Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button


Dom w Radości: wszystko wokół dzieci

Dom w Radości: wszystko wokół dzieci Kasia i Robert mieszkają z trojgiem dzieci: Leoną (7 lat), Tymkiem (5 lat) i Tytusem (2 lata.
 
 

U Kasi i Roberta nie wchodzi się dwa razy do tego samego domu  – tak szybko zmieniają się drobiazgi i dekoracje. Mieszkają tu same złote rączki i zbieracze różnych różności.

Kilka godzin spędzonych u Kasi i Roberta i znowu chcę być dzieckiem. Ich dom w warszawskiej Radości jest jak wielki plac zabaw. Wszędzie tipi, kolorowe girlandy, huśtawki, a przy wejściu wisi skrzynka na listy do Świętego Mikołaja. Radość to nie tylko miejsce, ale też stan, którym gospodarze zarażają wszystkich od progu. – Nasi znajomi ciągle nas proszą, żebyśmy ich adoptowali – śmieje się Kasia. Bo tu wszystko kręci się wokół dzieci.

Depresyjny dom do remontu
 

Kasia i Robert poznali się w pracy. Taka karma – to samo było z rodzicami i dziadkami Roberta. – Od razu powiedzieliśmy sobie, że chcemy mieć dużą rodzinę – opowiadają. No i dom. Ten w Radości na początku nie zrobił najlepszego wrażenia. Ciemny, depresyjny, Kasia bała się, że nie będą potrafili tchnąć na nowo życia w te mury. Zmienili zdanie, gdy stanęli w przeszklonej dobudówce na piętrze. Stąd nawet zarośnięty ogród sąsiada nabiera uroku.

Ich dom ma ponad sto lat, a każdy z poprzednich właścicieli zdążył zrobić swój remont. Robert wspomina, jak kiedyś wykuł dziurę w ścianie, żeby dostać się do rur, i między warstwami desek i tynku odkrył izolację z sosnowych igieł. Z czasem przestali się martwić rysami na parkiecie, a nowe meble i sprzęty zaczęli wymieniać na stare. Takie z przeszłością.

Zbieractwo: kreatywny nałóg?
 

Zbieractwem zarazili nawet dzieci. – Czasem znajdą coś na ulicy i przynoszą do domu, bo może się przyda – śmieje się Kasia. Gdy wyjeżdżają na wakacje, zawsze sprawdzają, gdzie w okolicy jest najbliższy targ staroci. Ale i tak najwięcej frajdy mają z tego, co sami zrobią.

– Zaczęłam szyć pięć lat temu, pod koniec drugiej ciąży. Na starym łuczniku zrobiłam dla Tymona tę girlandę – pokazuje kolorowe gwiazdki na ozdobnej tasiemce. Teraz szyje też dla innych dzieci – poduchy, maty, śpiworki  – i sprzedaje je pod szyldem Radosna Fabryka. Zdolności odziedziczyła po babci i mamie, razem z łucznikiem.

Zmiana dekoracji w domu
 

Dziadek Kasi z kolei miał słabość do rowerów, które namiętnie zbierał i reperował. To właśnie z tych starych rowerowych kół Kasia zrobiła ozdoby na ścianę – z pomocą mamy wydziergała szydełkiem siatki na ramach. Robert woli stolarkę. Zbudował dla chłopców domek w ogrodzie, z palet zrobił łóżko i stolik na kółkach. I pomaga realizować pomysły Kasi. A jest tego trochę!

– Rzucam, że fajnie byłoby mieć huśtawkę, a potem Robert analizuje wszystkie za i przeciw. W końcu mamy huśtawkę – śmieje się Kasia.

W ich radosnym domu ciągle coś się zmienia, na przykład dekoracja kominka. Kiedyś był cały w gałązkach sosnowych, teraz ozdobili go rysunkami. Przy szkicowaniu pomagali sobie slajdami z rzutnika, a reszty dzieła dopełnił uzdolniony plastycznie dziadek Mirek.

Ale na Radości ich świat się nie kończy. Objechali kamperem Skandynawię, włóczyli się po Stanach, teraz marzą o dwuletniej podróży po świecie. Uważają, że to najlepsza szkoła dla dzieci. – Życie to nie tylko tabliczka mnożenia – mówi Robert.

reklama


Tekst: Magdalena Burkiewicz 
Zdjęcia: Maria Miklaszewska 
Stylizacja: Basia Dereń-Marzec
Kontakt do Kasi: radosnafabryka.pl 

Weranda Country nr 1/2017

Zobacz również: