Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button


Zielona chatka

Zielona chatka Zdjęcia i stylizacja: Aneta Tryczyńska  
 
 


Przebyłam właśnie cztery tysiące kilometrów. Podziwiałam prawdziwe cuda natury i rąk ludzkich. Ale kiedy zobaczyłam swoją chatkę, oniemiałam! Tutaj mam raj na ziemi.

Kiedy pierwszy raz przekroczyłam próg Zielonej Chatki, od razu wiedziałam, że mieszka w niej dobry duch poprzedniej właścicielki, 92-letniej staruszki. Poczułam ciepło buchające z pieca i atmosferę prawdziwego domu. Dlatego zostawiliśmy kilka przedmiotów, które do niej należały: święte obrazy, laskę i pogięty parasol. Na starych fundamentach postanowiliśmy zbudować własną historię tego miejsca.

Zaczęliśmy od gruntownego remontu. Początkowo myślałam, że ściany w środku zostawimy takie, jakie są, że tylko trochę je odrapiemy, obtłuczemy i pobielimy. Chciałam mieć takie „śródziemnomorskie” klimaty. Niestety, zapomniałam, że mój mąż to perfekcjonista. Nie podpisałby się pod fuszerką i przez całe lato prosto po pracy jeździł do Chatki. Szlifował stragarze, czyścił okiennice, zrywał tynki, cyklinował podłogi, malował…

Całą litanię prac mogłabym tutaj wyśpiewać. A ja drobiłam nogami i czekałam na swoją kolej, na swoje „pięć minut”, żeby jak najprędzej wprowadzić pomysły w czyn. Białopastelową układankę. Stąd lifting przeszła ciemnoorzechowa szafa, jedyny mebel, jaki tutaj zastaliśmy. Pobieliłam ją i ozdobiłam portretami niby-przodków. Przy okazji wymyśliliśmy, by kiedyś zrobić sobie taką sesję retro. Grzegorz z przedziałkiem pośrodku, a ja w aureoli z warkocza.

reklama

Hurtowo wręcz zwożę tu kolorową porcelanę, upolowaną na targach staroci, i emaliowane garnki, bo tylko one nadają się na płytę pieca. Mam galerię ze świętymi obrazami, ci święci to nasi duchowi opiekunowie. Kiedyś w wiejskich chałupach chwalono się takimi obrazami – świadczyły o pobożności gospodarzy i odbytych pielgrzymkach do miejsc świętych.

Życie nasze dzienne toczy się albo w kuchni, albo na podwórku. Pierwsza była szczawiowa, choć jeszcze nie w Chatce, ale z Chatki. Tuż po tym, jak ją kupiliśmy, robiłam rekonesans po włościach i zebrałam sporo szczawiu – tego dnia w domu była najprawdziwsza polska szczawiowa. Prawie wcale nie gotujemy na kuchence gazowej, bo najbardziej smakuje nam jedzenie z pieca. Jajecznica z blachy. Grochówka. Maca. Pycha! Uwielbiam fuchę przy garach.

Żyjemy bez łazienki i bieżącej wody. Dla wielu to nie do pomyślenia. Wiadomo, że gdybyśmy na co dzień musieli tak sobie radzić, to nie byłaby bajka, ale my przecież spędzamy tu weekendy, wakacje i ferie. Dlatego jako odskocznia od cywilizacji te warunki sprawdzają się jak najbardziej. Dzieci są zachwycone, gdy wieczorem przygotowujemy kąpiel w wielkiej cynowej balii. Bucha kuchenny piec (potrafimy osiągnąć w Chatce iście tropikalną temperaturę 29 stopni), a na nim grzeje się woda we wszystkich możliwych garnkach. Zapalamy lampiony i romantyczny klimat gotowy.
 

Weranda Country nr 6/2012

Zobacz również: