Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Ryba na medal

Nazywają je królewskimi nie bez powodu.
 
 
Rzadko jadamy karpie, ale jedną ucztę, bożonarodzeniową, trudno sobie bez nich wyobrazić. Choćby po to, żeby nosić potem w portfelu przez cały rok łuskę na szczęście. 
 
Brzegi Skawy, cisza, w oczeretach gniazda mają łabędzie, kormorany, czaple. W malowniczych dzikich stawach zatorskich żyją także karpie. I to nie byle jakie. Jest jesień, właśnie trwa odławianie ryb.
 
Nazywają je królewskimi nie bez powodu. Już kilkaset lat temu zajadał się nimi Bolesław Krzywousty. Pierwsze hodowle powstały w Małopolsce we wczesnym średniowieczu, a ryby sprowadzono z czeskich i morawskich opactw zakonu cystersów. Stawy kopano wzdłuż górnej Wisły, żeby dwór i krakowscy mieszczanie mieli niemal pod ręką spiżarnię zawsze pełną smakołyków prosto z wody. Już wtedy był to bardzo dobry biznes, bo poszczono znacznie częściej niż dziś, niemal przez pół roku, więc białym, delikatnym i pożywnym karpiem z powodzeniem można było zastąpić na stołach kiełbasy, dziczyznę i pieczone prosiaki. 
 
Znawcy twierdzą, że karpie zatorskie rzeczywiście są godne królewskiego podniebienia. Jasne, sprężyste mięso o ładnym świeżym zapachu, zero mulistego posmaku. To zasługa sposobu, w jaki się je hoduje: góra dwa lata, żeby ważyły nie więcej niż dwa kilogramy i nie zdążyły obrosnąć tłuszczem. Powiedzenie „jesteś tym, co zjesz” sprawdza się w ich przypadku w stu procentach – karmione są naturalnie, a jako przekąski dostają najlepsze zboża: pszenicę, jęczmień i kukurydzę, i to kupione wyłącznie od rolników w trzech sąsiadujących ze sobą gminach: Przeciszowie, Spytkowicach i Zatorze. 
 
Latem Dolinę Karpia odwiedzają tysiące turystów, najważniejszym wydarzeniem jest jednak jesienny połów. Rybacy wyciągają wtedy sieciami kilkaset ton ryb, które pływają do grudnia w wodzie z górskiej rzeki Skawy. Po to, żeby mięso było lepsze i ładniej pachniało. Karp zatorski ma tylko jedną wadę – najlepiej na zakupy wybrać się do Zatoru albo Wadowic. Poznacie go po oliwkowoniebieskim kolorze, złocistych łuskach i unijnym certyfikacie Chroniona Nazwa Pochodzenia, przyznawanym produktom regionalnym najwyższej jakości. 
 
Tekst: Krystyna Kopytko  
Zdjęcia: ARR, Marcin Karetta, Minden Pictures/FPM
reklama
Weranda Country nr 9/2014

Zobacz również: