Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Madonna od upałów

Siedlisko na Podlasiu Po 10 latach urzędowania w Skarżynie Viola i Marek stworzyli piękny zakątek. Zdjęcia: Joanna Siedlar  
 
 

Madonna stała u córki w szkole. Kiedy dzieci niechcący  rozbiły posąg, Viola i Marek posklejali go i postawili u siebie na werandzie. Od tej pory mają murowaną pogodę w każde wakacje.

Ludzie gadali, że poprzedni gospodarze ukryli tu złoto. Żeby je znaleźć, okoliczni mieszkańcy przekopali całe siedlisko. Z domu powyrywali okna, drzwi, zniszczyli podłogę, stropy. Rozebrali piec i zaśmiecili studnię. Kiepsko to wyglądało. A jednak Viola i Marek je kupili. Dlaczego? Wtedy mieli działkę i szukali tylko jakiegoś starego domu do przeniesienia. Objeżdżali okolicę. Ktoś powiedział, nie, do Skarżyna nawet zajeżdżać nie warto. Wszystko zrujnowane. Ale skoro już tu są, to chyba jednak warto, pomyślała Viola. Wjechali na wzgórze. Wszystko było zarośnięte chaszczami, więc nic nie było widać. Ale kiedy Viola wysiadła z samochodu i się rozejrzała, nie było już odwrotu. Rosnąca pośrodku podwórka wielka akacja podziałała na jej wyobraźnię. Zobaczyła, jak wspaniale może tu być.

reklama

 

Pierwsza majówka
 

Po zerwaniu pomalowanej na pomarańczowo dykty, którą obite były ściany, pokazały się zdrowe stuletnie bale drewniane. I to był dobry początek, ale przed nimi pracy było o wiele więcej. – Wszyscy patrzyli na nas z niedowierzaniem. Jedynie wiara w moją wyobraźnię dawała mi nadzieję, że coś z tego będzie – opowiada Viola. No i było. Już na pierwszej majówce. Na stoły pod kwitnącą akacją położyła koronkowe obrusy. Postawiła chabry w słoikach, a obok wiejskie jedzenie. Wędzone szynki, żurek w domowych chlebkach robiony na szynkowym wywarze, smalec własnej roboty w kamionkowych garnkach, wędliny i mięsa w dzieżach, wina z etykietami zrobionymi specjalnie na tę okoliczność. Wszyscy oniemieli. – To było wspaniałe. Wieś dała nam wszystko, co najlepsze – wspomina Viola. Takie majówki stały się już tradycją.

Po 10 latach urzędowania w Skarżynie Viola i Marek stworzyli piękny zakątek. On gipsował, łatał, ona malowała. – Czasem obmyślam sposób, żeby zrobić w domu coś ładnego i taniego. A kiedy dzielę się pomysłem z mężem, on mówi, że tego zrobić się nie da – śmieje się Viola. – Na szczęście jest tu pan Andrzej, złota rączka. Pomyśli, postuka, pokręci i okazuje się, że wszystko się da.
 

Mała Prowansja
 

Powstała taka mała Prowansja, w której Viola kiedyś się zakochała. Udało się dzięki ciężkiej pracy i życzliwości sąsiadów. Im mniej Viola i Marek mieli, tym bardziej im pomagali. Gdyby byli bogaci i się z tym obnosili, wbrew pozorom byłoby im dużo trudniej. A tak, oprócz słów wsparcia, dostawali receptury na wędzenie szynek, żurek, zupę grzybową. Nalewek i pieczenia chleba też nauczyli się tutaj. – To dziwne, bo choć ludzie znali przepisy na tak wspaniałe rzeczy, w ogóle ich nie robili – mówi Viola. – Potem, gdy my zaczęliśmy, oni chcieli je od nas kupować. Teraz już sami wędzą mięso, robią kiełbasy, pieką chleb.
 

Weranda Country nr 3/2008

Zobacz również: