Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Wigilijne sposoby na pomyślność

Karp Zgodnie z tradycją zbieranie łusek z wigilijnego karpia zapewnia pełną sakiewkę.
 
 


Jest ich tyle, że trudno wybrać najskuteczniejszy.

Osoby zapobiegliwe musiały się mieć na baczności od wigilijnego świtu aż do północy. Nie wolno było szyć ani dziergać, pod groźbą całorocznego pecha. Nici i igły chowano przed kobietami w ciąży, by nie sprowadziły nieszczęścia na dziecko. Zakazane było pożyczanie. Czegokolwiek komukolwiek. Kto uległ prośbom, np. młodszej siostry o spinkę do włosów, mógł na całe domostwo sprowadzić biedę! Wstawano bladym świtem, a po modlitwie wędrowano prosto do spiżarni po… ząbek czosnku. Owym ząbkiem nacierano własne ząbki, by uchronić je od bólu i chorób aż do następnych świąt. W imię maksymy „jaka Wigilia, taki cały rok” stawano na rzęsach, byle nie kłócić się, nie płakać i uśmiechać się przez cały boży dzień. Co, biorąc pod uwagę trwający od rana ścisły post i przygotowania do wieczerzy (nic tak nie prowokuje do spięć, jak wdychanie smakowitych zapachów o pustym żołądku!), wymagało hartu ducha. Panny na wydaniu sprzątające dom musiały pamiętać, by śmieci wymiatać tylko „od drzwi”, by nie odgonić amantów.

reklama

Najczęściej rozmowy dotyczyły oczywiście pieniędzy. Doskonałym sposobem, aby zapewnić sobie pełną sakiewkę, zresztą praktykowanym po dziś dzień, było zbieranie łusek z wigilijnego karpia oraz pozorowana kradzież, gwarantująca powodzenie w interesach. Cały myk polegał na tym, by sprytnie „pożyczyć” jakiś drobiazg, a po wieczerzy oddać go albo niepostrzeżenie podrzucić właścicielowi. Niestety, nawet jeżeli domownikom udało się nie pokłócić, uniknąć dziergania i w żartach okraść nawzajem, prawdziwe wyzwania czekały ich dopiero, gdy zabłysła pierwsza gwiazda. Biada tym, co postawili na stole 13 nakryć. Moja osobista babcia klarowała mi, że jeden z gości musiałby usiąść na miejscu Judasza (13 = Chrystus plus 12 apostołów, w tym zdrajca), a to przynosi niemiłosiernego pecha. Pilnowano, by potrawy, najchętniej 12, od razu stawiano na stole. Bo kto opuści miejsce przed końcem wieczerzy, ten nie doczeka przyszłorocznej. Niejadki musiały wziąć się w garść – można nie znosić grochu z kapustą, dostawać mdłości na widok karpia czy klusek z makiem, ale KAŻDEJ potrawy trzeba spróbować. Kto grymasił, narażał całe gospodarstwo na nieurodzaj.

Po wieczerzy gospodarze łapali za siekiery i ruszali do sadu „budzić drzewa”. Proszę się nie denerwować, nikt nic nie rąbał, chodziło tylko o, hm, zastraszenie. Kilka lekkich uderzeń obuchem w pień i drzewo już wiedziało, co je czeka, jeśli w przyszłym roku nie obrodzi. Po tych zabiegach można ruszyć na pasterkę ­­­– przyszłoroczne szczęście było zabezpieczone na wszystkich frontach.


Fotografie: Shutterstock.com

Weranda Country nr 1/2011