Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Za zdrowie kur

Teresa Jaskierny


Ostatecznego przekonania, że ciepła pogoda się utrzyma, dostarczyły nam gwałtowne zmiany w wyglądzie sąsiada. Wełnianą czapkę zamienił na płócienny model ozdobiony reklamą piwa, wysokie filcaki na płytkie pantofle, a pikowaną kurtkę na gustowny sweterek w paski – pamiątkę po rozwiedzionej teściowej. W tym kostiumie widujemy go w każdy pogodny dzień, szalejącego po ogrodzie, z którego ocalały już tylko najstarsze drzewa. Zawsze wiosną, która – jak wiadomo – jest porą, kiedy wszystko jest pierwsze (motyle, kwiaty, kukanie w lesie, wilgotny wiatr), sąsiad – członek założyciel miłośników naturalnego życia i odżywiania – rozpoczyna jakiś eksperyment. W tym roku postanowił hodować kury.

Przy obejściu dla koni i kóz, na ruinach warzywnika wybudował zgrabny kurnik i zasiedlił go rasowym, młodym drobiem. Odtąd każdego dnia oprócz śpiewu ptaków budziło nas pianie koguta i gdakanie przechodzące w histeryczne wrzaski. Problem w tym, że sąsiad lubi rano pospać dłużej, a jego pies ma odwrotne zwyczaje. Ten konflikt upodobań skończył się zamontowaniem klapki w drzwiach, przez którą pies przepycha się jakimś cudem na zewnątrz, by załatwić, co trzeba, na klombie i pobiegać po działce w nadziei, że znajdzie coś niedużego, co mógłby przestraszyć.

reklama

Od czasu pojawienia się ekologicznej hodowli te rutynowe obyczaje nabrały wyraźnej dramaturgii. Pies, dostrzegłszy stadko, grzebiące w ziemi i poruszające głowami jak stare ciotki mające trudności z czytaniem gazety, staje na chwilę zadumany, jakby naszła go głęboka refleksja nad procesem ewolucji. Czy oto naprawdę ma przed sobą ptaki, które zajmują się wyłącznie gdakaniem i znoszeniem jaj, za to są zupełnie niezdolne do lotu??? Po czym, by to sprawdzić, bezszelestnie rusza w kierunku niczego niespodziewających się ofiar. Kury mają jednak doskonały refleks oraz przyspieszenie i cwałują wśród drzew jak rasowe konie, robiąc przy tym taki harmider, że sąsiad truchtem wypada na balkon sypialni, odwołując krwiożercze bydlę od drobiu. Niestety, parę dni temu zaspał i pies zdążył dokonać wyboru głównego dania…

Po śniadaniu kurnik został ogrodzony wysoką siatką, a po południu sąsiad pojawił się u nas z zawiniątkiem pod pachą. Zbyt przywiązał się do kury, by ją skubać, ale jeśli znam się na gotowaniu, chętnie spróbuje, jak smakuje prawdziwy wolny ptak. Wzruszeni, oddaliśmy zwłoki pani Danusi, która jedyna wiedziała, jak pozbyć się piór. Nazajutrz poczytałam francuskie przepisy, rozpuściłam na patelni masło, wrzuciłam piersi i udka, dorzuciłam czosnek, kilka szalotek, małych pieczarek oraz zioła prowansalskie. Gdy kura zrobiła się złota, dolałam białego wina, a gdy odparowało, pół litra śmietany. Po 30 minutach zadzwoniłam po sąsiada… Jedliśmy nieboszczkę, smakując każdy kęs w milczeniu. – No i jak??? – spytałam, patrząc na wylizane do czysta talerze. – Cóż – westchnął sąsiad – było to bolesne, ale smaczne doświadczenie. I prawdziwie wzruszony wzniósł toast: – Za zdrowie wszystkich wolno biegających kur!!!  


Teresa Jaskierny

Weranda Country nr 3/2012

Zobacz również: