Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Trzcinowe wzgórza

Trzcinowe wzgórza Zdjęcia: Jan Brykczyński, stylizacja: Kasia Mitkiewicz  
 
 


Dwie rodziny zapraszają do niezwykłego miejsca na granicy Warmii i Mazur. Na gości czeka prawdziwa uczta zmysłów.

Znają się prawie od kołyski, a dokładnie od czasów, kiedy mieli po siedem, osiem lat i zaczęli wyjeżdżać razem na obozy żeglarskie. A żagle to poważny sport – łączy ludzi na całe życie. Tak było i tym razem. Dzisiaj Agnieszka i Piotr są wciąż parą świetnych kumpli. Ich domy pod Warszawą dzieli dziesięć minut drogi, a w wakacje na wspólne wypady na żagle ciągną ze sobą swoje rodziny. Krzysztof, mąż Agnieszki, i Magda, żona Piotra przyzwyczaili się już do takiego trybu życia, a synowie: agnieszkowy Karol i piotrowy Maciek, którzy na dodatek są w tym samym wieku (osiem lat), uważają się za braci.

Parę lat temu Piotr zwiedzał okolicę i wtedy trafił tu, do Trzcina. Kiedy zobaczył podupadłe gospodarstwo w magicznej dolince pośród łąk i pól, wszystko potoczyło się jak w niemym filmie.

reklama

Bez słowa podjechał, wysiadł z samochodu i zapukał do drzwi. A potem zapytał, czy mógłby kupić dom. Mieszkający tu pan Roman z rodziną od lat ledwo wiązał koniec z końcem, więc zgodził się natychmiast. Piotr rozpoczął remont. Początkowo miał to być dom dla rodziny i przyjaciół, w którym można by błogo spędzać rodzinne święta albo poszaleć w sylwestrowe noce. Wtedy do projektu dołączyła Agnieszka. Nad małym domkiem dobudowali piętro z sypialniami, na dole zrobili rustykalną kuchnię, a w kurniku jacuzzi i saunę. Domy z zewnątrz obłożono polnymi kamieniami, zaczął powstawać ogród-marzenie. Jak tylko zrobiło się ładnie, postanowili pójść o krok dalej i otworzyć w Trzcinie agroturystykę. Wtedy też wymyślili i wykopali stawy.

Jeden zarybili, a drugi wyłożyli kamieniami, więc jest czyściutki i można w nim pływać. Ale i tego było im za mało. Ani goście, ani właściciele nie mogą przecież się nudzić, więc powstały Domy Konesera. Stodołę przerobiono na salę koncertową. Mąż Agnieszki, Krzysztofa, to śpiewak operowy (bas baryton). Sam chętnie śpiewa w czasie wieczorów pięknych pieśni i zaprasza znajomych, wybitnych muzyków, by także wzięli w nich udział. Ostatnio przedstawili „Księżniczkę Czardasza”. Agnieszka organizuje też muzyczne lekcje dla szkolnej dziatwy z okolicznych miejscowości. Już 600 dzieciaków miało okazję posłuchać muzyki Chopina i ciekawych o nim opowieści. Tymczasem Piotra kręcą jeszcze inne żagle, powietrzne – też kawał tkaniny, tylko jakby bardziej okrągły i wypełniony gazem. Jest pilotem balonów, a Agnieszka organizuje balonowe pikniki.

W Domach Konesera uczta dla ducha trwa nieustannie. Gospodarze naprawdę się starali, żeby było pięknie. – Przez ostatnie lata już od świtu Magda buszowała po internecie, a Piotr po targach, żeby fajnie to miejsce urządzić – wspomina Agnieszka. – Niedziela, 3 rano, dzwoni Piotrek: „To co, jedziemy po ten stół?”. „No nie wiem, bo chyba pada deszcz”, odpowiadam. Ale za chwilę oddzwaniam: „To może jednak jedźmy”. Po pięciu takich telefonach rozbudzony Krzysztof mówi: „To ty już wreszcie jedź”.

Ale i o potrzebach ciała tu nie zapominają. W Trzcinie można zjeść smacznie i zdrowo. Wykłady o dobrej diecie prowadzi doktor medycyny holistycznej Grażyna Duszkiewicz, a kuchnia miejscowa przeplatana jest warszawską. Furorę robi „zagraj” – pyszna zupa na wędzonce. Jak być prawdziwym koneserem, to w każdej dziedzinie. We wrześniu w trzeciej edycji konkursu „Hotel przyjazny rodzinie” Domy Konesera dostały nagrodę główną w kategorii – najlepszy pensjonat dla rodziny.


Tekst i stylizacja: Kasia Mitkiewicz
Fotografie: Jan Brykczyński
www.koneser-house.pl

Weranda Country nr 6/2011

Zobacz również: