Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

W cieniu czarodziejskiej góry

W cieniu czarodziejskiej góry Zdjęcia: Christine Bauer/Red Cover  
 
 


Gitta i Richard Pieck ulegli magii majestatycznego Rubihornu w Alpach. By ratować rozpadającą się siedzibę bawarskiego chłopa, porzucili kamienny dom w Prowansji.

Blisko sto lat temu Hans Castorp, bohater „Czarodziejskiej Góry” Tomasza Manna, wjeżdżał pociągiem w alpejski krajobraz, by odwiedzić kuzyna w sanatorium. Miał zostać trzy tygodnie, ale utknął w tym przepięknym więzieniu. Te same góry, doliny, lasy, łąki i potoki przyciągnęły w Alpy Gittę i Richarda. Przez lata jeździli po całym świecie, ostatnio zaś mieszkali na południu Francji, w XIII-wiecznym kamiennym domu. – Zawsze jednak kochaliśmy Bawarię – opowiada Gitta.

Nową siedzibę znaleźli u stóp potężnego Rubihornu. Rozpadający się dom z XVIII wieku od lat stał opuszczony. Typowy Bauernhaus, w którym część mieszkalna łączy się z oborą. I chociaż architekt twierdził, że przywrócenie mu świetności to praca ponad siły, która kosztować będzie fortunę, nie zniechęcił Piecków. Gitta ruszyła studiować książki o bawarskiej architekturze. Największym problemem okazał się brak oryginalnych materiałów do rekonstrukcji. Właściciele znaleźli jednak rozwiązanie: kupili inny stary dom i rozebrali. – Jakieś pięćdziesiąt lat temu w okolicy było wiele takich siedzib, które zostały porzucone. Z czasem ludzie znów się nimi zainteresowali, ale wtedy na przeszkodzie stanęło prawo. Domów – teoretycznie zabytków – nie wolno było przebudowywać ani zmieniać. Dalej więc popadały w ruinę. Ale Gitta doszła do porozumienia z władzami i remont ruszył.

reklama

Po pierwsze, całe wnętrze zostało gruntownie oczyszczone. W niektórych miejscach narosła nawet dziesięciocentymetrowa warstwa papieru i farby! Potem każdą belkę dokładnie oskrobano. – Wydawało się, że struganiu nie będzie końca – śmieje się Gitta. Przy okazji ciemną kuchnię w środku budynku zamienili w hol, a miejsce do gotowania przesunęli w stronę ogrodu, żeby łatwiej było biesiadować wśród zieleni. Ich miłość do Prowansji widać tu na każdym kroku. Całą atmosferę tworzą francuskie detale. Wystarczy kwiecista pikowana kapa czy stare lustro w jadalni, by dom od razu żył. Reszta mebli i bibelotów to mieszanka współczesności i znalezisk: od kobaltowej porcelany po świeczniki czy olejny portret.

Za domem rozciąga się ogród. Gitta nazywa go żartobliwie polem, bo na początku rosło tam tylko zdziczałe zboże. Pnie się ostro do góry, więc zaprojektowali malownicze zielone tarasy. – Sprawia dzięki temu wrażenie większego i podczas spaceru zawsze można ukryć się w jakimś zakątku – opowiada gospodyni. Bujny ogród najbardziej cieszy niemiecką wyżlicę Alinę, która uwielbia myszkować w jego zakamarkach. Jak żartuje Gitta, najchętniej pewnie poleciałaby do lasu polować, ale jest już stateczną starszą panią.

Dopiero gdy przychodzi zima, właściciele wraz z ukochanym zwierzakiem rezygnują z przesiadywania w ogrodzie. Rozpalają wtedy w oryginalnym kaflowym piecu, zamykają szczelnie trzystuletnie drzwi i czekają na wiosnę.


Tekst: Hilary Hainge/Red Cover
Tłumaczenie: Stanisław Gieżyński
Fotografie: Christine Bauer/Red Cover
www.kaufstaette-edelweiss.de

Weranda Country nr 6/2009