Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Na grzyby!

Na grzyby!
 
 


Jeśli złapałeś „grzybnego” bakcyla, nic wyprawy do lasu nie zastąpi. Ale co szkodzi, jeśli i na twojej własnej działce rosnąć będą koźlaki czy prawdziwki?

Było to w XVIII lub XIX wieku w Paryżu. Miasto się rozbudowywało, stawało się coraz większe, karierę zaczęły więc szybko robić dorożki. Ten ekspresowy wówczas środek transportu zostawiał na drogach sporo ekologicznych śladów, czytaj: obornika. Spracowane siwki i kasztanki produkowały tego całe tony, trzeba więc było wkrótce zorganizować służby miejskie, by gnój sprzątały i gromadziły na specjalnych placach. Tam właśnie pojawiły się pieczarki.

Tak mniej więcej wygląda historia odkrycia uprawy jadalnych grzybów na Starym Kontynencie. Ale mamy XXI wiek i sporo osób, które uważają, że pieczarki pochodzą z supermarketów. Rozczaruję ich zatem i napiszę, że generalna zasada się nie zmieniła, choć postęp w technologii uprawy dokonał się wielki i już nikt nie czeka bezczynnie na to, co się zabieli na kupach końskich, za przeproszeniem, odchodów. Pieczarki Anno Domini 2012 rosną w nowoczesnych halach, w związku z czym pojawiają się ich całe łany. Widziałem niejeden taki raj grzybiarza, który od starej podparyskiej pieczarkarni różni się dosłownie wszystkim. Nawet wejść tam można – pod warunkiem oczywiście, że się zmieni ubranie. Same grzyby też już nie podjadają pozostałości z układu pokarmowego dorożkarskich szkap.

reklama

Uprawia się je na oborniku kurzym, którego całe tony powstają na fermach brojlerów i niosek. Szczęśliwie okazało się, że kurzak bardzo posmakował naszemu najważniejszemu grzybowi uprawnemu. Udoskonalono więc technologię obróbki podłoża i mamy gotową historię pieczarkowych fabryk, których i w Polsce spotkamy niemało. Zresztą dziś na fermach hoduje się również kilka innych gatunków grzybów, ale o nich za chwilę. Teraz coś, co ucieszy czytelników „Werandy Country”: nic nie stoi na przeszkodzie, by uprawa grzybów stała się dla was takim samym hobby, jak hodowanie kwiatów. Jest kilka sposobów na zabawę w grzybiarza. Oto one:

Pieczarki z gotowej grzybni
To metoda najprostsza. Trzeba się tylko postarać o opakowanie gotowego podłoża z grzybami, w których znajduje się wszystko, co potrzebne, czyli grzybnia rozrośnięta w stosownym podłożu. Z takiego pudełka w ciągu kilku tygodni powinny wyrosnąć białe lub brązowe pieczarki, boczniaki, pierścieniaki, a nawet kanie, dokładnie takie same jak te, za którymi uganiamy się po łąkach i obrzeżach lasów. Pamiętaj-my tylko, że każdy z tych grzybów wymaga innego traktowania. Jedne uprawia się w zamkniętych pomieszczeniach, inne pod chmurką, więc przed założeniem plantacji trzeba koniecznie przeczytać instrukcję obsługi i postępować zgodnie z planem. Wtedy możemy być pewni, że najwyżej po kilku tygodniach spałaszujemy własnoręcznie wyhodowane grzybki. Z całą pewnością będą one o wiele smaczniejsze niż te ze sklepu.

Boczniaki w piwnicy
Opakowanie (balot) gotowego podłoża do uprawy boczniaków trzeba postawić w cienistym zakątku ogrodu, a zimą w piwnicy (musi być dostęp światła słonecznego lub z żarówki), no i uzbroić się w cierpliwość. Z jednego worka może wyrosnąć nawet i pięć kilogramów grzybów. Na szczęście dla nas nie wszystkie pojawiają się naraz. Ponieważ boczniaki owocują rzutami, można liczyć na trzy albo nawet cztery zbiory w sezonie. W tym czasie grzyby spałaszują całą zawartość worka i trzeba będzie postarać się o nowy. Boczniak jest grzybowym wegetarianinem, rośnie na żytniej lub pszennej słomie i w ostateczności można się pokusić o to, by taki balot samemu przygotować. Ostrzegam jednak, że mnóstwo z tym zachodu, a i doświadczenia trzeba niemało, by cała sprawa nie spaliła na panewce.

Shii-take na pniu
Sposób ten polecam wszystkim ogrodnikom, pod warunkiem że już na starcie zadeklarują benedyktyńską cierpliwość w oczekiwaniu na plony. Trzeba przygotować kilka świeżo ściętych pniaków zdrowego liściastego drewna (topoli, brzozy, klonu lub lipy) i w każdym nawiercić taki otwór, w który na ścisk wejdą kołeczki z rozrośniętą grzybnią boczniaka albo twardziaka shii-take. Pamiętajmy, aby na jeden pniak przeznaczyć nie mniej niż dziesięć kołków z grzybnią, a później drewno na kilka miesięcy owinąć folią, by przypadkiem w środku naszym grzybom nie rozwinęła się konkurencja w postaci różnych innych (niezamawianych przez nas) gatunków. Ale trudno przewidzieć, ile czasu potrzeba na to, by cały proces rozrastania się grzybni w drewnie, a później wytworzenia owocników przebiegł prawidłowo. Zaręczam jednak, że pewnego dnia na pniach dostrzeżecie miniaturowe zawiązki. Wtedy ściągnijcie folię i po prostu czekajcie. W wolnych chwilach studiujcie przepisy na smakowite potrawy z shii-take i boczniaków.

Borowiki przy domu
Czy ukochane maślaki, borowiki, kurki, podgrzybki i koźlarze można wyhodować we własnym ogrodzie? Można. Wystarczy kupić odpowiednią żelową szczepionkę mikoryzową i wstrzyknąć pod korzenie iglaków albo drzew liściastych, a potem czekać na rozwój grzybni i sprzyjającą pogodę.

Taka „uprawa” grzybów jest jedynie działalnością uboczną, bo naprawdę idzie o to, by wspomagać rozwój i pracę korzeni roślin. Grzyby, które wymieniłem, to gatunki mikoryzowe – współpracują z korzeniami drzew, krzewów i bylin, a w ogrodzie niewiele znajdziemy takich, które kontaktów mikoryzowych nie potrzebują i ich nie tworzą. Jeśli tego nie robią, to dlatego, że w ziemi odpowiednich grzybów nie ma. Ta sytuacja odbija się na zdrowiu roślin oraz nerwach właściciela, bo na przykład brązowieją mu iglaki. Szczepimy więc czym prędzej, wstrzykując żel pod korzenie (zabieg robi się tylko raz w ciągu życia roślin) i czekamy na efekty. Z całą pewnością grzyby pojawią się pewnej jesieni ku uciesze wszystkich domowników.

Na zakończenie ciekawostka: w podobny sposób zakłada się plantacje trufli, które jako grzyby mikoryzowe tworzą symbiozę między innymi z korzeniami dębów i leszczyn. Widziałem gdzieś nawet taką szczepionkę, ale gdy się dowiedziałem, że na owocowanie trzeba czekać kilkanaście lat, a do tego podziemne owocniki trufli mogą wyniuchać jedynie wyszkolone świnie lub psy, pomyślałem, że jednak postawię na rodzime maślaki. Pojawiają się nawet w młodnikach, więc oczekiwanie będzie znacznie krótsze.

W tradycyjnej medycynie chińskiej i japońskiej wierzono, że boczniaki przedłużają życie. Są bardzo odżywcze: mają dużo witaminy C, witamin z grupy B (kilkanaście razy więcej niż w innych warzywach), białko i sole mineralne.

Grzyby kontra grzyby
Generalnie grzyby nie lubią się nawzajem i robią wszystko, by zahamować rozwój sąsiadów. Najczęściej wytwarzają różne substancje, dzięki którym zaznaczają własne terytorium i trzymają intruzów na dystans. Sąsiedzi rozwijający się w pobliżu też wyraźnie określają granice, których nie wolno przekraczać. Z czasem na tych granicach mogą się wytworzyć owocniki, które wyglądają tak, że potocznie nazywa się je czarcimi kręgami. Taka sama jest również geneza wyrastania blisko siebie borowików i muchomorów.

Na lekarstwo
We wschodniej medycynie stosuje się leczenie różnymi gatunkami grzybów. Ale i u nas do niedawna też korzystaliśmy z właściwości niektórych hub. Najbardziej znaną jest modrzewnik lekarski (zwany też pniarkiem lekarskim, hubą lekarską lub gąbką modrzewiową), uważany za gatunek wymarły. Inny grzyb, w którym są substancje antynowotworowe, to czyr brzozy (włóknouszek brzozowy).

Pozbądź się pniaków
Kołeczki z grzybnią boczniaków i shii-take można wykorzystać do tego, by z naszego ogrodu zniknęły pniaki po wyciętych drzewach liściastych. Kołki wbija się w sterczący w ziemi pniak i daje grzybom zrobić swoje. Po kilku latach z twardego drewna zostanie próchno, a wy w tym czasie będziecie mogli przygotować niejedną zupę grzybową.


Tekst: Witold Czuksanow
Zdjęcia: Wiesław Kamiński/www.nagrzyby.pl, Fotochannels, The Garden Collection, Stockfood/Free, Botanikfoto, Biosphoto/East News, Gap photos/Medium, Flora Press

Weranda Country nr 5/2012

Zobacz również: