Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Gdy kwitną pierwsze bzy

Dawniej mieściła się tu plebania. Jak się okazało, zbudowana w 1818 roku taką datę znaleziono wyrzeźbioną na jednej z belek więźby dachowej. Zdjęcia: Joanna Siedlar  
 
 


Szukał zgubionego psa, a znalazł dom. Taki z marzeń, na całe życie. Dla niego Jerzy opuścił Belgię, gdzie świetnie prosperował jako antykwariusz. Tej pasji poświęca się teraz w swej ukochanej Frankówce.

Przygoda z Frankówką zaczęła się wiele lat temu. Jerzy Ludwikowski miał w Brukseli galerię malarstwa i sztuki, a także stoisko na eleganckim targu antykwarycznym, odbywającym się w każdy weekend na brukselskim placu Sablon. I mimo nawału pracy nie zapominał o Polsce. Wracał tu regularnie. W 1989 roku, podczas jednej z podróży, gdzieś na ziemi lubuskiej zgubił się jego ukochany pies Franek. Poszukiwania długo nie przynosiły rezultatów. W końcu Jerzy odnalazł psa we wsi Poźrzadło, między Torzymiem a Świebodzinem. Ale nie tylko psa. Także dom.

Jak każdy z nas i Jerzy marzył o swoim własnym miejscu na ziemi. Wizja była precyzyjna: miejsce ciepłe, urocze, otwarte, gościnne, takie, które może dać schronienie i radość nie tylko jemu, ale też innym. Wiedział, że takie znalazł, choć dom był w bardzo złym stanie. Od lat nikt w nim nie mieszkał. Wiatr hulał, deszcz wdzierał się przez przeciekający dach.

reklama

– Jestem mieszczuchem i ta wiejska przygoda to było coś zupełnie nowego w moim życiu – zwierza się gospodarz. – Gdy kupowałem ten dom, nawet się nie zastanawiałem, ile pracy i wysiłku będę musiał włożyć w to przedsięwzięcie. Ile odkryję niespodzianek, na ile trafię przeszkód. Pierwsze lata były bardzo trudne. Jeden narożnik domu był zapadnięty w ziemię na głębokość 30 cm. Trzeba było go unieść (pomogły lewarki samochodowe i traktor) i wymienić spróchniałe belki na nowe. Więźba dachowa, mocno zniszczona przez czas i kaprysy pogody, wymagała solidnych napraw. Dachówka była w tak złym stanie, że trzeba było ją w całości zastąpić nową.

W domu pojawiła się nowa instalacja elektryczna, wymieniono okna i okiennice, odświeżono wiele detali. – We wczesnych latach 90. remontowanie nie było łatwe – wspomina Jerzy. W Polsce wielu materiałów nie można było kupić i musiałem je przywozić z Belgii. Pracy było sporo, ale Jerzy nigdy nie żałował decyzji o kupnie posiadłości. Wieś otoczona jest lasami i jeziorami. To bardzo malownicze tereny. Przepływająca nieopodal mała rzeka Pliszka pozwoliła mu zrealizować jedno ze swoich dziecięcych marzeń – stworzył na swoim terenie staw, dziś zarybiony. Wykopał również jedenastometrową studnię, ma więc swoją własną, czystą wodę.
 

Weranda Country nr 3/2011

Zobacz również: