Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Chata Miłośliwka – drewniany dom z czterech chałup

 
 

Ten dom to niezła układanka. To, co zjadły korniki, trzeba było pieczołowicie sztukować. A to chatą z rozbiórki z Piwnicznej, a to kawałkiem izby z Łącka i jeszcze domkiem z okolicy. Ale całość wygląda, jakby stała tu od lat.

Drewniany dom w Beskidzie Sądeckim


Mieli rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, ale jakoś wszędzie im stamtąd było za daleko. Jeszcze zanim się poznali, Łukasz kupił chałupę w Beskidzie Sądeckim. Chciał mieć bazę wypadową nad Dunajec, bo od lat uprawia kajakarstwo górskie. Ale chata była w takim stanie, że tylko się zniechęcił. – Już mieliśmy ją sprzedać, gdy znów przyjechaliśmy do Czerńca. Sad był pełen owoców, dookoła zieleń i cisza. I ja w tych starych deskach zobaczyłam nasz nowy dom – opowiada Sara.

Chata Miłośliwka – dom z czterech chałup


W sumie złożyli dom z czterech chałup. Wyszło na dobre, bo stare drewno jest zdrowsze. Młodsze okazy więcej chorują i pewnie nie doczekają stu lat w takim stanie. Sara opowiada, że rozbierali dom prawie rok. Łukasz wypożyczył koparkę i przez całe wakacje równał teren. A potem zaczęło się składanie. Trzeba było tylko dwóch chłopa, żeby chata znowu wyglądała jak dawniej.

Na szczęście trafili na dobrego majstra, który razem z synem ułożył belki w całość. Stare mszenie musieli zastąpić nowym, tym razem nie słomą, ale strugami z drewna. Kupuje się je na specjalnej ogromnej rolce, a potem siekierką przeciąga przez bale. To było cięższe nawet niż sama rozbiórka. 

reklama

Sara bardzo chciała uniknąć góralszczyzny we wnętrzu, dlatego sporo rzeczy jest z  Ikei, są pamiątki z podróży, na przykład narzuty przywiezione z Wietnamu, jest też hinduska skrzynia w kwiaty kupiona w TK Maxx. Tata Sary, profesor socjologii, zrobił im stołek i lampy z pieńków, brat Łukasza wyrzeźbił obrazek z wizerunkiem domu. Stolarką zajął się Tomek ze Starych Dech – były instruktor fitness i aktualnie stolarz. Przyjeżdżał z Krakowa na weekendy do Czerńca i od siódmej rano do nocy razem z Łukaszem strugał szafki i stoły.

Od początku chcieli, by miejsce miało swoją nazwę. Dom położony jest w regionie śliwkowym, niedaleko stąd do Łącka, gdzie wytwarza się słynną śliwowicę. Śliwka musiała być w nazwie, ale nie tak, jak w co drugim gospodarstwie. W końcu sąsiad rzucił: – Miłośliwka. Wpadło w ucho i tak już zostało.

– Ludziom się wydaje, że życie na wsi to tylko kawa na tarasie i podziwianie widoków, a to przecież kawał ciężkiej pracy – opowiada Sara. Gdy zdecydowali się na agroturystykę, musieli zrezygnować z wolnego czasu. Weekend tylko dla siebie to był prawdziwy luksus. Poza tym życie w górach wymaga harcerskiego zacięcia. Do Miłośliwki można dotrzeć jedynie terenówką. – Pamiętam, gdy jechałam samochodem pełnym zakupów, a droga pod górę zamarzła. Skończyło się na wnoszeniu wszystkiego w plecaku – wspomina. Albo gdy korzeń uszkodził studnię, a tu dom pełen gości. Wodę wiadrami trzeba było donosić od sąsiadów.

Wszystko zmieniło się, gdy urodził się im syn Iwo. Dotychczas dzielili czas między góry, Dębicę, w której Łukasz prowadzi firmę, i Kraków, skąd pochodzi Sara. Potrzebowali miejsca bardziej na stałe i warunków dla małego dziecka, zwłaszcza zimą. I choć szykują bazę w Krakowie, to i tak większość czasu spędzają w Miłośliwce. Górski czas to dla Sary „życie na pełnym wypasie”. Zresztą opisuje je na blogu o tej samej nazwie. Mimo że czasem ciągnie ją do miejskiego rytmu, to dopiero w Czerńcu czuje prawdziwą wolność.

Sara i Łukasz prowadzą agroturystykę Chata Miłośliwka
Kontakt: facebook.com/milosliwka/

Tekst: Magdalena Burkiewicz
Zdjęcia: Igor Dziedzicki
Stylizacja: Agata Jaworska

Weranda Country 2/2018

Zobacz również: