieniania rzeczywistości za pośrednictwem malowania. Wreszcie czułem, że postępuję w zgodzie ze sobą i mogłem w pełni się rozwijać, mając w sercu słowa św. Tomasza: „Przychodzisz z niczym na ten świat i nic nie bierzesz z sobą, pozostaw jakiś dobry ślad by można iść za tobą”.

reklama

Pamięta Pan swój pierwszy obraz? Co przedstawiał?

Z pierwszym obrazem, który pamiętam że rysowałem, wiąże się dość zabawna historia. Będąc w przedszkolu, jedna z pań zajmujących się dziećmi, zawołała nas na tran. Nie to bym nie lubił tranu, ale nie reagowałem na przyzywania pani, ponieważ byłem dość zajęty. A konkretnie rysowałem na przygotowanych dla dzieci kartkach, kółka, do których kolega obok dorysowywał pionowe kreski. Całość przedstawiała mało szlachetne zakończenie pleców.

A bardziej serio, przygodę z malarstwem zacząłem od malowania na szkle. Były to szopki bożonarodzeniowe, kwiaty, witraże i domki.

Skąd bierze Pan pomysły? Przychodzą spontanicznie czy są efektem dłuższego namysłu?

Wydaje mi się, że bardzo wiele pomysłów pochodzi przede wszystkim z mojego wewnętrznego sprzeciwu wobec wpasowywania się w szablony społeczne. Inne postrzeganie świata oraz dostrzeganie nieoczywistych aspektów codzienności, te elementy staram się zawrzeć w swoich obrazach. Wiele z moich dzieł przedstawia bliskie mi osoby, jednak nie w sposób dosłowny. Jest to moja percepcja danego momentu uchwyconego i zakodowanego gdzieś w głowie. Na przykład wiele obrazów przedstawia moją Żonę lub momenty z naszej codzienności, za każdym razem uchwycone w inny sposób.

Dość nietypowy talizman i źródło pozytywnej energii stanowi maszyna do szycia odziedziczona po mojej babci. Co ciekawe, jest ona także symbolem walki o własne marzenia i kryje się za nią piękna historia. Babcia, chociaż marzyła o karierze aktorskiej i występach teatralnych, została krawcową, bo był to zawód, który zapewniał chleb. Jednak nie porzuciła marzeń i bardzo aktywnie udzielała się w teatrach amatorskich i kabaretach, co dawało jej dużo spełnienia i satysfakcji. Ilekroć potrzebuję natchnienia lub dobrych fluidów siadam przy maszynie i czerpię z jej dobrej energii.

Natchnienie stanowi dla mnie moje otoczenie, które przynosi ciągłe zmiany. Chmury, drzewa, deski ze starej stodoły, często odnoszę wrażenie, że one szepcą do mnie, pozwalając uruchomić wyobraźnię, która z czasem staje się rzeczywistością.