Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Jarmarki for ever

Teresa Jaskierny


Przyznaję, raz na tydzień albo na dwa wsiadam w samochód i robię zakupy w supermarkecie. Ale czynię to z przymusu i bez żadnej przyjemności. Prawdziwą radość z zamiany żywej gotówki na coś świeżego, co stanie się pyszną kolacją czy obiadem, przeżywam na targu. Mamy w naszym miasteczku taki właśnie w każdy piątek na placu niedaleko torowisk. Nic nadzwyczajnego – zwykły wiejski jarmark. Zbieranina straganów, zaparkowanych z fantazją ciężarówek i leżących wprost na ziemi płacht czy skrzyń, nad którymi przysiedli sprzedawcy. Ale nastrój leniwego towarzyskiego spotkania, szczególna mieszanina kolorów, zapachów i dźwięków sprawiają, że czuję się tu wyjątkowo.

reklama

Uwielbiam grzebać w główkach sałaty, koszach jabłek, słojach ogórków, wąchać pomidory, a przy okazji pogawędzić z tym i owym. Wszystkich tu znam. Świeże warzywa i owoce kupuję z bagażnika samochodu mężczyzny niemalże miniaturowego, podskakującego niczym rozzłoszczona piłeczka. Pokrzykując gniewnie na syna śpiącego za kierownicą, zawsze dorzuca mi coś ekstra i daje dobre rady. Prawdziwy ser i śmietanę, a czasem i kwaśne mleko mam odłożone po znajomości u pani Eli, dyskretnie chowającej dokładnie przeliczoną należność do wnętrza narośli na brzuchu, czyli ukrytego przed kieszonkowcami woreczka. Jaja od wolnej kury, często ze śladami bezpośredniego kontaktu z jej kuprem, sprzedaje mi właścicielka tych ptaków, słynna z tego, że potrafi gadać godzinami bez zaczerpnięcia tchu. Pierwsze grzyby i jagody przynosi pan Roman – posiadacz twarzy w kolorze kotleta i uśmiechu mogącego doprowadzić do rozpaczy najbardziej zaprawionego w bojach dentystę.

Najpiękniejsze kwiaty i brzozowe miotły sprzedaje starsza pani siedząca na zydelku koło przyczepy z mięsem. Trzeba wstać wcześnie rano, by ją zastać, ale można być pewnym, że do bukietu dorzuci parę fascynujących, acz całkowicie niepotwierdzonych informacji. Czy pchając wózek od półki do półki, można przeżyć coś takiego? Nigdy! Toteż dźwigam swoje torby od straganu do straganu i to jest mój najprzyjemniejszy sposób na spędzenie piątkowego poranka. Trwajcie jarmarki na zawsze.

Pozdrawiam


Teresa Jaskierny
Fot. Andrzej Szeliński

Weranda Country nr 4/2010

Zobacz również: