Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Niemcy: mały domek w tajemniczym ogrodzie

W tym domu mieszkają Susanne i Manfred Barzz kotami: Baileyem i Lizzy.
 
 

To siedlisko w cieniu klonów jest nie tylko przytulnym domem. Nazbierało się tu tyle stylowych mebli i drobiazgów, że można było otworzyć sklepik. Teraz gospodarze nigdy nie narzekają na brak gości.

Ta historia zaczęła się jak setki podobnych. Młoda para z miasta szuka zacisznego zakątka z dala od cywilizacji. Łatwo powiedzieć... Dla mieszczuchów, Susanne i Manfreda, ich wymarzony wiejski dom wydawał się nieosiągalny. – Obejrzeliśmy chyba z 50 posiadłości w całych północnych Niemczech – wspominają dzisiaj.

Siedlisko wśród klonów
 

– Serce zabiło nam szybciej dopiero na widok wiekowego siedliska schowanego w tajemniczym ogrodzie wśród klonów i różaneczników – opowiada Susanne. – Zawsze marzyłam o starym domu z wysokim sufitem. Ten nam obojgu wydał się idealny – wyznaje. Jednym słowem, była to miłość od pierwszego wejrzenia. Na kupno zdecydowali się, nawet nie zaglądając do środka. Zdziwiony tym właściciel stał się więc nieufny i postanowił ponownie przemyśleć kwestię sprzedaży, przyprawiając młode małżeństwo niemal o palpitacje serca. Jeszcze tej samej nocy Manfredowi śniło się, że remontuje ten właśnie domek, a Susanne, że go urządza! Ich sny okazały się prorocze. Rano zadzwonił właściciel i przekazał im dobrą nowinę.

Budynek w środku był naprawdę zaniedbany. Wcześniej mieszkała tu starsza pani, która nie miała już tyle sił, by go naprawiać i remontować. Na drzwiach i futrynach łuszczyła się farba, a przez brudny sufit wnętrze sprawiało wrażenie ciemnego i przytłaczającego. Ale choć dom wymagał generalnego (i natychmiastowego) remontu, to od razu było widać, że to miejsce z klimatem.


Pomysły na remont domu
 

Przez pół roku Susanne i Manfred poświęcali każdą wolną chwilę na renowację. Ale oboje przyznają, że bez pomocy ojca Susanne nie poszłoby tak gładko. Z zawodu jest malarzem, z zamiłowania złotą rączką. To głównie dzięki jego pomysłom i pracy dom odzyskał dawną świetność. Nowi gospodarze odetchnęli z ulgą i zaczęli się urządzać. Mieli z tego ogromną frajdę, bo mogli bezkarnie buszować po pchlich targach.

Część mebli, które udało im się zgromadzić, odnowili sami. Na przykład komodę z 1850 roku, upolowaną na jednym z duńskich targów, czy potężny biały zegar, który przywieźli ze Szwecji.

reklama


 – Planowaliśmy wystrój tak, by każdy pokój był trochę inny. Ale mimo że lubimy starocie, nie chcieliśmy, by nasz dom wyglądał jak muzeum – tłumaczy Manfred. I nie wygląda. Dzięki kilku prostym sztuczkom. Przede wszystkim połączyli stare z nowym. Wystarczy spojrzeć na ścianę w holu, tam gdzie ustawili przedwojenną komodę.

Między fotografiami z rodzinnego albumu gospodarze powiesili modne litery z inicjałami swoich imion. W pokoiku po dawnej werandzie stanęła ludwikowska szafa przemalowana na biało, a przy niej otomana z Ikei. Obłożona lnianymi poduchami i narzutą z owczej skóry zaprasza do odpoczynku. Susanne lubi tu przysiąść z książką. Drugim sposobem na złamanie stylu było pomalowanie ścian na mocny, ciemny kolor i zestawienie go z białymi meblami, tak jak w kuchni.

Tu najważniejszym meblem jest rzeźbiona ława. Dawniej takie same służyły szwedzkim gospodyniom domowym jako łóżka do krótkiej drzemki w ciągu dnia. Na ścianie zamiast obrazków Susanne zawiesiła stare talerze. Za to stół wybrała najzwyklejszy, składany, a nad nim bardzo nowoczesną lampę.


Zawód z miłości do pracy
 

Urządzanie, a zwłaszcza wyławianie perełek spośród zapomnianych staroci na targach, poszło im tak dobrze, że postanowili przekuć swoją pasję w zawód. Otworzyli sklepik z takimi samymi dodatkami, jakie chcieliby mieć w domu. Z tyłu ogrodu Manfred zbudował niewielką, 30-metrową chatkę z białej cegły, którą nazwali Dat Sommerhus, czyli domek letni. Podobny widzieli kiedyś, podróżując po Szwecji.

Można w nim kupić porcelanę, srebra, francuskie mydła naturalne, lustra, tkaniny i małe meble, które właścicielka odnawia z oddaniem. Wiosną, kiedy w ogrodzie roztacza się zapach kwitnących różaneczników, gospodyni piecze ciasto migdałowe z maślanką, które w okolicy stało się już kulinarnym hitem. I nie wiadomo, co jest lepszym wabikiem dla gości – skarby Susanne czy jej słodkie wypieki.


______________________________

Tekst: Nora De Lon, Monika Kaszuba  
Zdjęcia: André Reuter/House Of Pictures  
Stylizacja: Miriam Hannemann/House Of Pictures
Sklepik: Susanne datsommerhus.de

Weranda Country 5/2017

Zobacz również: