Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Szymkówka na Podhalu

Szymkówka Fot. Rafał Lipski
 
 
Dwaj przyjaciele z dzieciństwa postanowili ocalić klimat dawnego Podhala – z owcami pasącymi się na hali i bacówkami pachnącymi świeżym buncem. Tak powstała Szymkówka. 
 

Śladami dzieciństwa

Jan Modrzewski, mieszczuch z krwi i kości, dzieciństwo miał bukowiańskie. Lekarze na słabe serce zalecili chłopcu tatrzańskie powietrze. Powrót do zdrowia miał trwać trzy miesiące, ale z Bukowiną jest tak, że wpadasz na chwilę, a zostajesz na całe życie. Jan spędził tu osiem lat. To wtedy zaprzyjaźnili się z Wojtkiem Głodziakiem, kolegą z góralskiej rodziny. 
Czas mijał, Janek pojechał na studia, a potem już został w Warszawie. Jednak w sercu miał ciągle Tatry. Wrócił po wielu latach – tylko na urlop. I znów się zgadali z dawnym kompanem. Obaj tęsknili do Podhala, jakie zapamiętali z dzieciństwa. Ze stadami owiec wokół bacówek pachnących oscypkiem i buncem. Postanowili ocalić coś z tego klimatu. A zaczęli od wybudowania karczmy.

 

Kwaśnica po górolsku

Jeśli spojrzeć na Tatry z jej tarasu, nie ma śladu cywilizacji. W dół ciągnie się łąka, ponad nią potargany kożuch lasu, a za nim szczyty. Panorama na całą szerokość nieba. 
To dla tego widoku postawili wszystko na jedną kartę. Projekt Szymkówki, po przyjacielsku, zrobił im Krzysztof Trebunia-Tutka. Sławny muzyk z zawodu jest przecież architektem. Karczma wzorowana jest na góralskich szałasach, w których kiedyś nocowali pastuszkowie. Szybko stała się na Podhalu legendą – turyści przyjeżdżają podziwiać pejzaż i próbować jagnięciny, prawdziwej góralskiej kwaśnicy i żuru. – Oczywiście miał smakować tak jak w dzieciństwie – śmieje się Jan. Odwiedzali więc i wypytywali starych górali, ale żur wciąż nie wychodził. W końcu z pomocą Andrzeja Bogacza, mistrza kuchni, odkryli sekret – zakwas trzeba nastawić na grubo mielonej mące.

 

Szałasy pod gwiazdami

Jeszcze w trakcie budowy karczmy Jan, jeżdżąc po okolicy, stopniowo odkrywał, jak niewiele zostało z tego dawnego Podhala. Dopiero po długich poszukiwaniach znalazł dom, który wyglądał jak ze wspomnień. Z grubych bali, na Podhalu zwanych płazami, chatę po „hrubym gaździe”. – W środku stała szafka ze szczeblami i wiekiem na kształt dybów – opowiada Jan. – Spytałem, do czego służyła, a górale tylko rozłożyli ręce. Nie wiedzieli.
Okazało się, że w takich szafkach trzymano cielaki, kiedy zwierzęta zimą mieszkały z ludźmi w jednej izbie. Koniec końców Jan odkupił i wyremontował ten dom tak, że Witkiewicz byłby dumny. Przy okazji wpadł na pomysł, żeby wybudować repliki bacówek. Te prawdziwe, ostatnie już szałasy na tatrzańskich halach powoli rozpadały się w pył. Odkąd powstał Tatrzański Park Narodowy, zakazano wypasu owiec. Przestały pasować do koncepcji dziewiczych gór, a bacowie ruszyli z owcami… w Bieszczady.
– Gapiłem się nocami w Tatry i niebo, myśląc, że dobrze byłoby się tym widokiem podzielić – mówi Janek. Marzyło mu się połączenie tradycji z nowoczesnością i bacówki znakomicie do tego pasowały. 
Na podstawie inwentaryzacji architektonicznej, z pomocą jej autora – Stanisława Karpiela, znanego narciarza i architekta zakopiańskiego – na polanie Szymkówka stanęły 
w końcu repliki. – Tyle że o dziesięć procent większe – zastrzega Jan. – Potrzebne było miejsce na łazienkę. I na wygodne łóżko w górnej sypialni.
 

Stół jak marzenie

Od pomysłu do realizacji minęło osiem lat. Bacówki, tak jak chcieli, są stylowe i nowoczesne. Ale do mebli trzeba było znaleźć kolejnego pasjonata. Bo o tym, jak wyglądał tradycyjny góralski stół, do niedawna można było się dowiedzieć jedynie z książki „Zdobienie i sprzęt ludu polskiego na Podhalu” Władysława Matlakowskiego. Wydana w 1901 roku jest biblią wszystkich miłośników kultury góralskiej. Na rycinie siódmej widać stół – już wtedy uważany za historyczny – z jaworową stolnicą wyciosaną z jednego kawałka drewna i nogami mocowanymi na zastrzały. Andrzej Dzierżęga, bukowiański stolarz z dziada pradziada, na widok książki podrapał się po głowie: – Tego się nie da zrobić z rysunku. Kilka stron dalej była inna rycina, samego blatu – z drzewa wykładanego cisem przewybornej roboty, z rysunkiem gołębicy jako Ducha Świętego. – Może jakbym taki stół gdzie zobaczył, wymiary zdjął, wiązanie obejrzał? – skwitował stolarz. 
Jan z książką pod pachą pojechał do Muzeum Tatrzańskiego. – Szukam takiego czegoś – wskazał na rycinę.  – Toście dobrze trafili – usłyszał w odpowiedzi. W zbiorach muzeum jest oryginalny, XIX-wieczny stół. Andrzej Dzierżęga studiował konstrukcję kilka tygodni. Chyba żaden góralski mebel nie był tak dokładnie obmierzony. Wykonanie prototypu zajęło ponad pół roku. Ale udało się! Dzisiaj na tych stołach paruje o poranku kawa. Mgła liże Tatry, ogień huczy w kominku, a przed szałasem drepczą owce. Zupełnie jak za dawnych lat. 
 
 
Dziękujemy Janinie Rzepce, jedynej w Polsce Bacowej, za serce i pomoc w realizacji sesji. To jej owce są na zdjęciach i jej zaczęta robótka – wełniane góralskie skarpety. Przepyszne oscypki i bunce też są od Janinki.
kontakt do właścicieli: www.szymkowka.pl
 
 
TEKST Grzegorz Kapla   zdjęcia Rafał Lipski   stylizacja Agata de virion
reklama