Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Czym są Saturnalia

Czym są Saturnalia


Saturnalia były jedną z pogańskich tradycji wypartych przez Boże Narodzenie. Pomimo starań Kościoła związanych z nimi zwyczajów nie dało się wykorzenić, trzeba było je oswoić. Echa Saturnaliów rozbrzmiewają więc do dziś. Tyle tylko że mało kto pamięta, czym tak naprawdę były. A obchodzono je ku czci Saturna, bóstwa zasiewów i czasu. Wysadzony z tronu przez młodego Jowisza, zamiast mścić się albo popadać w depresję, stary Saturn nauczył ludzi, jak uprawiać pola, winorośl, konstruować narzędzia i ustanowił pierwszy kodeks praw. Tak zafundował ludzkości „złoty wiek”. Nic dziwnego, że w Cesarstwie Rzymskim fetowano go wyjątkowo chętnie. Impreza zaczynała się 17 grudnia i początkowo trwała jeden dzień, ale z czasem wydłużyła się do całego tygodnia.

reklama

Słowem-kluczem obchodów była „równość”. W czasie Saturnaliów bowiem niewolnicy świętowali razem ze swoimi panami. Ubrani w drogie stroje brali udział w ucztach, podczas których usługiwała im arystokracja. Karanie ich było przez tych kilka dni surowo zakazane, wszyscy odnosili się do nich z szacunkiem, a nawet pozwalano im grać w kości (poza tym wyjątkiem za uprawianie hazardu groziła chłosta)! Zwykli obywatele w tym czasie pili, jedli, tańczyli i swawolili, ile wlezie. Maskarady i żarty były na porządku dziennym, tak samo, jak podejmowanie rodziny na wystawnych obiadach. A teraz coś, co wyda się państwu dziwnie znajome – w uznaniu życiodajnych mocy Saturna Rzymianie przyozdabiali wiecznie zielone rośliny (np. drzewa iglaste), a do tego namiętnie obdarowywali się prezentami. Czyli można zaryzykować tezę, że współcześnie Boże Narodzenie nie tyle straciło znaczenie i „wymiar duchowy”, co powróciło do korzeni – do starego pogańskiego święta obżerania się w rodzinnym gronie i wydawania fortuny na prezenty.


Tekst: Weronika Kowalkowska
Fotografie: Zbigniew Kosycarz/ Kfp/ Reporter/ East News, Getty Images/ Fpm, Medium, Be&W, Wikipedia, shutterstock.com

Weranda Country nr 1/2012