Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Sarmackie uczty wigilijne - jak świętowano dawniej

Bez szwanku kolację przeżywali tylko najbardziej zaprawieni w bojach zawodnicy.
Bez szwanku kolację przeżywali tylko najbardziej zaprawieni w bojach zawodnicy.
Wydaje Ci się, że w polskich domach przygotowuje się za dużo jedzenia na Święta Bożego Narodzenia? To nic w porównaniu z naszymi dziadami!
 

Postne uczty wigilijne

 
Nasi szlachcice, jak wiadomo, lubili sobie pofolgować. A uczta wigilijna była najważniejszym posiłkiem w roku. To nic, że postnym – w końcu od czego kucharz ma wyobraźnię? Nazywano go postnikiem, wilią lub bożym obiadem i przygotowywano się do niego przez długie tygodnie. Bez szwanku kolację przeżywali tylko najbardziej zaprawieni w bojach zawodnicy. Główną pozycją były ryby, a królem – szczupak w winnym sosie z korzeniami.
 
reklama
 
Zamiast nieobecnych jeszcze na polskich stołach ziemniaków jedzono marchew, topinambur czy rzepę. Obok skromnej i dość paskudnej, ale uświęconej tradycją siemieniotki (zupa konopna), parowały takie specjały, jak wykwintna zupa migdałowa albo czarna potrawa, czyli polewka z krwi karpia.
 

Kultura przy staropolskim stole

 
Na deser – stara dobra kutia. Takie menu mogło skończyć się długą niestrawnością. Tym bardziej że każdego dania trzeba było choć trochę spróbować, inaczej gospodarstwu groził nieurodzaj w nadchodzącym roku. Panowie szlachta pomagali więc sobie winem, miodem i wódką. Uczta najczęściej zaczynała się od Bożego Narodzenia i trwała aż do Nowego Roku. Potem kilka dni przerwy i trzeba było szykować wątrobę na alkoholowe męki karnawału.
 
 
Tekst: Weronika Kowalkowska
Zdjęcia: Living4Media/Free, Pakamera, Biotrem, Aidtoartisans.org, Shutterstock
 
Weranda Country nr 9/2014