Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

W małym dworku

W małym dworku Fot. Kuba Pajewski  
 
 

Kto pamięta wymarzony dom Ani z Zielonego Wzgórza? Miał być mały, biały i  blisko strumyka. Ania i Konrad znaleźli taki w Lasach Chojnowskich pod Warszawą.

U Ani i Konrada jest dokładnie tak jak w powieści – strumyk przepływa przez ogród! Ale za to dom nie jest przy lesie, tylko na końcu drogi, wśród innych podobnych domków. Ta ślepa uliczka ma swój urok. Nie śmigają nią samochody, nie kręcą się przypadkowe osoby.

Jest za to dużo zwierząt. Już zdążyły wprosić się do nich na stałe dwa koty – burasek Kicer i Zenon. Ten biały olbrzym na początku trochę ich kokietował. Wpadał na kolację o 20, ale jak się wkrótce okazało, już o 20.30 następną wcinał u sąsiadki. Do tej pory kiedy słońce zaczyna przypiekać, łatwiej go spotkać w okolicznych chaszczach niż na kanapie, a wielka miłość do domowników wraca dopiero z jesiennymi chłodami.

Przychodziły też dwa jeże – codziennie punktualnie o 21.25, do miseczki z kocim jedzeniem. Raz jeden przytuptał z pokrywką od znicza na głowie. Konrad musiał się porządnie nagimnastykować, żeby ściągnąć mu tę „koronę”, bo jak tylko się do niego zbliżał, jeż zamieniał sięw kolczastą kulkę.

Wiosną przystanek nad strumykiem robią sobie kaczki, a zimą na słoninkę wpadają sikorki. Przy oknie w kuchni na haczyku wisi lornetka. Właśnie po to, żeby podglądać ptaki podjadające z karmików. Jeden jest pod drzewem, a drugi tuż przy oknie. – Ptaki oczywiście wolą ten w głębi – śmieje się Ania. Ale i tu podlatują. Tylko trzeba na nie poczekać spokojnie, najlepiej przy stole.

To zresztą ulubione miejsce domowników. Stół po babci. Nie ten duży, przy którym sadzają gości, ale właśnie mały, kuchenny. Ania przemalowała go na niebiesko – tylko blat zostawiła biały – podobnie jak krzesła, regały na książki i szafki kuchenne. Ten kolor to motyw przewodni w ich domu. Tak jak znaleziska zwożone z całego świata. – Oj tak, mam słabość do zbieractwa
– przyznaje gospodyni. – Te gigantyczne szyszki są z Kalifornii, z Maroka kawałek zdrewniałego liścia palmowego. Konrad wywiercił otwory na oczy, ja podmalowałam – i maska wisi nad komodą. Z plaży przytachali pniak, bo dzieciom przypominał... mrówkojada.
– W weekendy jeździmy na wycieczki rowerowe po okolicznych lasach. A to odkryjemy jakieś ruiny, a to trafimy na polanę całkowicie zrytą przez dziki. Często wracamy z różnymi skarbami przypiętymi do siodełka. Konrad łapie się za głowę, bo najwyraźniej dzieci też mają żyłkę do zbieractwa.


Tylko na te wyprawy Malwinka odrywa się na chwilę od czytania. Nawet obiad je z nosem w książce. W dodatku potrafi jednocześnie śledzić, co się dzieje przy stole,  czym wytrąca domownikom ostatnie argumenty z ręki.
– Moja krew – śmieje się Ania. – Kiedy mam pięć rzeczy do zrobienia, nigdy nie robię ich po kolei. Zawsze wszystko jednocześnie – dodaje. Gucio za to jest metodykiem, jak się do czegoś zabierze, na pewno to skończy. Lubi prace w ogrodzie. Razem z Anią uprawia zioła, truskawki, poziomki i rabarbar. Kiedy wyrosły jego pierwsze krokusy, pozwalał podziwiać je tylko z daleka – żeby nie zasłaniać światła. Po wakacjach w Maroku postanowił założyć plantację bawełny. Niestety pożarły ją ślimaki. Ale Gucio obmyśla już nową strategię i za rok spróbuje jeszcze raz. Może napuści na nie zaprzyjaźnione jeże...

Kto tu mieszka? Ania i Konrad z dwójką dzieci, Malwinką (10 lat) i Guciem (8 lat), oraz kotami Kicerem i Zenonem.

Tekst: Eliza Otto

Zdjęcia: Kuba Pajewski

Stylizacja: Dorota Karpińska

reklama
Weranda Country nr 5/2016

Zobacz również: