Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Dwustuletnia chata po liftingu

Francesca Pozzoli i Maciej Kaziński poznali się we Francji. Zdjęcie 4/20 Zdjęcia: Jakub Pajewski, Stylizacja: Hanna Korolczuk  
 
 

Inaczej jest z instrumentami muzycznymi – te są wszędzie, zwisają z sufitu, stoją w kątach, wypełniają półki, niektóre zajmują pół pokoju, inne zgrupowane w stadach, ułożone według wzrostu, grzecznie czekają, aż wreszcie zostaną użyte. Regał w pracowni na poddaszu to nie nazwa mebla, lecz instrumentu z miechami i klawiaturą (to replika wykonana przez rzemieślnika z Sulechowa). Maciej go właśnie oswaja. – Instrumenty, żeby dobrze grały, trzeba oswajać – zdradza gospodarz. – Co godzinę należy do nich podejść, wydobyć kilka dźwięków i zaczekać, aż będą chciały współpracować.

Violone, stary instrument, spokrewniony z wiolonczelą, dopiero co przeszedł konserwację. Ma nowe struny i odrestaurowane pudło rezonansowe. Powoli coraz chętniej wydaje harmonijne dźwięki, mimo że na początku rzęził i chrypiał.

reklama

Niedługo zostanie skończona sala koncertowa, właśnie położono posadzkę (ze starych dachówek karpiówek przyciętych i ułożonych w jodełkę), zrobiono grube tynki z użyciem sieczki konopnej. To dawna recepta, którą Francesce zdradził pewien francuski murarz-wolnomularz. Fortepian oddano do lekarza, żeby był gotowy na koncert inauguracyjny. Zaprzyjaźnieni kompozytorzy już piszą utwory, by uczcić to wydarzenie.

Ci, którzy widzieli dom przed remontem, nie wierzą własnym oczom, tak bardzo się zmienił. Chociaż ma 200 lat, właśnie teraz przeżywa swój złoty wiek.


Tekst i stylizacja: Hanna Korolczuk
Zdjęcia: Jakub Pajewski

Weranda Country nr 2/2013