Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Galeria po młynie

Galeria po młynie Zdjęcia: Marek Szymański, Stylizacja: Kasia Mitkiewicz  
 
 


Szukali swojego miejsca na końcu świata, w pustynnej Australii, a ono czekało na nich tuż obok, niedaleko Warszawy.

Julita i Paweł Sanderowie, malarze, z Warszawy uciekli w czasie stanu wojennego, jak najdalej się dało – do Perth, na drugi koniec świata. Wrócili dopiero po 15 latach, bo zamarzyli o stworzeniu swojego prywatnego parku narodowego.

– Napatrzyliśmy się, jak Australijczycy dbają o przyrodę i też chcieliśmy ocalić choć malutki fragment świata – mówi Julita. Tych parunastu hektarów ziemi szukali po całej Polsce, a trafili do Wilczorudy nad rzeką Jeziorką, 50 kilometrów od Warszawy.

– Było wrześniowe, słoneczne popołudnie, takie jak dziś. Pamiętam, że urzekło nas to miejsce i jego historia – wspomina Julita. Ruszamy więc (z ukochanymi psami: Szaką, suczką wziętą z przytułku, i przybłędą Mietkiem) na spacer po okolicy.

reklama

Przystanek I: Rzeka Jeziorka. Pachnie dzika mięta, stuletnie wierzby pochylają się nad wodą. W 1920 roku powstało tu niewielkie gospodarstwo. Jego sercem był młyn napędzany wodą spiętrzaną na rzece. Julita pokazuje ruiny porośnięte trawą. W międzywojniu miejsce to było modnym wśród warszawiaków letniskiem. Już widzę tłumek mieszczuchów w śmiesznych majtasach na szelkach kąpiących się w Jeziorce. Panie w kapeluszach czytają pod gruszą powieści Dołęgi-Mostowicza, a roześmiane dzieci grają w serso.

Przystanek II: – Gdzieś tutaj – mówi Julita, pokazując miejsce niedaleko młyna – była za okupacji mała elektrownia wodna. Zbudował ją jeden z mieszkańców, żeby słuchać radia i odbierać informacje o zrzutach dla powstańców, które odbywały się w okolicy. Ale w latach 60. młyn spłonął i gwarne życie zaczęło cichnąć. – Może i trochę szkoda, ale przyroda na tym skorzystała – twierdzi Julita.

Przystanek III: Dzika łąka. Już o 6 rano Paweł przychodzi tu z kosą. Zawsze tak ścina trawę, bo nie znosi warkotu kosiarki. Czasem maluje obraz albo wraca do rzeźby Świętowita, którą robi już od paru lat.
 

Weranda Country nr 6/2012

Zobacz również: