Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Powrót na Mazury

Galeria na werandzie: meble, dla których zabrakło miejsca w domu, czekają tutaj na nowych właścicieli. Zdjęcia: Paolo Volponi/agencja Orzeł, Stylizacja: Monika Płecha  
 
 


Od kiedy Monika zamieniła Sardynię na Hutę Wielką, nie może opędzić się od dobrych pomysłów. Robi meble, chce otworzyć galerię, a w kolejce czeka już ekofarma.

To była poważna decyzja. Monika postanowiła wrócić w rodzinne strony i zostawić Sardynię, gdzie mieszkała od lat. Kupiła gospodarstwo w Hucie Wielkiej, która jakby na przekór nazwie jest malutką wioską na Mazurach. Na początku myślała, żeby zająć się agroturystyką. Jednak wieść o oryginalnych meblach, którymi urządziła dom, rozniosła się po okolicy.

Na Sardynii kilkanaście lat wcześniej poznała, jak mówi, najlepszego na świecie stolarza, od niego „uczyła się drewna” i tego, jak je odnawiać niezbyt popularną w Polsce metodą piaskowania. „Samotna kobieta? Mowy nie ma, nie da sobie rady” – sąsiedzi kręcili głowami, kiedy składała wniosek o dofinansowanie z unijnego projektu „innowacyjny pomysł”. Pieniądze na piaskowanie dostała i biznes ruszył. Teraz myśli już o kolejnym – galerii wnętrz w Ostródzie i stworzeniu ekofarmy, gdzie hodować będzie… simentalskie bydło.

reklama

Ale na razie to drewno zawróciło jej w głowie. Wystarczy, że spojrzy i już w starym rupieciu widzi dostojny zielony kredens  z ornamentem na bocznych ściankach. A w fotelu bez nogi – królewskie siedzisko w błękitach. W tym domu meble dostają nie tylko nowe życie i kolor, lecz także imiona. Szafa przywieziona z opuszczonego szpitala została Aptekarzem, a kredens, którego właścicielem był przedwojenny adwokat – Prawnikiem. Czasem starocie przywiozą klienci, ale większość skarbów wynajduje w okolicznych domach i stodołach. Jest też mistrzynią internetowych licytacji.

W jej domu nic nie ma stałego miejsca. Kiedy pojawia się nowy mebel, inny ląduje na werandzie, gdzie urządziła niewielką galerię. Ale są przedmioty, których Monika nie wypuści z rąk, jak chociażby witryna z jesionowego drewna na porcelanowe skarby. Z lekko zaokrąglonym zwieńczeniem i dwiema szufladami, piaskowana i bielona.

Pasją mamy zaraziły się też dzieci. Same decydowały o tym, co ma stanąć w ich pokojach. 11-letnia Maria Chiara zażyczyła sobie niebieskiej jak niezapominajka szafy, która kiedyś była składzikiem na narzędzia w pewnym garażu. 10-letni Vincenzo z kolei upodobał sobie niechciany fotel. Pomagał nawet przy renowacji, a teraz szuka idealnej tkaniny. Dzieciaki towarzyszą też mamie w kuchni, bo w tym domu sporo się gotuje. Jeśli warzywa, to tylko ze swojego ogrodu, jeśli owoce, to te z drzewek rosnących w ich ogrodzie.

– Odkąd zamieszkaliśmy na Mazurach, dzieci nie wyobrażają sobie rosołu innego jak z własnej kury, na wszelkie „gotowce” kręcą nosem: nie tak pachną, nie tak smakują – tłumaczy. – Ulubione danie? Swojska kaczka z jabłkami. Idealnie pasują do niej konfitury z żurawiny, którą Monika sama zbiera na bagnach.


Tekst: Agata Balak
Stylizacja: Monika Płecha
Zdjęcia: Paolo Volponi/agencja Orzeł

Pracownia Piaskowania i Renowacji Mebli
Monika Płecha, tel. 506 680 181
www.meblepiaskowane.pl

Weranda Country nr 3/2013

Zobacz również: