Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Szwedzki dom pełen kolorów

 
 

Tego domu nie trzeba specjalnie dekorować na święta, wystarczy choinka, kilka porcelanowych aniołków, trochę pachnących pierniczków. Tyle tu koloru i szalonych wzorów, że można go pomylić z siedzibą elfów.

Szwedzki dom pełen kolorów

 
Dawno, dawno temu na przedmieściach niewielkiego nadmorskiego miasteczka w Skanii mieszkała z rodziną mała Karolina. Rano jego ulice wyglądały nieco tajemniczo, gdyż spowijała je gęsta mgła. Na szczęście kiedy rozwiewała się koło południa, odsłaniała alejki niskich wielobarwnych domków z pięknie zdobionymi starymi drzwiami. Kolorowe były tu płoty, meble w ogródkach, skrzynki na listy, a nawet rynny i uliczne latarnie. Mieszkańcy zdecydowanie nie lubili szarości. Babcia Karoliny (to jej portret stoi koło choinki) uparcie jej powtarzała: – Nawet kiedy będziesz duża, otaczaj się kolorami, bo one wnoszą radość i szczęście w nasze życie. Dziewczynka dorosła, wyjechała na studia, ale nie zapomniała słów babci. 
 
reklama
 
Dzisiaj w rodzinnym siedlisku w Simrishamn mieszka już czwarte pokolenie. Mały domek, chociaż biały na zewnątrz, to w środku w niczym nie przypomina typowego skandynawskiego wnętrza. Zamiast grzecznych pasteli i szarości – wściekła czerwień, jaskrawa zieleń i nasycone błękity. Tapeta z wielkimi kwiatami zdobi ściany w kuchni, za to te w salonie wyglądają, jakby ktoś zeskrobał z nich wierzchnią warstwę farby. Niemal na każdej wisi jakiś obraz – niektóre namalowała sama Karolina.

 

Trudno znaleźć tu dwa meble w takim samym kolorze

 
...a do tego wyglądają jak z różnych parafii. O tym, że na pewno jesteśmy w Szwecji, przypomina tylko rząd roześmianych porcelanowych krasnali stojących na parapecie. – Moi profesorowie na ASP powtarzali, że sztuka dekoracji polega albo na przestrzeganiu zasad, albo na ich łamaniu. Ja wolę to drugie – mówi Karolina, wspominając studia w Sztokholmie.
 
Wszyscy w rodzinie przeczuwali, że jest skazana na jakiś artystyczny zawód, bo wycinanki, malowanki i urządzanie domu dla lalek to były jej ulubione zajęcia po szkole. – Robótki ręczne były na porządku dziennym, a najbardziej cieszyliśmy się na Boże Narodzenie. Wtedy domownicy, od dziadków po dzieciaki, wycinali, kleili, lepili i składali świąteczne ozdoby – wspomina z nostalgią. A ci najstarsi opowiadali legendy o błędnych ognikach, zamkach, w których straszy, i o piratach błąkających się po Bałtyku. Oczywiście Karolina sama też podtrzymuje rodzinną tradycję. Razem z córkami i mężem co roku wymyśla, jak przyozdobić dom na święta, a tydzień przed Gwiazdką w ich salonie i kuchni praca wre niczym w fabryce Mikołaja.
 
Do rodzinnej Skanii wróciła po 15 latach. – Po dyplomie współpracowałam z kilkoma znanymi pracowniami dekoratorskimi, ale brakowało mi niezależności i czasu, dlatego założyłam niewielki sklepik z meblami i drobiazgami do domu – dodaje. Oryginalnych gadżetów było w nim zawsze sporo, szybko więc zdobyła klientów. Właściwie to rodzinny interes, bo okazało się, że Mikael – jej mąż – ma smykałkę do odnawiania mebli. Te, które udało im się znaleźć na pchlich targach albo odkryć na strychach znajomych, zamieniał w kolorowe cacka. Przykład? Kredens w ich jadalni. Jego korpus był kiedyś zwykłym wieszakiem na ubrania. Wystarczyło dorobić półki, drzwiczki, pomalować i można było ustawiać w nim kolorowe szkła i zastawę. 
 

Wyraziste wZORY i różnorodne desenie

 
Urządzając dom po rodzicach, Karolina wzięła sobie do serca rady babci. Poza wyrazistymi kolorami postawiła na nieszablonowe wzory. – To nieprawda, że różne desenie gryzą się ze sobą. Dzięki takim zestawieniom w pokoju od razu robi się przytulnie i swojsko – mówi. – Kuchnia bez fikuśnej tapety i barwnej porcelany byłaby jak sterylne laboratorium, a sypialnia bez wzorzystego dywanu, pledów i bibelotów wyglądałaby jak zwyczajny pokój hotelowy – tłumaczy. 
 
Dokładnie tak jak powtarzała nestorka rodu – kolor oznacza radość i życie. W domu Karoliny najwięcej go w salonie, gdy Mikael napali w kozie i wszyscy rozsiadają się wygodnie między poduchami na sofie. Gadają wtedy o tym, jak spędzili dzień albo zajadają się dopiero co wyjętymi z piekarnika cynamonowymi bułeczkami. 
 
 
Tekst: Monika Kaszuba
Zdjęcia: Camilla Isaksson/LIVING4MEDIA/FREE
Weranda Country 12/2017

Zobacz również: