Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Przygarnięte siedlisko

Przygarnięte siedlisko Zdjęcia: Aneta Tryczyńska, Stylizacja: Dorota Zalewska  
 
 


Scenariusz miał być taki: wyremontować stary dwór i zostać tam z całą końską menażerią. Po drodze przyplątało się jednak gospodarstwo, którego nikt nie chciał.

Malownicza wieś pod Krakowem. Okolice kojarzą się z bajkowym toskańskim krajobrazem. Romantyczny, chylący się ku upadkowi dwór był już w trakcie generalnego remontu. Nawet trochę przypadkowy zakup „banalnego” gospodarstwa w niedalekim sąsiedztwie nie psuł harmonogramu prac. Kasia i Tomek kupili je dla pracowników zatrudnionych przy remoncie i pracach gospodarskich we dworze. No i dlatego, że mają bujną wyobraźnię i nawet w niezbyt atrakcyjnych rzeczach widzą ukryte – niekiedy bardzo głęboko – piękno. Faktycznie, tu fantazję trzeba było mieć wybitną: gnojówka podlewała strasznie zaniedbany dom z niezagospodarowanym poddaszem.

Wszystko miało być zrobione szybko i tanio, żeby działało. Tyle że któregoś razu weszli na to niezagospodarowane poddasze i… wtedy się zaczęło. – Jak to Krakusy mamy straszną słabość do starych kamienicznych strychów. Zawsze marzyłam, żeby taki mieć – opowiada Kasia. I nagle ten nijaki dom zaczął się im niezwykle podobać. A w projekt zaangażowała się cała rodzina (architekci od pokoleń), jednego dnia – kolektywnie – wymyślali, drugiego ekipa stawiała.

reklama

– W domu musi dziać się pewna historia. Dobrze, gdy idąc od progu, odnajdujemy nowe zakamarki, to ma być jak przygoda – mówi Kasia, architekt wnętrz. Tego nauczyła się od swojej pierwszej nowojorskiej szefowej, Laury Bohn. W jej domu zakamarków i niespodzianek jest sporo. Główna kuchnia, tzw. letnia, to dawna chlewnia. Z pięknym betonowym sklepieniem Kleina i wybrukowaną prawdziwym klinkierowym brukiem podłogą, która kiedyś była glinianym klepiskiem. Ciekawa jest też kuchenna wyspa na kółkach – amerykańskie wspomnienie.

– Projektowałam ją z myślą o Laurze, która uwielbiała elipsy – tłumaczy Kasia. Wprawdzie wyspy nie da się przesunąć, bo jest potwornie ciężka, ale wrażenie lekkości pozostało. Ten dom był wymyślony zupełnie inaczej niż dom na całe życie. Z większym luzem i dystansem. Jak dom weekendowy czy wakacyjny. Ma wiele niepowtarzalnych rozwiązań. Na przykład – na życzenie właścicielki – otwartą sypialnię. Kasia na początku próbowała dorobić do tego ideologię, że taka sypialnia jest sexy. Tyle że zwykle nocuje tu sporo gości, a ostatnio na piętro przeniosło się ich dziecko – określenie „sexy” ma więc raczej posmak żartu. Przestrzeń sypialnio-łazienki dzieli meblowo-murowany słup, taki kombinat, w którym mieści się kabina prysznicowa (od strony sypialni – TV) i ażurowa szafa. Dość szybko się jednak okazało, że to nie całkiem praktyczne rozwiązanie, bo oglądanie telewizji, gdy druga osoba bierze prysznic, jest prawie niemożliwe. Dźwięk elektrycznej szczoteczki do mycia zębów też sexy wcale nie jest!
 

Weranda Country nr 2/2013

Zobacz również: