Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Rustykalny dom ukryty w Puszczy Kozienickiej

Zdjęcie 19/22
 
 
Na ten moment pani Aniela czeka przez kilka miesięcy. Gdy tylko zrobi się cieplej, porzucają z mężem Warszawę i przenoszą się do ukrytego w Puszczy Kozienickiej domu.
 

rustykalne Letnisko z duszą

 
Zaszyć się, zanurkować, zatopić – tak pani Aniela opisuje uczucia towarzyszące przyjazdom do domu otoczonego strzelistymi sosnami. Mieszka z rodziną w Warszawie, ale co roku wiosną przenosi się do letniska. To powrót do rodzinnych pamiątek, wspomnień z dzieciństwa i przyrody. – Jestem zatopiona w zieleni, zrośnięta z ogrodem – opowiada. – To bezcenne uczucie. A sam dom? Nie ma w nim nic na pokaz, wszystko tylko dla siebie.
 

dom, w którym Ważne są klimat i duch rodzinnej przeszłości

 
Jego historia zaczęła się jeszcze w latach 20. ubiegłego wieku. Dziadek gospodyni postanowił kupić kilka działek na skraju Puszczy Kozienickiej. Okolica stawała się modna. Mieszkańcy Radomia budowali tu domy letniskowe. Każde dziecko dostało więc swój kawałek ziemi. Kilka lat później ojciec pani Anieli zbudował dom z bali, kryty blachą. Piętrowy, rozległy o powierzchni stu siedemdziesięciu metrów, zaopatrzony w dwa kominki i dwa piece kaflowe. – Taki prawie świdermajer – śmieje się właścicielka.
 
reklama


A potem zaczął go urządzać. Lubił antyki, stąd w domu na przykład piec kaflowy w „wiejskie”, rokokowe zdobienia – na pewno starszy od samego budynku. Pani Aniela wspomina, że najważniejszą postacią w domu zawsze był Piłsudski. Ojciec,  obrońca Lwowa i legionista, wystawiał mu w każdym swoim domu ołtarzyk. Tu trafiło rzeźbione popiersie. – Chodzi o to, żeby pielęgnować rodzinne tradycje – mówi gospodyni. – Jeśli dom ma duszę, jest to o wiele łatwiejsze.

 

Dzisiejszy wystrój przypomina o całej rodzinie

 
Najcenniejsze bibeloty i pamiątki zostały wywiezione do Warszawy. Ale są tu meble zebrane z domu dziadków czy pianino, na którym właścicielka grała jeszcze w dzieciństwie. Stoi część rodzinnego zbioru szkieł i porcelany. A na łóżkach leżą poduszki, które haftowała własnoręcznie jej mama. Dzięki takim przedmiotom pamięć o rodzicach jest wciąż żywa. Ma tylko kłopot z wieszaniem na ścianach zdjęć. W lesie jest wilgotno i papier od razu się wypacza. Z tego też powodu wszystkie ściany są malowane, nawet te w kolorowe pasy w salonie. Tapeta szybko odeszłaby od ściany. 
 
Dom, choć pełen przedmiotów z dawnych lat, tętni życiem. – Ciągle mamy nowe pomysły, coś zmieniamy, przestawiamy – opowiada pani Aniela. – Przywozimy meble z Warszawy, a jak nam się znudzą, to je odwozimy. Jeździmy do Lublina poszperać na pchlim targu. Antyki dobrze czują się w letnisku. Są delikatne, o wiele lepiej nadają się do wnętrza używanego tylko przez część roku. Poza tym powietrze jest lepsze, niewysuszone centralnym ogrzewaniem. Dzięki temu sprzęty żyją dłużej. W Warszawie pianino ciągle mi się rozstrajało – śmieje się.

Dom stoi na zalesionej działce. Zieleń jest wszędzie wkoło, a pani Aniela z mężem Mirosławem wciąż pielęgnują ogród. Rośliny cieszą oko, ale mają też dodatkową zaletę. Dzięki nim gospodarze nie muszą wieszać w oknach firanek – wystarczają bujne liście.
 
Tekst: Staszek Gieżyński
Zdjęcia: Igor Dziedzicki
Stylizacja: Agata Jaworska
 
Weranda Country nr 7/2018