Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Przy księżycu w Sielankowie

Sielankowo Zdjęcia: Michał Skorupski, Stylizacja: Olga Ewertyńska  
 
 

Dom w maleńkiej wiosce Iwanowo miał być powrotem do beztroskiego dzieciństwa. Drewniany, pachnący świeżym chlebem, rankiem otulony przez mgły...

Nie potrafi usiedzieć w miejscu. Zjeździł cały świat, zarabiał w wielu krajach. Ale każdy tytan pracy prędzej czy później czuje się znużony wyścigiem szczurów. I wtedy zaczyna szukać spokoju, stabilizacji, miejsca na prawdziwy dom. Nie miejski, ale w jakimś zaciszu, gdzie nie słychać tramwajów i klaksonów, a łączność ze światem można sobie samemu dawkować wtedy, gdy przychodzi ochota. W takim miejscu znalazł się niedawno pan Sławomir. Przejadły mu się podróże, zatęsknił za domem podobnym do tego, który wspomina do dziś z rozrzewnieniem. Prosty, z grubych bali, z wielkim piecem, w którym mama piekła chleb.
 

Pachnące masło i lektura przy lampie naftowej
 

Nic mu na nim nie smakowało tak bardzo, jak świeżutkie, pachnące masło ubijane w maselnicy ze śmietanki, którą babcia zbierała z mleka. Swój urok miały nawet wieczory bez telewizora, czytanie książek i odrabianie lekcji przy świetle lampy naftowej. Wspomnienia sprawiły, że Sławek zatęsknił za takim domem. Na własnym jednak nie poprzestał. Zauroczony Iwanowem, postawił w pobliżu pensjonat. Budował go z ogromną dbałością, bo zależało mu na dokładnym odtworzeniu klimatu mazurskich domostw. Przez lata skupował w okolicy stare meble i narzędzia, jakich używano dawniej w gospodarstwie: dzbany, misy, kosze wiklinowe. Część zabrał do domu, resztą ozdobił wnętrza karczmy, korytarzy i pokoi gościnnych.

reklama


Ale droga od pomysłu do realizacji nie była wcale krótka. Najpierw pomyślał o wyprowadzce do rodzinnej Galicji. Spotkało go jednak rozczarowanie. Okazała się zbyt... ucywilizowana. W poszukiwaniu atmosfery zapamiętanej w dzieciństwie zjeździł więc Polskę wzdłuż i wszerz. Wciąż zaskakujące dzikością Mazury i okolice znanej stadniny państwa Ferensteinów w Gałkowie okazały się ostatecznie najlepsze. O wyjątkowy klimat Sielankowa dbają Jola i Irek. Właścicieli poznali kilka lat temu, zdobyli zaufanie Sławka, zaprzyjaźnili się. Ona – ciepła i serdeczna, a przy tym znakomicie zorganizowana – pomaga prowadzić pensjonat.

On, niedościgły mistrz w przyrządzaniu dziczyzny i robieniu nalewek, jest szefem kuchni. Stali bywalcy traktują ich jak dobrych znajomych, a szef – jak członków rodziny. Wielu gości wciąż tu wraca, choć podobno w jednym pokoju straszy. Silniejsze od obawy przed spotkaniem jakiejś zjawy jest jednak łakomstwo, a konkretnie uzależnienie od racuchów z gruszkami i jabłkami podawanych w Sielankowie do śniadania.
 

Weranda Country nr 6/2009

Zobacz również: