Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button


Mały drewniany dom na wsi

Oto Bobrowy Gaj. Ten wiejski domek jest niewielki. Zdjęcia: Rafał Lipski  
 
 

 

Bobrowy gaj
 

Kiedy Mirosław Fimowicz zobaczył tę ziemię, rządziły na niej bobry. Podmokłe zarośla podobały się też komarom. Trzeba było sporej odwagi, by się tu osiedlić. Domek nazwał na cześć dawnych lokatorów.
 

Miłość do wiejskich drewnianych domów
 

Ziemię pan Mirosław kupił mimo oporów żony. – Niesłusznie zwątpiłam w jego umiejętności – śmieje się dziś pani Aldona. – Od początku twierdził, że wszystko da się tu zrobić. Teren trzeba było podnieść, żeby nie mieszkać pośrodku bagna. Wykopali więc staw. Dziś na ziemi wydobytej z dna stoi dom. Chałupę idealną do rozebrania i przeniesienia pan Mirosław znalazł w okolicy. Po kilku miesiącach mogli w niej zamieszkać. Kochają drewniane domy. – Najbardziej architekturę mazurską, teraz jednak wrośliśmy już w Suwalszczyznę – mówią. Domek jest niewielki. Parter zajmują kuchnia i pokój z kominkiem zrobionym przez gospodarza. Na pięterku są dwie sypialnie – staroświeckie i urokliwe. Oryginalne, potężne belki stropowe wbrew pozorom nie przytłaczają wnętrza, ale czynią je bardziej przytulnym. Podobnie jak zbierane przez lata drobiazgi.

reklama

Dom urządzony w stylu rustykalnym
 

Urządzanie jest pasją obojga. Lubią stare meble, tworzące klimat minionych wieków, a w takim otoczeniu łatwo się zrelaksować. Przecierane ściany i ogień buzujący w kominku odpoczynkowi sprzyjają jak nic na świecie. – Jestem miejską kobietą, nie wyobrażam sobie życia bez koncertów, kina, kosmetyczki – mówi pani Aldona. – Ale coraz bardziej doceniam wiejskie przyjemności. I nie mówię o spędzaniu czasu na leżaku czy przy kominku. Uwielbiają bowiem wycieczki rowerowe. – W czasie wakacji zrobiłam na rowerze prawie tysiąc kilometrów, brakuje mi zaledwie czterdziestu. Mam motywację – pani Aldona z uśmiechem zerka w stronę męża. – Mirek obiecał, że jak tyle przejadę, kupi mi lepszy rower.
 

Bobrowy plan
 

Tylko na wsi można poczuć przyrodę, zapach skoszonego siana, i dostrzec żyjące wokół zwierzęta. A tych w Bobrowym Gaju nie brakuje. Z bobrami łączy gospodarzy trudna miłość. – Marzyliśmy o stawie kąpielowym – opowiadają. – Ale zwierzaki miały inne plany. Wycięły większość roślin, woda zmętniała. My się, niestety, nie kąpiemy, za to podchodzą sarny, podlatują dzikie ptaki, ostatnio – kormoran. Bobrowy Gaj służy teraz gościom. Właściciele wynajmują go ludziom tak jak oni zauroczonym Puszczą Augustowską i Suwalszczyzną. A pan Mirosław już planuje stworzenie kolejnego siedliska.

Tekst: Joanna Włodarska
Stylizacja: Joanna Płachecka
Fotografie: Rafał Lipski
Dziękujemy delikatesom Bomi SA za pomoc w realizacji sesji

Weranda Country nr 6/2009

Zobacz również: