Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Usłane różami

Usłane różami Zdjęcia: Christine Bauer  
 
 


Szycie patchworków to zabawa dla artystów mocno stąpających po ziemi i bardzo cierpliwych. Najlepiej uczyć się od mistrzyni, która sama wymyśla fantazyjne wzory.

Szycie patchworków wymaga benedyktyńskiej cierpliwości. Tej akurat Ricarda ma pod dostatkiem. Dziś sama się zastanawia, jak to możliwe, że wytrzymała kilkanaście lat, przyjmując zgłoszenia telefoniczne od pasażerów zamawiających taksówki. Skąd pomysł na szycie? W ręcznych robótkach zakochała się na Hawajach. – Jako młoda dziewczyna nie mogłam usiedzieć w miejscu. Wyjechałam na Hawaje i opiekowałam się dziećmi – opowiada. – Tam w każdym domu kobiety robią wyszywane dzieła sztuki, pełne fantazyjnych, magicznych wzorów. Mnie wszystkiego nauczyła mistrzyni.

Ale dziewczyna miała też dryg do robótek. – Moje drugie imię, Raphaela (rodzice kochali włoskie malarstwo), zobowiązuje – śmieje się. Jej dar jest rzeczywiście niezwykły. Nie dość, że sama wymyśla wszystkie wzory, to jeszcze potrafi od razu przenieść je na materiał. Nie potrzebuje szkiców ani projektów. Po prostu nawleka nić (szpulek ma tysiące) i naszywa aplikacje. Ta, którą akurat robi, składa się aż z 14 części. – Nawet największe i najbardziej skomplikowane wzory to moje improwizacje – opowiada. Drobniutkim ściegiem naszywa różę. Im mniej widać nitkę, tym patchwork więcej wart. Ricarda swoje wzory dosłownie nakleja na tło.

reklama

Kiedy patrzę, jak szybko i precyzyjnie wycina płatki kwiatów i jak igła z nitką śmigają w jej palcach, wydaje mi się, że to całe haftowanie to kaszka z mlekiem. – Może spróbujesz? – Ricarda podsuwa mi tamborek. – Pewnie, że tak, przecież to łatwe – wyciągam rękę. Biorę i natychmiast wbijam igłę... niestety, nie w aplikację, ale we własny kciuk. I już wiem, że szycie patchworków nie jest takie proste.

To zabawa dla artystów mocno stąpających po ziemi i bardzo cierpliwych. Ricarda ślęczy przez miesiąc, by zrobić metr kwadratowy narzuty. Nic dziwnego, że całe dnie spędza w swoim sklepiku RoseQuilts w Gauting w Bawarii. Jest w nim tyle tkanin, pledów, narzut, firan i poduch, że gdy tylko wychodzi słońce, zaraz wywiesza patchworki na zewnątrz. Nawet chodnik od wiosny do jesieni przystraja świeżymi różami.

I od roku wreszcie nie narzeka na pracę. – Robię to, co kocham i czuję, że żyję.


Tekst: Stephanie Volk
Tłumaczenie: Stanisław Gieżyński
Fotografie: Christine Bauer

Weranda Country nr 4/2012