Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Rodzinny dom artystów na wsi pod Krakowem

 
 
W gąszczu bujnej zieleni, pachnących kwiatów i ziół, z dala od miasta, znajduje się rodzinna przystań. Odkryta wiele lat temu jako stary magazyn, stopniowo zmieniała się w dom, obrastając w skarby i dzikie wino.

 

Rodzinne zacisze artystów 

 
Trudno stwierdzić, kto tu rządzi! Główny gospodarz – Andrzej – który przez cały rok zajmuje się domem, a w sezonie pielęgnuje i tworzy ogród, twierdzi, że tak naprawdę panem jest tu kot Klocek!
 
Alina – maluje, robi zdjęcia, projektuje wnętrza i gotuje – ciekawa smaków z całego świata; Andrzej – filozof, który zawsze chciał być stolarzem, a gdy został stolarzem, zapragnął być ogrodnikiem. Zresztą cała rodzina to ciekawe osobowości: naukowiec, inżynier, historyk, urzędnik, nauczyciel – ale wielu z nich związało swoje życie ze sztuką. To dlatego w domu jest tyle obrazów i rzeczy dawnych: kupionych, wyszukanych, własnoręcznie zrobionych. Spotykają się wszyscy podczas większych okazji, ale dom jest otwarty cały rok. Ma wystarczająco dużo pokoi, tajemniczych zakamarków i schowków, żeby każdy mógł tu mieć kawałek tylko dla siebie.
 

DOM na wsi, który wymyślili sami 

 
– Ponieważ wszędzie pełno tu żartów, także architektura jest rodzajem dowcipu. Dach wspiera się na dwóch potężnych, drewnianych słupach – mówią gospodarze. – Te oryginalne filary, które zostały po stojącej tu poprzednio stodole, zorganizowały nam przestrzeń. Gdyby nie one, nikt by nie uwierzył, że siedlisko nie zostało zbudowane od podstaw.
 
Dom ma plan prostokąta. Boczne dobudówki to pracownia i pomieszczenia ogrodowe. Do wewnętrznego ogrodu wychodzi się z salonu i kuchni. To wielka przyjemność, szczególnie latem, otwierać duże okna i boso, na trawie, z filiżanką kawy zaczynać dzień. Druga strona to kameralne podwórko z zadaszoną werandą i dużym stołem. Najtrudniejsze do zrobienia okazały się białe, kręte schody. Stolarz za stolarzem odmawiali, tłumacząc, że taka konstrukcja jest niemożliwa. Wreszcie przyjechał majster starej daty – pan z drewnianą, łamaną miarką – popatrzył, pomyślał i powiedział: – Da się, za tydzień będą gotowe. Słowa dotrzymał. Dzięki nim można było powiększyć dom o piętro i zaprojektować na górze kolejne sypialnie z łazienką.
 
reklama
 

Wnętrze w stylu skandynawskim

 
Białe ściany są doskonałym tłem dla kolorów, które wprowadzają meble, detale, obrazy. Część rodziny przez wiele lat mieszkała w Szwecji i przywiozła mnóstwo rzeczy (zegary, lustra, meble, bibeloty). Lśnią po królewsku, zachwycają wyrafinowaną formą, a jednocześnie są skromne. Wszędzie sporo złota i błękitów tak charakterystycznych dla epoki króla Gustawa III, który chciał w XVIII wieku stworzyć swój Paryż Północy. Ich zasługą jest panująca tu atmosfera.
 

RZECZY niezwykłe

 
Antyki, książki, żartobliwe przedmioty. Najważniejsza jednak jest wnęka przy schodach – na podświetlonych półkach stoją rodzinne pamiątki, zdjęcia i drobiazgi po dziadkach i pradziadkach: stary barometr, skórkowe rękawiczki, wachlarz, balowe torebki, kryształowy flakonik po perfumach, nakręcany niedźwiedź, listy. Liczna rodzina od lat gromadzi skarby z różnych stron świata i je tutaj zwozi.
 
Piękne narzuty, które zdobią sypialnie, pochodzą z Indii. Zaprojektowała je Francuzka Brigitte Singh, która tworzy autorskie tkaniny. Wiele przedmiotów, na przykład ceramiczne ptaki w klatce, niektóre obrazy, egzotyczny czepiec ślubny z koralikamii piórkami, to prezenty od przyjaciół. Co ciekawe, w całym domu nie ma kompletów, także porcelany. W zastawach stołowych panuje pełna różnorodność i każdy, kto wpada tu z wizytą, ma swój ulubiony talerz z dobraną do niego szklanką.
 
Bywają także rzeczy zabawne. Na przykład gęś, zwana Reksiem, od trzech dekad podróżuje z właścicielami. Niemcy, Polska, Szwecja – wszędzie tam, gdzie Andrzej z Aliną realizowali projekty, była i ona. Zegar królik z „Alicji w Krainie Czarów” nieustannie porusza oczami, pokazując godziny. Gospodarze lubią zegary, dlatego przez lata uzbierała się piękna kolekcja. Śmieją się, że każdy z nich chodzi po swojemu i żyje według własnego poczucia czasu.
 

OGRÓD zmienia się z roku na rok

 
Niedawno został wzbogacony o trzy szczepy szlachetnej winorośli, porastającej pergole. Może jesienią goście skosztują wina? Gospodarze starają się, żeby było jak najwięcej roślin pachnących. Są floksy, peonie, smagliczki, tytoń, maciejka, rezeda, lawenda, liliowce, zioła w donicach. Róże? Tylko te najbardziej wonne. Nie brakuje bzu i jaśminu. I od wczesnej wiosny bratków. Unikają iglaków. Chcieliby, żeby to był prawdziwy wiejski ogród z miejscowych roślin.

Mają też niewielki warsztat dla tych, których akurat naszła wena i chcą coś stworzyć: namalować obraz, pomajsterkować czy odnowić krzesło. Pomoże im Andrzej, rodzinny stolarz renowator. W wiosce niedaleko Krakowa spełnia się sen o domu. Ciepłym, przyjaznym, w którym ludzie zawsze znajdują czas na rozmowy, wspólne gotowanie, wypoczywanie. O takich miejscach zwykle tylko czyta się w książkach. Spokojna przystań, pod troskliwym spojrzeniem kocich oczu głównego gospodarza – Klocka. 
 
 
Tekst i stylizacja: Julka Paluszkiewicz
Zdjęcia: Leo Zappert
 
Weranda Country nr 5/2018

Zobacz również: