Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Dom z polnych kamieni – wymarzone siedlisko Oli i Marcina

Zdjęcie 12/18
 
 

Szósta rano – kawa na pomoście. Ósma – wyprawa po twaróg i kurę. Dziesiąta – szukanie zasięgu pod kościołem. Potem pół dnia Ola gotuje rosół, a Marcin przycina jabłonki. Dwudziesta – rozgadana kolacja. Dwudziesta druga – wszyscy w łóżkach. Tak się żyje w wiosce na końcu świata.

wymarzone Siedlisko nad jeziorem

 
Takie słowa Ola wpisywała w wyszukiwarkę. Bez jeziora nie wyobrażała sobie przyszłego życia. – Pracowałam wtedy w Warszawie. Kiedy pytałam znajomych, gdzie tu pojechać nad wodę, robili wielkie oczy – opowiada. Ola i Marcin pochodzą ze Szczecina, gdzie wody jest pod dostatkiem. Ona – typowa ryba, on – był nawet ratownikiem. Jednym słowem, wodniacy ze stolicy mogli się wyrwać najwyżej nad Zegrze. Postanowili to zmienić. Plan był taki – wyłowić z sieci kilka ofert, zobaczyć i kupić. Nie miało znaczenia, w jakiej części Polski.

 

UROK KAMIENNEGO DOMU

 
Pewnego wieczora, wertując internet, Ola zobaczyła dom jak z marzeń. Kiedy następnego dnia chciała pokazać mężowi ogłoszenie, nie mogła już go znaleźć. – Myślałam, że się zapłaczę. Na szczęście wysłałam komuś link i udało się odzyskać informację – opowiada. Wsiedli więc w samochód i po trzech godzinach trafili na miejsce. Pod Ełk, nad malownicze jezioro Krzywe. Pora nie była najlepsza, środek zimy i plucha, a wiadomo, że przy takiej pogodzie nic nie wygląda dobrze.

– Ale dom był urzekający. Stary, z ogromnych głazów, choć niepokojąco pochylony w jedną stronę – wspomina Ola. Ściągali potem różnych fachowców, aby zapytać o ratunek dla kamiennej konstrukcji. Wszyscy kiwali głową i mówili: „zburzyć”. Nowi właściciele postanowili jednak ratować za wszelką cenę. 
 
reklama
 

REMONT starego DOMU I WYKOPANE SKARBY 

 
Dom wyremontowała ekipa ze Starych Juch. – To fachowcy jakich mało – mówi Ola. – Wyprostowali go, podparli, ale łatwo nie było – dodaje. Do dziś wspomina mrożące krew w żyłach telefony od chłopaków z budowy. – Pani trzyma kciuki, aby wszystko się nie zawaliło, bo robimy okno – słyszała w słuchawce. Siedzieli więc z Marcinem przez cztery godziny i te kciuki trzymali. 

Postanowili zachować tylko stare mury. Trzeba było pozrywać karton-gipsy z tej części domu, gdzie mieszkali ludzie. W drugiej, dla zwierząt, wystarczyło wyszorować kamienne ściany. – Niestety, czasem słyszę korniki, ale mam nadzieję, że dom się nie zawali, skoro już tyle przeszedł przez 120 lat – śmieje się Ola. Zastanawiała się też wiele razy, kto tu mieszkał. Zajrzała więc do gminnego archiwum. Przed laty wieś odwiedził starszy pan. Spacerował, oglądał wszystko z wielkim smutkiem w oczach i opisał historie sprzed lat. Ola dowiedziała się, że przed wojną w wiosce żyło 500 osób, były nawet dwie karczmy. Po kamiennej, opadającej w kierunku jeziora drodze dzieciaki jeździły na sankach. Podobno ktoś we wsi wykopał skrzynię ze skarbami... A i ona, kiedy sadziła rośliny w ogródku, znalazła nogę od wanny, takiej na lwich łapach. Wykopała też tabliczkę z niemieckim nazwiskiem. Wybrała się wtedy na miejscowy cmentarz z nadzieją, że odnajdzie nazwisko, ale groby są tam zniszczone, a napisy zatarte. Może kiedyś spisze te wszystkie opowieści?
 

PLAN DNIA właścicieli siedliska Krzywe 3

 
Ola wstaje o 5.30 i dzień zaczyna od ćwiczenia jogi, potem jest kawa z widokiem na jezioro. – Mamy taki zwyczaj, że z kubkami idziemy na pomost. Siadamy, gadamy i jest cudownie – opowiada. Potem stara się trochę popracować. Ponieważ w wiosce jest kłopot z zasięgiem, jedzie... pod kościół.

Równie ważną częścią dnia jest przygotowanie jedzenia. Wiadomo, że twaróg kupią u Agnieszki, która czasem ma też pyszną wołowinę. Po jajka idzie się do pani Krysi. Inna sąsiadka ma wspaniałe kury. Dlatego rosół jest tu taki dobry. A jak pachną własne warzywa! Sadzonki sprezentowała jej mama i pomogła je wkopać. – Była wtedy paskudna pogoda, padał śnieg z deszczem. Myślałyśmy, że z roślin nic nie będzie, ale w żyznej ziemi wszystko rośnie jak szalone – chwali się Ola. Ma też stary sad, który po odchwaszczeniu i przycięciu gałązek pięknie owocuje. Jesienią obdarowuje znajomych pysznymi jabłkami. 

Życie na wsi jest takie, jak być powinno. – Mamy  typowo warszawskie dzieci, które się nie nudzą. A to idą do szczeniaków sąsiadów, a to na konie, a to powłóczą się nad wodą. Nie potrzebują miasta – kwituje. Największym odkryciem jest dla niej to, że bez zasięgu internetu dzieciaki odzyskują głos i rodzina może pogadać. Ostatnio córka zażyczyła sobie kłębek muliny, będzie robiła bransoletki.
 
Aleksandra Klonowska-Szałek i Marcin Szałek prowadzą dom wakacyjny Krzywe 3
 
Tekst: Beata Woźniak
Zdjęcia: Michał Mrowiec
Stylizacja: Michał Gulajski
 
 
Weranda Country nr 8/2018