Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Gwiazdka we Dworze Dawidy

 
 
Pierwsza Wigilia w Dawidach? Biały obrus i choinka w kontenerze budowlanym, bo jeszcze trwał remont. Dziś kolacje są wykwintne: sandacz w migdałach, barszcz na zakwasie, kutia.
 

Gwiazdka we dworze wśród orientalnych tkanin i przy zabytkowym kominku

 
Tylko prawdziwy miłośnik Maroka mógł wpaść na pomysł, by do XVIII-wiecznej barokowej posiadłości na terenie dawnych Prus Górnych wprowadzić orientalną nutę. Gdy skończył, okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Prosty, saharyjski klimat zaskakująco dobrze pasuje na Warmii. Barwy ziemi oraz naturalne materiały stworzyły wnętrza surowe i ascetyczne. Dla równowagi pojawiły się więc miękkie, dekoracyjne elementy: stylizowane meble i kryształowe żyrandole, przywodzące na myśl urok prowansalskich rezydencji.

– Gdy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcie dworu, pomyślałem, że jest kameralny, w sam raz dla mnie. Szczególnie przypadł mi do gustu mansardowy dach – łamany, złożony z dwóch połaci – wspomina Jan, od 13 lat właściciel Dworu Dawidy, znawca lokalnej historii i zapalony podróżnik, który zajmuje się organizowaniem wypraw do Afryki. Lata podróży spowodowały, że zaczęła kiełkować w jego głowie myśl o porzuceniu wygodnej Warszawy. – Znów tam pojechałem. Wtedy już nie miałem watpliwości, że to raczej pałac, i to okazały. Otaczający go czterohektarowy park wypełniały kilkusetletnie dęby i buki. To one urzekły mnie najbardziej. Ale nieruchomość już sprzedano. Byłem jednak do tego stopnia oczarowany, że postanowiłem o nią zawalczyć i spotkałem się z nowymi właścicielami. Do dziś trudno mi uwierzyć, że negocjacje zakończyły się sukcesem – mówi.
 
reklama


Badanie przeszłości dworu


Szybko dotarł do informacji, że myśliwski dwór jest dziełem Johanna Caspara Hindersina, architekta rodu Dohnów, ma prawie 300 lat, a rodzina mieszkała w nim do 1945 roku. Po wojnie przeszedł na własność gminy. – Gdy w latach 70. kupił go prywatny inwestor ze Szczytna, groził zawaleniem – mówi Jan, sięgając po gruby notes, z którego wysypują się pamiątkowe zdjęcia. – Nowy właściciel uratował go przed ruiną i przez 20 lat miał tu pensjonat. Potem interes podupadł, a posiadłość wystawiono na sprzedaż. Mnie czekał remont kapitalny, z wymianą stropów i dachu włącznie. Pięć lat – dodaje i pokazuje fotografię, na której widać szkielet dworu bez drugiego piętra. – Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że będę w nim przyjmować gości. Pomyślałem o tym w momencie, gdy zakończył się remont i zrobiło się pusto w kieszeni.
 
Sam urządzał wnętrza, z pomocą kolegi plastyka korzystał tylko przy projektowaniu drzwi na parterze oraz okien. Zachował oryginalny podział pomieszczeń. Niski parter, na którym niegdyś znajdowały się dwie kuchnie i wędzarnia, dziś pełni rolę jadalni. Przy dębowym stole goście mogą skosztować wykwintnych potraw z dziczyzny lub przypomnieć sobie smaki dzieciństwa, zjadając pajdę chleba z twarogiem.

– Pani Halinka, moja gospodyni i dobra dusza dworu, jest niezastąpiona. Dzięki niej w kuchni wszystko chodzi jak w zegarku – mówi z uśmiechem gospodarz. ­– Piecze chleb na zakwasie, a co kilka dni szykuje rewelacyjne sery, jest absolutną mistrzynią! Wiosną jemy chłodnik z botwinki, latem pierogi z jagodami, a jesień upływa pod znakiem borowików i kurek – wylicza lokalne przysmaki. – Wykwintną kolację szykujemy według starych rodzinnych przepisów. Ja sam dbam o piwniczkę z winami.

Na piętrze Jan urządził przestronny salon – ma ponad 3,5 metra wysokości. Kominek wygląda nowocześnie, tymczasem ma prawie 300 lat. Zaprojektował go nadworny architekt rodziny, zachowała się nawet oryginalna komora paleniska. Jan skuł tylko dekoracyjny gzyms, który dobudował poprzedni właściciel. Na podłogach leżą rozbiórkowe deski, ługowane i olejowane. Świetnie wyglądają detale charakterystyczne dla południa Francji – ozdobne wykończenie framug drzwi i okien czy lśniące żyrandole.


Wnętrza z nutą orientu
 

Sporo tu też orientu.Szczególnie w łazienkach, których Jan za żadne skarby nie chciał wykładać kaflami. Wykończył je więc tadelaktem, tradycyjnym tynkiem wytwarzanym na bazie wapna z gór Atlas. Sprowadził go z Afryki i dopilnował, by lokalny majster poznał specyficzną technikę wygładzania. Specjalnie barwiony wapienny tynk pojawia się także w pozostałych pomieszczeniach. Jego niezwykła struktura to efekt pracy zaprzyjaźnionego plastyka.

Naturalne materiały uzupełnia orientalne rękodzieło. Właśnie za nie gospodarz tak bardzo ceni Maroko. – Tam każde lustro, lampa czy wazon są dziełem ludzkich rąk. Każdy przedmiot niesie ze sobą jakąś historię – opowiada. Przykuwają uwagę swoją urodą i są pretekstem do fascynujących rozmów przy kominku: o dalekich podróżach, naskalnych malowidłach i afrykańskich bezdrożach.
 
 
Tekst i stylizacja: Agnieszka Wrodarczyk
Zdjęcia: Michał Skorupski
Kontakt: www.dawidy.com 

 

Weranda Country nr 12/2018