Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Drewniany dom w Zaciszu – jak z dziecięcych wspomnień

 
 
Będzie o tym, jak spotkało się dwoje ludzi, a potem w pół roku postawiło dom z dziecięcych wspomnień. Teraz wypełniają go radosny śmiech, starocie z historią oraz... apetyt na więcej. 
 

Wymarzony drewniany dom na wsi

 
Zawsze, gdy tu wracam, myślę: „Rany, to jest mój dom”. Siedzę w samochodzie i nie mogę się napatrzeć. Tak mi się podoba! – żywo opowiada Julia. Ten dom miał być od zawsze, nawet zanim poznała swojego męża Adama. Wychowała się na wsi. Na wyciągnięcie ręki ogród i sad, w zimne wieczory cała rodzina siedziała przy rozgrzanym piecu. Wiedziała, że dom ma być drewniany, bo taki sam postawił jej tata. – Ciągle ktoś podjeżdżał i szkicował budynek, bo wtedy nikt w moich rodzinnych stronach tak nie budował – wspomina.
 
Jednak zanim sama miała się wyprowadzić za miasto, przygotowała się na to, że czeka ją kilka dobrych lat w mieszkaniu w bloku. – Ale ja już tak mam, że marzenia uparcie mi się spełniają – śmieje się. Z Adamem połączyły ją dwa kółka. – Pierwszy motocykl dostałam w wieku ośmiu lat. I jakoś tak od zawsze wszystko kręciło się wokół tego tematu – opowiada. Po maturze zdecydowała, że nie pójdzie na studia. Zamiast tego była pierwsza praca w salonie z motocyklami w Warszawie.
 
Później jeszcze kilka razy zmieniała adres. Adam wypatrzył ją w hurtowni dla motocyklistów w Bielsku-Białej. Sam w Zabrzu prowadził warsztat i sklep. Przyszłą żonę odnalazł dzięki... nazwisku na fakturze. Po trzech tygodniach wiedzieli już, że chcą być razem, mieć dzieci i dom za miastem. I znowu wszystko potoczyło się w ekspresowym tempie. Od taty Adama dostali kawałek ziemi na śląskiej wsi. I choć nie jest to wymarzone odludzie, poszczęściło im się, bo oprócz sąsiadów za płotem mają też pola i kawałek lasu.
 
reklama
 
Dom z sosnowych i świerkowych bali postawiła wynajęta ekipa. – Wszystko pod czujnym okiem mojego taty, który budował już trzeci drewniany dom w życiu – opowiada Julia. A gdy konstrukcja w końcu była gotowa, Adam razem z teściem wzięli się do wykończeniówki. Przez miesiąc szlifowali same deski, bo jak już coś robią, to tak na sto procent. Adam ma smykałkę do stolarki. Zrobił dziecięce łóżko, regały, obudowę do wanny w sypialni. W salonie i kuchni są też ręcznie robione cegły z Kraśnika połączone wapienną zaprawą. Julia wspomina, że gdy wykańczali dom, modne były pobielane ściany. Na szczęście mąż namówił ją na naturalny kolor. – I dobrze. Dziś nie mogłabym na nie patrzeć – śmieje się. 
 

Dom Pełen PrzedmiotÓW z historią

 
Julia twierdzi, że wnętrze urządziło się samo, bo nie mieli  na nie żadnego planu. Wyszło klasycznie. – Jeśli domu nie zjedzą korniki i ktoś znajdzie go za sto lat, nadal będzie się podobać – mówi. Do mebli i dodatków obydwoje mają szczęście. Zawsze przez przypadek wpadają im w ręce przedmioty z bardzo ciekawą historią.
 
Żyłkę zbieracza Julia odziedziczyła po tacie. W jej rodzinnej wsi otworzył przy domu prywatne muzeum,w którym pokazuje zbierane przez lata ciekawe starocie. Część szpejów u Julii, czyli właśnie takich wyszperanych ozdób, to prezenty od niego. Są też piękne fotele kinowe z teatru w Krakowie. – Pracowała tam moja przyjaciółka. Kiedyś dała nam cynk, że opróżniają magazyny. Za butelkę whiskey dostaliśmy cztery rzędy foteli. Obiłam je wzorzystą tkaniną sprowadzaną z Ameryki – tłumaczy. Jest i walizka po dziadku Adama, która przetrwała wojnę. Zamiast zalegać w piwnicy, wisi teraz na ścianie w pokoju Benia jako półeczka. Na dole galeria plakatów z cytatami z książki „Kamień na kamieniu” Wiesława Myśliwskiego. Julia uwielbia jego prosty język, którym pisarz potrafi oddać największe prawdy. A obok grafiki z pierwszymi słowami Tosi: „pleplo”, czyli mleko, „wajgaj” to tramwaj, a „opop” znaczy kompot.
 
Takich pomysłów pani domu ma mnóstwo. Nie lubi siedzieć bezczynnie i jak już coś wymyśli, to uparcie realizuje. Zaczęło się od bloga. Gdy była w pierwszej ciąży, pokazywała czytelniczkom ubranka córki. Potem z pisaniem tak się rozpędziła, że zamiast szafy Tosi, opisywała życie rodziny. Dziś jej wpisy można przeczytać w książce „Blog”, którą wydała. – Moja polonistka mnie nie znosiła, a ja zawsze lubiłam pisać. Gdy trzymałam w rękach swoją pierwszą książkę, popłakałam się – wspomina. Pomysł na drugą  podsunęła jej córka. Przyniosła z przedszkola liść miłorzębu. Julia wymyśliła historię o wędrującym listku, który uczy dzieci życiowych mądrości. Teraz po głowie chodzi jej powieść o miłości. I własny domek na plaży. Znając zapał Julii, na pewno jej się to uda. 
 
 
Tekst: Magdalena Burkiewicz
Zdjęcia: Michał Grabowiecki   
Stylizacja: Eliza Mrozińska
 
Blog Julii Rozumek: juliarozumek.pl
 
Weranda Country 11/2017

Zobacz również: