Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Dom nad stawem na Kaszubach: tradycyjny i elegancki jak sopocka willa

Zdjęcie 12/15
 
 
Jeziora w okolicach Karwi były już tak przełowione, że Marcin właściwie nie miał żadnego wyboru. Wiedział, że jeśli chce sobie powędkować, łowisko musi zrobić sam. 
 

GDZIE RAKI MIESZKAJĄ

 
Wspólnie z Agnieszką postanowili kupić działkę ze stawem. W jeziorku miały się pojawić ryby, a na działce, za parę lat, parterowy dom. Choć ostatecznie stawu nie znaleźli, dziś uważają, że w sumie wyszło im to na dobre.

Znaleźliśmy pięknie położoną ziemię z podmokłą łąką – mówią. Ukryte pod nią źródła sprawiły, że wystarczyło wbić łopatę, by dół praktycznie sam wypełniał się wodą. Tak powstał staw. Obsadzili go trzcinami, trawami, sitowiem, kosaćcami, wierzbami, wpuścili amury, leszcze, liny, karpie i pstrągi. Później także raki i małże. Kolejne stworzenia zalęgły się same. Zrobiony przez ludzi staw zaakceptowały, jakby był ich naturalnym siedliskiem.

Blisko stąd do bagienno-torfowiskowych Karwieńskich Błot, Nadmorskiego Parku Krajobrazowego i wspaniałych plaż. Rzeką Piaśnicą można urządzić spływ do samego morza.
 

JAK willa w SOPOCIE

 
Na co dzień mieszkają pod miastem. Póki dzieci chodzą do szkoły, tak jest dla wszystkich wygodniej. Budowę wiejskiego domu odkładali na później, jednak zmieniające się przepisy postawiły im ultimatum – albo zrobią to teraz, albo wcale. Nie wahali się ani chwili. ­– Chcieliśmy, by dom nawią̨zywał do tradycyjnych, wiejskich zabudowań typowych dla Pomorza. Jest więc niewielki (ma 75 m2), bez okien dachowych czy garażu. – Ma za to moją wymarzoną werandę, odrobinę skandynawską, choć i u nas widywałam już podobne – opowiada Agnieszka.  
 
reklama
 

KORONKOWE LILIE i ażurowe ornamenty


Zawsze podobały jej się ażurowe ornamenty wycinane w drewnie, którymi zdobione były wykusze i werandy sopockich willi i kurortów. Przed wojną osłonięte nimi tarasy były letnimi salonami, miejscami popołudniowych spotkań, podwieczorków, herbatek. Misternie wycinane deski przypominały koronkowe firanki. Postanowiła, ż̇e ona też będzie takie miała. I swego dopię̨ła – wypożyczyła rusztowanie i z ziemi instruowała majstrów, jak trzeba zmierzyć kąt dachu, a potem starannie zaprojektowała zdobienia. Kosztowało ją tǫ sporo pracy, ale wyszło świetnie. 

Szwajcarskie czy tyrolskie motywy zaczerpnięte z sopockich willi uzupełniła... roślinnymi esami-floresami podpatrzonymi w przydomowym stawie, stąd motyw lilii i wodnych stworzeń. Za pomocą maleńkiego kątomierza przeniosła swój projekt na papier, potem go przefotografowała, wrzuciła do Photoshopa i wydrukowała na kartkach A4. Było ich aż dwadzieścia!

Sklejony szablon zawiozła do kuzyna, który jest stolarzem. Wyrzynarką wyciął jej wzór w sklejce. – Przy montażu nerwów było co niemiara! Miałam obawy, czy kąt na pewno bę̨dzie się zgadzał – wspomina z uśmiechem Agnieszka. Rysowania i projektowania nauczyła się w liceum plastycznym, podobnie jak malarstwa i rzeźby, ale jej największą pasją są zdjęcia. Miłość do fotografii wyniosła z domu rodzinnego. – Tata nigdzie nie ruszał się bez aparatu i zawsze miał w pogotowiu rolkę slajdu – opowiada. 
 

ZŁOTA GODZINA

 
Najbardziej lubi robić zdjęcia podczas wschodów albo tuż przed zachodami słońca. Światło jest wtedy szczególnie magiczne, złociste, miękkie, znacznie cieplejsze niż w ciągu dnia, dlatego fotografowie nazywają ten czas złotą godziną. Przy odrobinie szczęścia udaje jej się o tej porze wyciągnąć najbliższych w plener. Na stałe mieszkają koło Pucka, ale znają skrót przez las, którym można w kilkanaście minut dotrzeć na dziką plażę wyjątkowej urody.

Wiosną i latem rzadko są̨ sami, towarzyszą im rodzina i przyjaciele. Organizują wspólnie spływy kajakowe, plażują, chodzą po lesie. A potem zapraszają wszystkich do siebie. Palą ogniska, grillują. Panowie łowią ryby, dzieciaki biegają za owadami i żabami, a dziewczyny piją herbatę i plotkują na werandzie. Aż chce się zatrzymać takie chwile w kadrze.
 
Kontakt do właścicieli: domnadstawem.com 
Domatowo, ul. Topolowa 13
 
Tekst i stylizacja: Agnieszka Wrodarczyk/ Happy Place
Zdjęcia: Michał Skorupski
 
Weranda Country nr 3/2019