Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Chatka za wsią

Chatka za wsią Zamiast podłogi było klepisko. Tu się nie udało zastosować wabi sabi. Genialnym wynalazkiem okazała się prosta betonowa wylewka pociągnięta bezbarwną żywicą. Jedyna ozdoba to dyskretne łemkowskie ludowe wzory. Zdjęcia i stylizacja: Aga Błażowska  
 
 


Jeszcze niedawno Paweł przychodził tu na spacery, żeby popatrzeć na połoniny. Dziś siada w fotelu przed kominkiem i ma je jak na dłoni.

I życie Pawła, i jego dom mają w sobie coś z wabi sabi. Co to takiego? Japońska tradycja dostrzegania piękna we wszystkim, co niedoskonałe. Filozofia, według której należy cieszyć się życiem takim, jakim ono jest i widzieć urok przemijania, cenić zmiany, jakie nieuchronnie niesie czas. Mogą to być zmarszczki i siwizna, może być patyna, rdza, rysy czy pęknięcia desek. W domu inspiruje do stworzenia czegoś na kształt „wiejskiego minimalizmu”. Jak na Brzozowcu, bo tak się tutaj mówi na ten przysiółek.

Właściwie to dom sam znalazł sobie pana. Paweł, gdy tylko się dało, uciekał z wielkiego miasta, w którym mieszka, do rodzinnej wsi. A tam chodził na spacery zawsze w to samo miejsce – na górę, żeby popatrzeć na wysokie Bieszczady. Po drodze mijał staruteńką, rozsypującą się chałupę. Aż kiedyś usłyszał od rodziców, że „Hanka, ta od tego domu, to się rozwodzi i musi go sprzedać i czy może zna kogoś, kto by ją chciał, oczywiście chałupę, a nie Hankę, bo działka ładna”. Paweł tylko na rodziców popatrzył i powiedział, że on kupi. Dom na odludziu, okolica zawsze mu się podobała, nie ma co się dłużej zastanawiać. Rodzice nie kryli zaskoczenia: „Oszalałeś?! Tu w zimie ciężko dojechać, a dom się sypie”. Ale gdy Paweł się na coś uprze, trudno go od tego odwieść. Nie minęły dwa tygodnie, a był już właścicielem „rudery”.

reklama

Z remontem, o dziwo, uporał się bardzo szybko. Może dlatego, że wiedział, czego chce: zachować stare drewniane ściany i drzwi, które tak go urzekły. I broń Boże nie upiększać sztucznie rzeczy, które same w sobie są niezwykłe (zgodnie z wabi sabi oczywiście).

Poza tym poszczęściło mu się z fachowcem – trafił za pierwszym razem na znawcę chat ze świerkowych bali. Pan Mariusz wyremontował już kilka takich domów, a nawet pomagał w przenoszeniu ich z miejsca na miejsce. Gdy więc okazało się, że jeden z dolnych płazów chałupy cały wygnił i trzeba go wymienić, dobrze wiedział, jak to zrobić, żeby nie zdemolować domu. Resztę ścian wystarczyło oczyścić ze starego glinianego tynku i słomy. Zostały po nich charakterystyczne ślady – rzędy dziurek – taki certyfikat oryginalności. Potem chałupę zaimpregnowano, ocieplono i można było w niej zamieszkać.
 

Weranda Country nr 2/2013

Zobacz również: