Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Gościnna stodoła

Gościnna stodoła Zdjęcia: Rafał Lipski, Stylizacja: Kasia Mitkiewicz  
 
 


Są żeglarzami, więc nie boją się głębokiej wody i skakania na główkę. Skok na Mazury okazał się jednak nie tylko wielką przygodą, ale i lekcją życia. Uczniowie: Krystyna i Artur. Nauczycielka: Glendoria. Egzamin: zaliczony. Ocena: piątka z plusem.

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. – Właściciele bardzo chcieli sprzedać gospodarstwo – wspomina Krystyna. – A że moi rodzice mieli dom po sąsiedzku, namawiali nas do zakupu. Byliśmy wtedy z innej bajki – dodaje. Ona (psycholog) pracowała w koncernie, a Artur (polonista) w agencji reklamowej. Oboje żeglarze, Artur na dokładkę nurek, więc wakacje spędzali nad Morzem Śródziemnym i tylko w weekendy wpadali do rodziców. Bóg raczy wiedzieć, dlaczego w końcu kupili ten kawałek ziemi ze starymi ruderami. W Ględach na granicy Warmii i Mazur. Myśleli, jak to mieszczuchy, że życie na wsi jest proste. Ale szybko dostali kilka lekcji pokory.

LEKCJA I

15 lat temu stanęli pośrodku działki, zastanawiając się, od czego zacząć. Zaczęli od żużlu. Wyrzucili go z podwórka, przy okazji wykopując setki starych opon. Zachodzili w głowę, skąd u licha, wzięło się ich aż tyle, ale kiedy w stawie odkryli połowę szoferki stara, przestali dziwić się czemukolwiek. Oczyścili staw i zasiali trawę. A potem w starej oborze urządzili strusiarnię. Mieli gotowy, zdawało się, idealny plan: będą hodować 50 ptaków.

reklama

– Nie wystarczy przeczytać poradnik „Nauka hodowli strusia w weekend” – żartuje Krystyna. Ptaków przetrwało pięć i biznes upadł, ale do dziś ta gromadka dobrze się miewa. – A my już wiemy, że nawet hodowla kurczaków wymaga znajomości rzeczy – dodaje.

LEKCJA II

Postanowili więc zrobić coś, na czym znają się lepiej. Na pobliskim jeziorze Nurie Artur otworzył szkołę nurkowania.

Dla kursantów postawili solidne niemieckie wojskowe namioty i fajnie je urządzili. W oborze obok zrobili łazienki. Ale i tym razem nie wyszło. Tylko garstka przyszłych nurków miała ochotę mieszkać w dziwnym – jak się wtedy wydawało – miejscu. Kolejna porażka też ich jednak nie zniechęciła. Byli zmęczeni pakowaniem się po każdym weekendzie i powrotami do Warszawy, więc tym razem postawili na agroturystykę z prawdziwego zdarzenia. Niemal z dnia na dzień zostawili pracę po 12 godzin na dobę. Zaczęli wszystko od początku.
 

Weranda Country nr 5/2013

Zobacz również: