Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button


Pod gruszą w Uroczysku

Uroczysko na Mazowszu Właściciele starają się o certyfikat gospodarstwa ekologicznego Zdjęcia: Marek Szymański, Stylizacja: Kasia Mitkiewicz  
 
 


Niedaleko od Warszawy, a tak jakby na końcu świata. Latają świetliki, kumkają żaby, śpiewają ptaki.

Wizytówka Uroczyska zaczyna się nietypowo – od tego, czego w nim nie ma. A więc TV sat. (prawdę mówiąc, nawet zwykłego TV brak, ale właściciele zapraszają na odwyk). Nie w każdym pokoju jest łazienka, można za to skorzystać z solarnego prysznica, który hartuje ciało i ducha. Dojazd też nie jest łatwy – GPS poddaje się przy kapliczce w polu. To trzy kilometry od Uroczyska. Co więc jest? Przyjaciel kiedyś stwierdził, że „koniec geografii tu jest”. Zachęta to czy antyreklama? Każdy odpowiada sobie sam.

Pierwsze witają nas dwie mleczne kózki oraz rogaty kozioł Bębenek. – Z jego skóry ktoś planował zrobić instrument, ale szczęśliwie uciekł spod noża – żartuje Sławek. Na spotkanie wybiegają dwie śliczne dziewczyny w kolorowych sukienkach – Ula i jej córeczka Pola. Znany w okolicy wilczur Tytus (– Ludzie już przestali go gonić i tylko od czasu do czasu pokazują nam szczeniaka i pytają, czy poznajemy, kto jest tatą), dwie czarne sznaucerki, mama Fenka i córka Demolka, siostry border collie Lily i Starka z Dębowego Wzgórza. Obok pasą się konie, są też koty i gęsi. Na koniec pojawia się Sławek z padalcem – tu wszystkie zwierzaki są mile widziane. O takim domu Ula Zygańska marzyła przez całe dzieciństwo spędzone w bloku na 9. piętrze.

reklama

Po studiach dziennikarskich dostała świetnie płatną posadę w dużej firmie. Harowała szesnaście godzin na dobę, a przez pozostałe osiem śniła o swoim raju. Za roczne oszczędności mogła kupić małą działkę pod Warszawą albo gospodarstwo kawałek za Mszczonowem – ceny malały z każdym kilometrem. Wybrała to drugie. – Wrzucałam rower do samochodu i jechałam za miasto. Zostawiałam auto przy drodze i na rowerze szukałam odludnego miejsca na dom – mówi. Wreszcie znalazła Uroczysko Kępę. Jeszcze w latach 90. mieszkali tu państwo Ziemscy.

Uprawiali ziemię, jeździli bryczką do kościoła i cieszyli się szacunkiem. Po ich śmierci gospodarstwo wystawiono na sprzedaż. Ula na swoim rowerze nadjechała we właściwym momencie. Na początku nie bardzo wiedziała, co zrobić z tą ziemią, ale kiedy pojawił się Sławek, wszystko się zmieniło. – Takie miejsce potrzebuje gospodarza, który ma pomysł, pasję i chęć do ciężkiej pracy – dodaje Ula.

Weranda Country nr 5/2010

Zobacz również: