Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button


Skandynawski styl na Mazowszu

W salonie styl skandynawski miesza się z różnymi dodatkami. Ewa miesza style: trzymetrowy kolonialny stół, przy nim krzesła od miejscowego stolarza. Pledy, poduchy, ceramika od Ib Laursena. Zielony stołek pamięta pierwsze wspólne mieszkanie Ewy i Marka. A oświetlają to wszystko lampy z IKEA, przemalowane przez znajomego lakiernika samochodowego. Zdjęcia: Aneta Tryczyńska, Stylizacja: Anna Olga Chmielewska, Ewa Szymczak  
 
 

Kto tu mieszka?
Ewa Szymczak - jej pasją jest wyszukiwanie i fotografowanie pięknych rzeczy. Od trzech lat prowadzi blog mintyhouse.blogspot.com i sklep internetowy sklep.mintyhouse.pl. Ma męża Marka, córkę Igę, synów: Franka i Ignasia. A także trzy psy i trzy koty.
Ewa Szymczak zawsze otaczała siebie i swoją rodzinę ładnymi przedmiotami. Najpierw tylko dla przyjemności.

Marzenia o domu w stylu skandynawskim
– Gdy przez niezasłonięte okna zobaczyłam mieszkania Duńczyków, miałam ochotę rozpakować walizki i zostać – opowiada Ewa Szymczak o swojej pierwszej podróży do Danii. Zawsze kochała skandynawskie wzornictwo, miłość zaczęła się od IKEA. – Ale tam doznałam szoku, że tak blisko jest kraj takich cudów. Małe domki z przemyślanym każdym detalem. I ta nieodparta potrzeba dekorowania otoczenia, od ławki w ogrodzie po przykuwające wzrok przedmioty na parapetach – opowiada.

Urządzanie miejsca, w którym wszyscy mają dobrze się czuć
Budowali wtedy z Markiem dom, a Ewa nie pracowała. Bo gdy przyszło na świat drugie dziecko, zdecydowała się zostać w domu. Wcześniej zawsze jej praca była związana z plastyką, z urabianiem materii. Prowadziła pracownię ceramiczną w warsztacie terapii zajęciowej, a potem robiła dekoracje na różne uroczystości. – Trudno mi sobie było wyobrazić powrót do „normalnej” pracy – śmieje się. – No i chciałam, żeby dzieci nadal miały mamę w domu.

reklama


Zawsze starała się, by dom był miejscem, które ładnie wygląda i w którym można się dobrze poczuć. Teraz urządzanie tego nowego pochłonęło ją bez reszty. I oczywiście po wiele pięknych przedmiotów postanowiła wrócić do Danii. – Jak tylko nadarzyła się okazja, zapuszczałam się do sklepów i polowałam – opowiada. – Zanim się przeprowadziliśmy, miałam cały pokój zapakowany po sufit.

Mikser czekał dwa lata w pudełku na nową kuchnię. Wszyscy mówili: masz taki fajny nowy, a kręcisz tym starym. Znajomi się śmieją, że z Danii przywiozłam nawet stare drewniane drzwi. Teraz używam ich jako blatu w sesjach zdjęciowych.

Blog i sklep - z miłości do stylu skandynawskiego
Robiąc zakupy w duńskich małych sklepikach, Ewa marzyła o własnym. Aż któregoś dnia mąż powiedział: – Proszę bardzo, masz blog. Chwilę potem powstał sklep, a obie te wirtualne przestrzenie to po prostu Minty House. Dziś sama pisze blog i obsługuje sklep internetowy, głównie ze skandynawską porcelaną.

Blog służy pokazaniu tych rzeczy i podpowiedzeniu, jak można je wykorzystać, na przykład... zrobić dekorację w łyżce wazowej. Na co dzień w domu jest dość pusto. Bo do stworzenia przytulnej atmosfery nie potrzeba wielu rzeczy. Wyjątek to kuchnia. – Ale to też przedmioty używane na co dzień – podkreśla. Tylko Maryjka po babci niczemu oprócz dekoracji nie służy. – No, może jeszcze wprawianiu mnie w drżenie, bo stoi na szafie, a jeden z moich kotów, rudy maine coon Dragon, lubi tam wskakiwać – mówi Ewa.

Dekorowanie domu na różne okazje
Uwielbia dekorować dom prostymi rzeczami. Dlatego na Boże Narodzenie ozdobiła stół cebulkami obłożonymi orzeszkami i laskami cynamonu.

Przedszkole syna jest przy lesie, więc odbierając go, schyla się po szyszki, suche gałązki. – Wystarczy otworzyć oczy i docenić na przykład jagodzinę, z której opadną listki. – Wszyscy myślą, że mam superfajnie – śmieje się. – A ja czasem w nocy piekę, żeby rano sfotografować nową porcelanę z czymś apetycznym.

Zdjęcia stały się dla Ewy bardzo ważne. To jej pasja, a nie tylko narzędzie do pokazania produktów w sklepie.

Aranżacja wnętrz bez prowizorki
Każda rzecz w domu jest wymarzona albo ma swoją historię. – Teraz ludzie żyją szybko i chcą się wprowadzić do mieszkania wykończonego na tip-top, w którym dekorator nawet kwiatek postawił im tam, gdzie ma stać. A przecież dopiero mieszkając w domu, z czasem wiemy, gdzie co powinno się znaleźć.

Zamiast otaczać się prowizorką, lepiej poczekać. My czekaliśmy pół roku na trzymetrowy indyjski stół, aż został przeceniony i mogliśmy go kupić. Ewa nie szaleje z kolorami. – Ludzie się dziwią, że mam szare ściany – opowiada. – A ja wolę kolory w dodatkach, to bezpieczniejsze i tańsze rozwiązanie. Wystarczy od czasu do czasu zmienić poduszki czy porcelanę na półce i już wnętrze nabiera innego charakteru.

– Kiedyś można było o mnie powiedzieć: perfekcyjna pani domu. Teraz już nie, ale ja tego nie żałuję – wyznaje ze śmiechem. – Nadszedł czas realizowania własnych pomysłów. Dla dzieci nic się nie zmieniło, bo nadal mają mnie pod ręką. Czasem tylko muszę tupnąć nogą i zawołać: „Słuchajcie, jestem w domu, ale jestem w pracy!”.

Tekst: Dorota Jastrzębowska 
Zdjęcia: Aneta Tryczyńska  
Stylizacja: Anna Olga Chmielewska, Ewa Szymczak

ZOBACZ TAKŻE: Prowansja w szarościach? Jak najbardziej

Weranda Country nr 3/2014

Zobacz również: