Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Święta u Emilii

Salon Kryształowe żyrandole są dekoracją salonu. Zdjęcia: Jacek Kucharczyk, stylizacja: Emilia Szostak-Dalmaz  
 
 


Żeby pogodzić to, co gra jej w sercu, połączyła dwie tradycje – polską i francuską. Emilia Szostak, kolekcjonerka pięknych i dziwnych przedmiotów, zaprosiła nas na święta do swojego domu.

Od lat mieszkam w Paryżu – ostatnio coraz częściej jedną nogą. Bo odkąd wprowadziłam się do lasu, najchętniej wcale bym się z niego nie ruszała. Zawsze chciałam zbudować dom. Przysadzisty jak grzyb – rozłożysty kapelusz na mocnej nodze. Z sufitem niskim, jak w wiejskiej chacie. Jeśli miałby być zwykły, jak w mieszkaniu, po co budować dom? Uparłam się więc na grube sosnowe belki i modrzewiowe dechy, którymi został wyłożony. Żadnych gładzi i równiutkich ścian – nie wyobrażałam sobie, by nic się na nich nie działo.

Kiedyś pewien znajomy powiedział, że w mojej barokowej chacie człowiek czuje się jak na nieustających wakacjach. Po 20 latach życia w Paryżu chciałam uniknąć skojarzeń z męczącą metropolią. Zamarzyło mi się dużo drewna w środku i dużo drzew w ogrodzie. Dom projektowany był tak, by wyciąć ich jak najmniej (poleciało tylko jedno). Chodzę sobie teraz rano między sosnami z filiżanką kawy, bez względu na porę roku i na pogodę. Dla tych chwil, od lat, wstaję z niezmienną przyjemnością. Gdy pada, i tak mogę wyjść na zadaszony taras, położyć się na szezlongu, patrzeć na naturę i słuchać.

reklama

Dawniej stare rzeczy w ogóle mnie nie interesowały, ale gdy zaczęłam pracować w największym w Europie paryskim centrum handlu antykami, wszystko się zmieniło. Zanim jeszcze zarys domu powstał w mojej głowie, już zaczęłam go urządzać. Na pchlich targach Paryża, Warszawy, Brukseli wychwytywałam wszystko, co mogłoby go upiększyć. Upychałam potem zdobycze po piwnicach rodziny i znajomych. Instynktownie wpadały mi w oko przedmioty, które choć różne, układały się w całość. Niektórzy mówili, że od ilości rzeczy i ich mezaliansowych połączeń minimaliści mogą dostać zawrotu głowy.

Kryształowe żyrandole na rustykalnych belkach, gastronomiczny zlew z zawieszonym nad nim olejem na płótnie zamiast zasłonki, żwir rzeczny wysypany na podłodze. Ten dom to moje ciche królestwo. W naszym paryskim mieszkanku w XV dzielnicy najczęściej urzęduje mąż. Gerard jest Francuzem – nie można go pozbawić ojczyzny. Jak prawdziwa europejska rodzina kursujemy więc między francuską stolicą a podwarszawską wsią, i mamy się z tym dobrze. Gdy byłam daleko od Polski w czasie Bożego Narodzenia, robiło się ckliwo i tęsknie. Teraz już się tego smutku wyzbyłam.
 

Weranda Country nr 1/2010

Zobacz również: